16/11/2025
Stanisław Kralczyński - dla wielu po prostu „Siekiera” - był kimś więcej niż tylko piłkarzem Polonii Warszawa. Był jej sumieniem, dobrym duchem i żywą kroniką historii klubu. Dziś, w dniu Jego urodzin, wracają wspomnienia - te z murawy, z szatni, z klubowego korytarza przy Konwiktorskiej i z wigilijnych spotkań oldbojów, które współtworzył przez długie lata.
Do Polonii trafił w połowie lat 60-tych, kiedy „Czarne Koszule” grały w III lidze. Wcześniej miał za sobą występy w Legii, ale to właśnie Polonia stała się jego domem na ponad pół wieku. Grał jako prawy obrońca, słynął z nieustępliwości i potężnego uderzenia, które przyniosło mu przydomek „Siekiera”. Na boisku był twardy, bezkompromisowy, ale zawsze fair - rywale czuli respekt, koledzy z drużyny mieli obok siebie człowieka, na którym można polegać do ostatniego gwizdka.
Gdy zakończył karierę, nie odszedł z Konwiktorskiej - przeciwnie, jakby dopiero wtedy zaczął się jego drugi, równie ważny etap polonijnego życia. Pracował z młodzieżą, prowadził rezerwy, pomagał stawiać pierwsze kroki piłkarzom, którzy później sami stali się ważnymi postaciami klubu. Dla wielu młodych chłopaków był pierwszym trenerem, ale także wychowawcą: wymagał, potrafił zrugać, ale zawsze w tym wszystkim była troska o człowieka, nie tylko o wynik.
Szczególne miejsce zajmował w środowisku Oldbojów Polonii Warszawa. Przez lata opiekował się nami - dbał o kontakt z dawnymi zawodnikami, organizował spotkania, telefonował, przypominał, że ktoś jest chory, że komuś trzeba pomóc, że wypada zadzwonić do starego kolegi z szatni. Był jednym z tych ludzi, którzy łączą pokolenia: tych, co pamiętają żużlową bieżnię i drewniane trybuny, i tych, którzy przyszli na Polonię dużo później, ale od razu słyszeli: „Idź, poznaj pana Stanisława, on ci wszystko o tym Klubie opowie”.
Do końca martwił się o Polonię - o wyniki pierwszej drużyny, o młodzież, o kondycję całego środowiska. Nawet gdy zdrowie nie było już sprzymierzeńcem, wciąż pojawiał się na klubowych wydarzeniach, a gdy nie mógł - dzwonił, dopytywał, interesował się. Miał charakterystyczny, czasem dosadny język, ale za tą szorstkością kryło się wielkie serce i bezgraniczna lojalność wobec „Czarnych Koszul”.
Dziś, gdy wspominamy Go w dniu Jego urodzin, w pamięci wracają proste obrazy: uścisk dłoni na Konwiktorskiej, siarczyste uwagi, żart rzucony w drzwiach szatni, wspólne zdjęcie po meczu oldbojów, spokojny głos tonujący emocje przy klubowym stole. Odszedł w 2018 roku w wieku 76 lat, ale wciąż żyje w opowieściach kolegów z drużyny, wychowanków, kibiców, w tradycji środowiska Oldbojów Polonii Warszawa, które do dziś mówi o Nim z ogromnym szacunkiem i ciepłem.
Panie Stanisławie, Stasiu, „Siekiera” - dziękujemy za wszystkie lata na boisku i poza nim, za bramki, treningi, rozmowy i upór, z jakim dbał Pan o Polonię i jej ludzi, o nas. Dla wielu na zawsze pozostaniesz symbolem wierności klubowym barwom.
Cześć Jego pamięci! 🖤🤍❤️🖤
Grafika okolicznościowa z 2017