26/01/2020
Dzień 28 26.01.2020
Ilość km 151.5
Ilość km od startu 4143
Rano jakoś nie mogliśmy spać. Już koło 7 jesteśmy gotowi do drogi. Jest zimno, lekko pada. Zakładamy gumówki przeciwdeszczowe. Siadamy na mople i...
KICHA
Moplik Seby nie pali. Lipa na maksa. Nawet na pych nie da rady bo to automat. Seba ciśnie padło przez wieś. Zagaduje go jakiś miejscowy. Chcemy pokazać, że nie pali, że potrzebujemy mechanika. Pyk i moplik pali...
Se chop pomyślał o nas.
Zadowoleni z cudownego ozdrowienia jedziemy chwilkę. Plan by dotrzeć do morza jakieś 150 km i potem na północ. Zimno jak cholera. Jest 2 dzień nowego roku i WSZYSTKO JEST ZAMKNIĘTE. Widmo głodu przed nami. W jednym magazynie jest kobita jakaś. Namawiamy ją by zalała nam zupkę ekspresową. Jemy. Nie za pyszne ale ciepłe. Po posiłku niespiesznie dalej QL7. Po kilkunastu km mój moplik bez ostrzeżenia zdechł. Bez szarpania, bez prychania. Zdechł i już. Obstawiamy problem elektryczny. Teraz ja cisnę. W najbliższej wsi łapię autochtona. Niczym Jakub Wędrowycz w ogólnoświatowym języku homo bimbrownikus tłumaczę, że moplik się spaścił i ma prowadzić do mechaniora. Coś zakumał. Jedzie on na swoim mopliku, Seba na swoim ja ciśnę- śmieszna kolumna. Doczłapałem. Tętno 300. Mechanik zamknięty. Przeca nowy rok jest. I to szczura w dodatku. To ja nie wypuszczając autochtona z rąk. Łap komure bejbe i dzwoń po jakiegoś ziomka co to ogarnie. Znów za 10 pkt. Chop dzwoni i prowadzi kilka domów dalej. Mechanik jest. Znów zamknięty. Już chciałem go dusić bo tętno bez zmian 300 ale on pisze w translatorze, że mamy czekać. Ziomek faktycznie się pojawia. Ładnie ubrany z żoną i córką. Jechali na imprezę ale służba nie drużba. Mówi że ogarnie i pojadą dalej (oczywiście byli na mopliku). Jak to się skończyło 4 godziny później zobaczcie na filmikach. Dość dodać, że zsocjalizowaliśmy całą wieś. Finalnie 3 osoby naprawiały moplik, dostaliśmy jedzenie i słodycze. Były zdjecia, wywiady. Cała wieś żyła naszym przyjazdem :-). W mopliku mam nowy alternator, łancuch jakiś, akumulator, cewkę, starter, wyregulowane sprzęgło i dokręconą zębatkę w tylnym kole bo już śruby tarły o ramę. To wszystko za 100 PLN z małym okładem.
Całość ekipy, a było nas już całkiem sporo, wsiada na mopliki i śmiga w swoich kierunkach. Jedziemy.
W lekkim deszczu dojechaliśmy brakujace 50 km nad morze. O dalszej podróży na północ nie ma mowy. Łapiemy pierwszy nocleg i w trybie awaryjnym szykujemy jedzenie - bo wszystko zamknięte. Potem mały spacer po wymarłym mieście. I chyba jednak do spania.
Dość wrażeń na dziś...
Pozdrawiamy