05/06/2024
Długo się zbierałam do tego posta, ale jest tego wszystkiego tyle, że nie wiadomo co Wam opowiedzieć a wszystkiego się nie da 😊 Pewne jest, że to podróż, o której nie da się zapomnieć 😎 Nepal zaskoczył mnie swoją różnorodnością. Z jednej strony ogromne, tłoczne Kathmandu z w miarę rozwiniętą cywilizacją, z drugiej Himalaje i bardzo biedne himalajskie wioski. Ludzie żyjący bardzo skromnie na skraju ubóstwa w zasadzie bez dostępu do cywilizowanego świata. Dojście do najbliższej miejscowości gdzie są sklepy itp zajmuje dzień, dwa lub trzy. Transport tylko i wyłącznie koniem lub jakiem. Zero roślinności, zimno, surowo. I w końcu z trzeciej strony palmy, baseny, Safari, słonie, krokodyle itp. Kraj skrajności. Ale kraj szczęśliwych, uśmiechniętych ludzi. Przyjazny i bezpieczny. Drogi krajowe wyglądają jak te nasze na placach budowy. Do tego kurz jak na Woodstock 😅 Autem bez klimatyzacji podróżować się da, ale otworzenie okna grozi uduszeniem 😉 No i nie sposób nie powiedzieć o ruchu na drodze… Ruch lewostronny i wszyscy walą na czołówkę w ostatniej chwili zjeżdżając 😂 Przejechać Nepal samochodem - dość ciekawe przeżycie 🫣 Na dole warunki mieszkaniowe w hotelach dobre - takie jak u nas trzy, cztery gwiazdki (w takich przyszło nam mieszkać) Ale na tym wygody się kończą. W górach już jest nieco inaczej a to właśnie tam żyliśmy większość czasu. Jedyna droga by dostać się pod Everest wymaga lotu z Kathmandu do Lukli. Mieliśmy okazję lądować na najbardziej niebezpiecznym lotnisku świata. Lot faktycznie trochę ekstremalny 😄 Jedyny pas ma 460 metrów.
Zaczyna się przepaścią a kończy ścianą góry.
Nie da się tu kołować, ani zawrócić. Lądujące maszyny muszą trafić w mikroskopijny pas i wyhamować przed kończącą go ścianą. Bliskość gór na podejściu jest nie do opisania. Myślałam, że skończymy jak nasi politycy. Tyle, że oni w brzozach a my w choinkach 😅 No i tutaj pożegnaliśmy cywilizację. Od tego momentu oddychało się ciężko. Na 5000 mnpm 50% tlenu, więc sapaliśmy jak stare dziady 😅 Spaliśmy w lodgach gdzie w nocy zamarzają spocone skarpetki 🧦 Woda w kranie zamarza, śpi się w czapkach i śpiworach puchowych. Ciepły prysznic zdarzył się raz. O umyciu włosów można zapomnieć. Nawet jeśli się komuś uda to mu w nocy włosy zamarzną 😅 Żeby w śpiworze było cieplej wkładaliśmy do niego przed snem butelkę gorącej wody. Rano była jak znalazł do umycia zębów. Życie toczy się w jadalni gdzie jest jeden kominek opalany gównem jaka. Brak innych możliwości opału ze względu na brak roślin. To powyżej Namchebazar. Niżej jest lepiej. Miałam okazję pochorować się na cos w stylu himalajska grypa. Spędziłam pobyt z gorączką, brakiem głosu, bolącym gardłem, zatokami. Większość nocy spałam na siedząco żeby nie udusić się wszystkim co mi non stop płynęło prosto do płuc. Przy tej okazji odkryłam, że leki tam nie działają. Nic - zero. Jesz jak cukierki i zero efektu. A antybiotyk po spożyciu jednej tabletki spowodował efekt jak bym wypiła litra whisky 🥃 Masakra - nie polecam 😅 No ale tak czy siak, iść trzeba, to szłam. Aklimatyzacja super. Wszyscy byliśmy w formie. Nie zażywaliśmy żadnych specyfików, ale wysokości pokonywaliśmy powoli i piliśmy hektolitry wody. Przez całe swoje życie nie wypiłam tyle wody 😅 4, 5 litrów dziennie. Ale chyba zadziałało. Oczywiście sikanie co chwilę 😅 Mycie chusteczkami nawilżanymi. Chodzenie w kółko w kilku rzeczach to też niezła przygoda. Więcej ubrań zabrać się nie da bo bagaż nie może być cięższy niż 20 kg a trzeba zabrać raki, czekan i resztę sprzętu. Na szczęście powyżej 4000 siada węch 😅 No i wszyscy mieliśmy problemy z łaknieniem. Nie chce się jeść, nic nie smakuje a jeść trzeba. Wszystko rośnie w buzi (choć nepalskie jedzenie jest ok). Trudności technicznych na trasie brak. Ale wysokość i długość życia w tych warunkach robi swoje. Największym moim marzeniem było pochodzenie sobie w krótkich spodniach bez odzieży termicznej, rozpięcie śpiwora i spanie nie „na baczność”, ciepły prysznic, skorzystanie z toalety nie „na narciarza” 😅 Takie tam małe marzenia. Tak więc po powrocie do Kathmandu byłam w niebie 😇😅 usiadłam na kiblu i zdjęłam gacie 😂 Bez czego nie wyobrażam sobie pobytu? Bez pokaźnego zapasu kropli do nosa, botków puchowych, kijków trekkingowych, papieru toaletowego, kremu z filtrem. Czego nie zabrałam celowo a jednak okazało się to błędem - bukłak. Przydał by się. Czego bym nie zabrała następnym razem ? Trzech kilogramów wszelakich lekarstw, które i tak nic nie dały. Aaaa no i absolutnie niezbędny jest żel odkażający do rąk. Odbyliśmy rafting na górskiej nepalskiej rzece, gdzie zaraz po lądowaniu w Lukli przygoda ta zajmuje drugie miejsce w rankingu ekstremalnych przeżyć 😜 Prawie utopiłam jakąś Belgijkę ale ostatkiem sił utrzymałam się w pontonie pionowo stojącym na jakiejś skale 😅 ojjj nie sposób to wszystko streścić. Wrzucam kilka zdjęć. Gdzieniegdzie opisy co to takiego 😊