06/06/2026
"8 lat straconych szans. A może być więcej, bo wybory, które mają się odbyć niedługo może wygrać frakcja spadkobierców moralnych obecnej degrengolady" - konieczny do przeczytania opis sytuacji polskich szachów okiem GM Mateusz Bartel
Po wpisie na temat dokonań prezesa Radosława Jedynaka, przyszedł czas na opisanie drugiej strony medalu. Z racji tego, że temat ten jest dla mnie niesłychanie ważny, mogę niejednokrotnie pisać zbyt emocjonalnie.
Wybaczcie, jeśli będą miejsca, w którym przekroczyłem cienką granicę dobrego smaku. Zapewne znajdą się osoby, które ocenią moją wypowiedź jako nieobiektywną - to raczej nieuniknione - niemniej jednak chciałem zaznaczyć, że dołożyłem wszelkich starań, żeby uczciwie przedstawić to, co stało się przez te lata. A stało się dużo.
Zanim przejdę do dalszych kroków, zaznaczę - nie po raz pierwszy - że byłem przeciwnikiem umieszczenia Radosława Jedynaka w fotelu prezesa. Radosław przez wiele lat obecności w środowisku szachowym wyrobił sobie pewną opinię i jego CV nie przedstawiało się zachęcająco. Osobiście miałem mnóstwo obaw i niemal wszystkie się sprawdziły. Co zabawne, rozmawiałem z kilkoma osobami, które w okolicach 2018 powtarzały “Radosław powinien dostać szansę, on się zmienił”. Nie minęło dużo czasu, a te osoby same z siebie wracały i mówiły “Miałeś rację, to był błąd”. Ten błąd kosztował polskie szachy 8 cennych lat. A może więcej, bo wybory, które mają się odbyć niedługo może wygrać frakcja spadkobierców moralnych obecnej degrengolady.
Kiedy Radosław Jedynak szedł do wyborów byłem nie tylko zaskoczony, ale wręcz zszokowany. W końcu ten niezły kiedyś arcymistrz wycofał się z życia szachowego i został pokerzystą. Podobno odnosił na tej arenie sukcesy.
Pojawiło się zatem pytanie - po co Jedynakowi prezesura. Rozmawiałem na ten temat z wieloma osobami. Nawet osoby będące blisko Radosława (w tym jego przyjaciele) nie umiały do końca odpowiedzieć na to pytanie.
Czy Radosław przyszedł, aby pomóc polskim szachom? Nie, to nie w jego stylu.
Czy Radosław poszedł, aby robić karierę? Nie, raczej nie, trudno wypromować się na stołku prezesa.
Czy Radosław poszedł dla pieniędzy? Też nie, choć został jedynym prezesem, który zaczął pobierać ze Związku wynagrodzenie.
To po co poszedł do PZSzachu? Kolejne decyzje, lata i zachowania pokazały odpowiedź - dla Władzy.
Im dłużej o tym myślę, tym bardziej mnie to martwi. Jako idealista zawsze liczyłem na to, że w szachowym, mimo wszystko niedużym, środowisku ludzie, którzy się znają (bo my, tak naprawdę, wszyscy się znamy) mogą ze sobą współpracować w celu rozwoju dyscypliny.
Kiedy jednak ktoś dochodzi do władzy dla samej możliwości rządzenia - zaczyna robić się nieciekawie. Zwłaszcza, gdy jest to osoba, która lubi kreować konflikty, uwielbia rozpalać spory, a do tego ma łeb na karku i chętnie rozgrywa takie swoiste, nomen omen, “partie szachów”.
Nie może być zatem zaskoczeniem szereg wydarzeń, sytuacji, mechanizmów, które toczą Polski Związek Szachowy od tych 8 lat. Na pewno, szereg osób uzna, że niepotrzebnie o tym piszę, po co wbijam kij w mrowisko, dlaczego publicznie piorę brudy Związku etc.
Cóż, nie znam innej drogi. Jednym z problemów szachów jest to, że dystrybucja informacji jest nader skromna. Często zdarza się, że działacze, nawet tacy, którzy posiadają prawo głosu na Walnych Zjazdach, nie tylko nie mają pojęcia o dynamice wydarzeń politycznych, ale także nie mają pojęcia o szachach w ogóle. Taką osobę bardzo łatwo jest zmanipulować. Co zresztą jest praktykowane od wielu lat, a wybory w okręgach (które potem decydują o wyborach ogólnokrajowych) zamieniają się w farsę - dość powiedzieć, że zdarzały się przypadki, gdy działacze, w tym prezes Jedynak, przychodzili na wybory Okręgu dzierżąc w dłoniach upoważnienia 5-6 klubów.
Przy skąpych informacjach, działacze bardzo łatwo owijają sobie wokół palca ludzi, którzy naprawdę wierzą w ich dobre intencje, a z tymi bywa różnie. Czasami prawdziwe oblicze działaczy wychodzi na światło dzienne - jak choćby wtedy, kiedy prezes Jedynak nazwał mnie “toksycznym” - i wtedy pojawia się wielkie zdziwienie “Jak on mógł?”. Prawda jest taka, że po prostu stracił czujność.
Po tym przydługim wstępie pora przejść do konkretów. Będzie to o tyle trudne, że tak naprawdę nie ma chyba takiej gałęzi związkowej działalności, która nie byłaby w jakiś sposób zepsuta przez ostatnie 8 lat. Punkty, które wymienię mają raczej przypadkową kolejność.
1) My vs. Oni
Jednym z największych problemów demokracji jest to, gdy strona wygrywająca wybory zagarnia wszystko dla siebie, nie licząc się z niczym. Chyba wszyscy znamy takie sytuacje. Niestety, w polskich szachach, za sprawą prezesa Jedynaka, mamy dokładną kalkę z życia politycznego.
Jak wiadomo, “partia” potrzebuje wroga. Tym wrogiem dla Radosława Jedynaka stał się Łukasz Turlej. Konkretów pod adresem aktualnego Sekretarza Generalnego FIDE było niewiele, ale wróg musiał być. Każda osoba, która z Turlejem współpracowała, działała, a nie daj Boże, chwaliła - szybko trafiała na czarną listę.
W efekcie, mamy teraz sytuację, że ktoś trafiający do szachów musi szybko być zaszufladkowany, musi być po jakiejś stronie. Bezsens, prawda?
Oczywiście, tych wrogów, mniejszych lub większych, było wielu. Bardzo przykra była sytuacja z Markiem Matlakiem.
Wieloletni trener reprezentacji kobiet, który z paniami zdobył dwa medale olimpijskie, który zdobył z nimi drużynowe mistrzostwo Europy 2005, który przez lata trenował dziesiątki czołowych zawodników, który był dyrektorem Akademii Szachowej, został przez Związek pożegnany lakoniczną wiadomością na stronie internetowej.
O ile merytorycznie można zmianę zrozumieć (po wielu latach konieczne bywa odświeżenie spojrzenia na drużynę), to w przypadku tak ikonicznych postaci jak Marek Matlak formuła pożegnania jest istotna. Bo temu wielkiemu trenerowi powinny podziękować polskie szachy, właśnie poprzez Związek.
Tutaj tajemnicą poliszynela jest pewien prywatny konflikt, który z trenerem Matlakiem miał jeden z działaczy. Czy ten konflikt, którego geneza sięga połowy lat 90. (!!!) powinien rzutować na takie, a nie inne pożegnanie wybitnego trenera? Sami odpowiedzcie na to pytanie.
Na tym, rzecz jasna, nie koniec. Dla związkowych działaczy każda, najmniejsza, forma odmienna od ślepego posłuszeństwa i bezkrytycznego, ślepego poparcia, stawała się aktem nieposłuszeństwa. W świecie Radosława Jedynaka jest to niedopuszczalne.
Pewnie nie uwierzycie, ale znam sytuacje, w których moi znajomi musieli się tłumaczyć z pozostawienia “like’a” pod nieodpowiednimi postami na Facebooku. Nie mówiąc już o jakichś rozbudowanych wypowiedziach.
Jeśli ktoś, neutralny obserwator życia szachowego, pokusił się o krytyczny komentarz, czy to na FB PZSzach, czy to na prywatnych stronach Prezesa bądź nieformalnego Rzecznika Związku, Zbigniewa Paklezy, od razu był blokowany, a jego komentarz usuwany. Nie wierzycie? Poczytajcie komentarze ludzi w różnych miejscach. Przy takim sposobie myślenia, wrogami stało się wiele osób.
Naturalnie, są też przyjaciele. Przyjaciel, co prawda, nie może krytykować niczego co robi Związek, ale prawdę mówiąc nie musi i nie chce tego robić. Ważne, że bierze udział w podziale finansowego tortu.
Przyjaciół można też odznaczać. Śledząc kolejne wyróżnienia, które przyznawał Związek, nierzadko łapałem się za głowę. A już najlepsze było przyznawanie przez Zarząd Złotych Odznak Honorowych... aktualnym członkom Zarządu.
Miernym widowiskiem stała się także Gala Hetmanów.
Podczas mistrzostw Polski w Kruszwicy w 2021 trudno było nie kryć zdumienia, kiedy to kolejne wyróżnienia trafiały do kolejnych “przyjaciół” Zarządu. Najbardziej chyba rażące było wyróżnienie w kategorii “Nauczyciel Roku”, który trafił w ręce arcymistrzyni Joanny Majdan.
Nagroda utworzona była po to, by doceniać wysiłek nauczycieli wdrażających program Edukacja przez Szachy w Szkole. W latach wcześniejszych osoby, które dostawały to wyróżnienie były naprawdę wzruszone, a nagroda zachęcała ich do działania w szachach. Co wyróżnienie dało Joannie Majdan, wieloletniej koleżance prezesa? Nie wiem. Wiem natomiast, że weszła w skład Zarządu PZSzach kolejnej kadencji.
W tym samym roku analogicznie wybrany Dziennikarzem Roku został Zbigniew Pakleza. Już sam fakt tego, że uhonorowana została osoba, która prowadzi “związkowy” kanał budzi mieszane uczucia. Natomiast warto przypomnieć jaka była geneza powstania takiej właśnie nagrody - przede wszystkim chodziło o docenianie osób, które walczą o to, aby informacje szachowe docierały do mediów o dużych zasięgach. Są takie osoby i warto ich trud w jakiś sposób zauważyć.
Czy, dla przykładu, Hetmana w kategorii Dziennikarz Roku otrzymał Filip Zieliński? Nie.
2) Zarząd na swoim, czyli imprezy centralne
Mając na uwadze punkt pierwszy, łatwo zrozumieć, że w takich okolicznościach przyrody szansa na pogłębienie się pewnych negatywnych zjawisk była ogromna. Faktycznie, dość szybko okazało się, że mechanizmy świetnie znane z lat 90’ i 00’ powróciły w pełnej krasie. Mowa rzecz jasna o przyznawaniu imprez centralnych.
Jedną z największych chorób polskich szachów jest to, że działacze z całej Polski żyją z organizowania tego typu imprez. Być może nie byłoby w tym wiele złego, gdyby nie fakt, że priorytetem nie jest dobrze przeprowadzona impreza, ale to, aby przyniosła ona zysk. Jak największy. Ten zysk nie idzie zresztą do Związku, a do kieszeni organizatora. Nie trzeba być zatem przenikliwym detektywem, żeby zrozumieć że mamy tutaj bardzo miękkie podbrzusze działalności Związku.
Radosław Jedynak miał szansę na to, aby doprowadzić do tego, że organizacja imprez centralnych by się ucywilizowała. Z mocnym wsparciem ministra Łukasza Schreibera mógł sprofesjonalizować Związek i sprawić, aby wszystkie “duże” imprezy, były nie tylko świetnie zorganizowane, ale również dochodowe. I to nie dla działaczy, ale dla Związku.
Stało się jednak inaczej.
Konkurs Ofert, który - jeśli się nie mylę - wprowadził Tomasz Sielicki, stał się karykaturą swojej pierwotnej idei. W ubiegłym roku na bodaj 11 imprez centralnych zostało przedstawionych zaledwie 14 ofert. Dlaczego? Dlatego, że zawsze wygrywają Ci, co wygrać mają.
Kiedyś miałem okazję prowadzić korespondencję z jednym z prominentnych działaczy. Ubolewałem na różne zjawiska, natomiast jego odpowiedź zwaliła z nóg: “Słuchaj, mnie to nie interesuje. Dla mnie ważne jest to, że ja dostaję imprezę od Zarządu.” Nie muszę chyba dodawać, że imprezy tego działacza od lat uchodzą za jedne z najgorszych.
Efekty są jakie są. Był moment, że polskie szachy wychodziły “do ludzi”. Teraz cofamy się o trzydzieści lat i w momencie największej popularności szachów znowu wchodzimy do lasu. Dosłownie i w przenośni. Różnie można oceniać imprezy w miejscowości Chotowa, jednym podobają się bardziej, innym mniej. Faktem jest jednak, że imprezy rangi mistrzowskiej powinny odbywać się w większych lokalizacjach, bo wtedy szachy można promować. Cóż, historia zatacza koło. Kiedy byłem juniorem imprezy trafiały w podobne miejsca.
Co ciekawe, z tamtymi działaczami Radosław Jedynak chciał walczyć. Pewnego razu mistrz międzynarodowy Stanisław Zawadzki zażartował, że trudno było się spodziewać, że nasi rówieśnicy staną się “leśnymi dziadkami”. Sposób przyznawania imprez i ich poziom pokazuje, że niestety to stało się prawdą.
3) Transparentność? A co to?
Tak punkt 1, jak i punkt 2, dość jasno pokazują jak funkcjonuje Związek. Jasne jest, że wielu osobom się to nie podoba. A nie podoba się tym bardziej, im mniej jest przejrzystości. Tej nie ma na żadnym poziomie.
Informacje są ukryte najbardziej jak się da, a szczegółów dowiadywać się można tylko na mocy ustawy o dostępie do informacji publicznej.
Za pierwszej kadencji prezesa Jedynaka, kiedy w Zarządzie znalazły się osoby z tzw. opozycji, posiedzenia Zarządu były sumiennie protokołowane, można było prześledzić co i jak było dyskutowane. Polecam zajrzeć jak wygląda to obecnie, gdy opozycji w Zarządzie nie ma. Ja nie znajduję słów, żeby to opisać.
Transparentności brakuje również w innych dokumentach. W tzw. “Wykazach wynagrodzeń i wszystkich innych benefitów przekazanych członkom organów statutowych PZSzach” w roku 2024 mamy podane kwoty, ale nie mamy informacji za co, natomiast w 2025 mamy informacje za co, ale nie znamy kwot.
Przyznam, że widząc jakiekolwiek kwoty wypłacone za organizację Ekstraligi w 2025 jestem zdumiony, a okazuje się, że za tę “wspaniałą” imprezę aż dwie osoby uzyskały wynagrodzenie.
Jeszcze ciekawszą informacją jest fakt, że prezes Radosław Jedynak ma podpisaną umowę o pracę jako “Menedżer Marketingu”.
Jakiejkolwiek przejrzystości nie mamy także w wielu innych miejscach w przypadku tematu kanału YouTube o nazwie “Polski Związek Szachowy”. To jednak tak duży temat, że poświęcę mu kolejny punkt.
4) Zbigniew Pakleza i kanał “Polski Związek Szachowy”
Pisanie o arcymistrzu Paklezie z definicji jest obarczone sporym wyzwaniem. Z jednej strony Pakleza nigdy nie był w żadnych strukturach związkowych, z drugiej strony jego obecność w Polskim Związku Szachowym była w ostatnim czasie bardzo znacząca.
Zbigniew stał się niemalże twarzą wizerunkową polski szachów, stając się zarazem największym beneficjentem dwóch kadencji swojego kolegi. Z jednej strony trudno rozpatrywać działania Zbigniewa jako działania związkowe, z drugiej strony trudno o inną ocenę, kiedy stał on się nieformalnym Rzecznikiem Prasowym PZSzach.
Zacznijmy najpierw od dobrych rzeczy. Zbigniew Pakleza, w przeciwieństwie do wielu działaczy z kręgów władzy, pokazał, że jest sprawnym organizatorem. Szereg przedsięwzięć, których się podjął było zorganizowanych z pomysłem i rozmachem, a uczestnicy te zawody wspominają bardzo dobrze. Zbigniew Pakleza to również niezły komentator, który swoimi relacjami popularyzował szachy. To niezaprzeczalne, choć niekoniecznie ma to związek z działalnością Związku - to były prywatne imprezy Zbigniewa, nawet jeśli nazywały się mistrzostwami Polski.
Mamy jednak drugą stronę medalu, bo kanał "Polski Związek Szachowy" na platformie YouTube od dłuższego czasu budzi spore emocje.
Z jednej strony cieszymy się, że rodzima federacja dysponuje takim medium, z drugiej strony jest wokół niego gigantyczne zamieszanie. O co chodzi? To może w punktach
-> Kanał nie należy do Polskiego Związku Szachowego. Mimo to, wykorzystuje logo Polskiego Związku Szachowego, w opisie kanału nie ma o tym informacji, a linki kierują do oficjalnych stron PZSzach
-> Pomimo tego, że kanał nie należy do Związku, Zbigniew Pakleza wielokrotnie zmieniał narrację co do statusu własności kanał. Z jednej strony mówił, że kanał nie należy do Związku, z drugiej mówił “To świetnie, że Polski Związek Szachowy ma kanał”
-> Skoro kanał nie należy do PZSzach-u, a zyski z prowadzenia jego trafiają na prywatne konto, to widzowie kanału są wprowadzani w błąd (np. wpłacając “donejty” celem wsparcia federacji)
-> Otwartym pytaniem pozostaje dlaczego Związek w oficjalnych sprawozdaniach finansowych do Ministerstwa Sportu i Turystyki (!) chwali się kanałem, którego nie posiada
-> Otwartym pytanie jest, jak Związek mógł zapłacić za prawo do korzystania z kamer oferowanych przez organizatora podczas Olimpiady w Budapeszcie (2024), z których to kamer korzystał prywatny kanał.
-> Skoro kanał nie należy do Związku, otwartym pytaniem jest, jakie umowy decydowały o tym, że relacje z najważniejszych imprez pojawiały się na tym kanale
-> Skoro kanał nie należy do Związku, jaka umowa zezwala właścicielowi kanału na użytkowanie logo Polskiego Związku Szachowego.
Myślę, że pytań można zadać więcej, ale na powyższe nie znajduję sensownej odpowiedzi. Jedno jest jasne - korzystając z logo PZSzach Zbigniew Pakleza zbudował sobie popularność. Często kosztem polskiej czołówki. Większość materiałów na kanale nie dotyczy naszych kadrowiczów, ale potyczek Zbigniewa Paklezy w Internecie. Z pewnością, dla wielu są to materiały interesujące, natomiast w żaden sposób nie promują one polskich szachów. Promują one Zbigniewa Paklezę.
Na tym nie koniec, bo nie można zapomnieć o tym, że ze swoją mocną pozycją, Zbigniew Pakleza stał się osobą opiniotwórczą. Dla wielu osób wchodzących w świat szachów stał się jedynym źródłem informacji. Informacji często bardzo nieprawdziwej i nakierowanej w osoby, które akurat podpadły władzy.
Czy to na kanale YT, czy to w swoich mediach społecznościowych, Zbigniew Pakleza atakował czy to Łukasza Turleja, czy to Michała Kanarkiewicza, czy to klub Akademii Szachowej Gliwice, a zapewne jeszcze parę osób poczuło się dotkniętych jego komentarzami. Nie możemy zapominać, że Zbigniew atakował również imprezy, których organizatorów “nie lubił”, czyli na przykład mistrzostw Europy w Katowicach. Czy władze interweniowały?
Oczywiście, nie. Trudno karać osobę, która wszędzie, jako pierwsza, wrzuca napastliwe komentarze, broniące Związku jak niepodległości. Zresztą nie do końca broniące - najczęściej są to niewybredne wpisy wyśmiewające osoby o przeciwnym zdaniu. Jak widać wszystkim działaczom pasuje taka właśnie twarz Związku.
5) Vendetta
To słowo towarzyszy wielu działaniom Związku. Mając na uwadze wcześniejszy punkty, jasne jest, że “z nami albo przeciwko nam” oraz “oko za oko, ząb za ząb” to hasła bardzo bliskie obecnej władzy. Skrupulatnie budowana atmosfera wymuszania posłuszeństwa brzmiałaby jak dowcip, gdyby nie była faktem.
Działacze, sędziowie, zawodnicy często boją się zabrać głos, który jest odmienny od linii Zarządu, w obawie przed konsekwencjami. Te mogą być różne.
6) Upadek najważniejszych imprez
Z perspektywy wyczynowca, z wielkim smutkiem spoglądam systematyczny upadek najważniejszych imprez, które Związek organizuje. O ile, za pierwszej kadencji Radosława Jedynaka zdarzały się imprezy, które można było uznać za udane, o tyle w drugiej mamy już totalną katastrofę.
Indywidualne Mistrzostwa Polski z roku na rok staczają się w niebyt. Kuriozalne jest, że władze nie widzą nic złego w sposobie organizacji imprez - w sprawozdaniu z posiedzenia Zarządu mistrzostwa Polski w Krakowie (na Wawelu) oceniane były jako impreza wręcz idealna.
Stoi to w sprzeczności z odczuciami chyba wszystkich uczestniczek i uczestników. Poza ceremonią otwarcia (która była jedynym mocnym punktem imprezy), wszystko inne było po prostu niegodne poziomu zawodów.
Ani nie graliśmy w zabytkowych wnętrzach (część, w której graliśmy wybudowana została po wojnie), ani warunki gry nie były komfortowe, ani wstępu na salę gry (de facto) nie mieli kibice (zresztą władze, zdaje się, nie zauważyły, że popularność szachów wzrosła, a kibice chętnie przychodzą na szachowe zawody, jeśli mają fajną przestrzeń dla siebie). W żaden sposób nie dało się tego obronić.
Standardem mistrzostw stało się też to, że ceremonia zakończenia jest absolutnie… żadna. Garstka osób, nie ma nikogo spoza środowiska. Zero atmosfery święta.
O Ekstralidze pisałem już wielokrotnie. O ile (to muszę przyznać) powrót do systemu skoszarowanego był dobrą decyzją, to potem zabrakło woli do współpracy, aby ta Ekstraliga stała się wartościowym produktem. Od paru lat Związek, który nie ma poparcia wśród najlepszych klubów, robi im na złość. Ligi oddać klubom nie chce, a rokrocznie organizuje je w coraz gorszych lokalizacjach. Sam fakt tego, że po raz kolejny gramy w Chotowej, mimo tego, że miejsce to nijak nie nadaje się do rozgrywania tego typu rozgrywek, mówi samo za siebie. Właściwie nasuwa mi się nowe hasło, które podsumowuje działania władz “Edukacja przez Szachy w Polu”. Właśnie tam zmierzamy.
7) Marketingowe zero
Przy okazji IMP oraz DMP nie raz pisałem o tym, że w temacie promocji dyscypliny leżymy. W swoich założeniach programowych przed wyborami w 2018 roku, prezes Jedynak krytykował poprzednie władze za brak promocji olimpijskiego sukcesu pań w 2016. Co zrobił Związek po wygraniu DME w 2025 przez nasze panie? Absolutnie nic. Nawet na kanale PZSzach (no, ale on nie należy do Związku, prawda?) nie ukazały się żadne materiały promujące nasze zawodniczki. Za to było “Bambucel Arena”....
Jest to o tyle smutne, że szachy mają swój czas. Że można dotrzeć w naprawdę wiele miejsc. Że można promować zawodników, sukcesy, imprezy, edukację. Słowem - szachy. Niestety, tego nie ma. Włodarzom nie przeszkadza brak witryn internetowych, sensownych relacji dziennikarskich, galerii fotograficznych, podsumowań video, wywiadów z zawodnikach, komitetów honorowych i tym podobnych.
Tracimy szanse na każdym możliwym kroku. Czy to podczas organizacji najważniejszych imprez, czy przez brak promocji sukcesów.
8 ) Farsa, nie obchody
Na zakończenie, warto jeszcze przypomnieć o tym, że w tym roku mieliśmy obchody stulecia Polskiego Związku Szachowego.
Nie muszę chyba dodawać, jak kapitalnym wydarzeniem mogło to być.
Niestety, gala, która miała uświetnić ten jubileusz, nie tylko przeszła bez echa, ale była wręcz żenującym widowiskiem. Nie mówiąc już o tym, że informacja o niej była przez wiele miesięcy ukryta.
Naprawdę brakuje mi słów na to, jak można zmarnować taką okazję na docenienie znamienitych postaci, jak również zbudowanie nowych kontaktów biznesowych przy okazji wystawnego wydarzenia.
Zamiast tego, było skromnie, bez echa, byle jak. I, w zasadzie, bez zawodników, ale Ci w obecnych strukturach PZSzach nie są istotni. Ot, taka laurka na koniec dwóch ostatnich kadencji.
Podsumowanie.
Na sam koniec tego długiego wpisu…muszę wyrazić żal, że nie zająłem się jeszcze innymi tematami. Mogłem jeszcze napisać o braku sensownej komunikacji ze Związkiem, o braku jakiegokolwiek dialogu, o powiązaniach między strukturami, o skandalicznych wymianach Komisji Rewizyjnej czy Kolegium Sędziów…. Starczyłoby materiału na dwa, trzy razy tyle.
Dla mnie ostatnie 8 lat to czas, w którym straciliśmy mnóstwo szans. Społeczność szachowa zamiast się scalić i wykorzystywać świetną koniunkturę, podzieliła się i skłóciła. Zamiast wokół sukcesów Jana-Krzysztofa Dudy, zaangażowania w szachy Łukasza Schreibera czy niesamowitego turnieju wspieranego przez firmę Superbet w Warszawie, zbudować coś na lata, my w wielu aspektach cofamy się o dekady.
Wina prezesa Jedynaka i jego dwóch Zarządów jest bezsporna. O ile pierwsza kadencja miała swoje zalety, o tyle druga jest już bardzo słaba, nie widzę plusów ostatnich czterech lat.
Dlatego mam nadzieję, że w polskich szachach dojdzie do zmiany, a prezesem zostanie ktoś spoza obecnego kręgu władz. Zarówno Paweł Flis, jak i Michał Fudalej obiecują nową jakość. Ja im wierzę. Paweł Zaskalski działał przez ostatnie 8 lat wespół z Radosławem Jedynakiem i nie można spodziewać się zmiany kierunku, który sprawił, że polskie szachy przegrały epokową szansę.
A jak Wy oceniacie minione 8 lat?