22/06/2026
Gorąca, czerwcowa niedziela to idealna pogoda na odpoczynek nad wodą...pewnie większość wyobraża to sobie na plaży, leżaku, ale nie członkowie naszego koła! Kolejne zawody cyklu GP przebiegały w iście afrykańskiej aurze. Bezchmurne niebo, palące słońce i powietrze ciężkie jakby żywcem wyciągnięte z Sahary. Jednak nawet takie warunki nie stanęły na przeszkodzie rozegrania kolejnych zawodów, które kolejny raz zgromadziły wyśmienitą, a być może i rekordową frekwencję. Chwalimy się, bo mamy czym – tego dnia na starcie rywalizacji stanęło 28 osób!
Podobnie jak w ubiegłym roku łowiąc na „Betonach Dużych” zdecydowaliśmy się przeprowadzić rywalizację w dwóch sektorach, gdzie wszyscy zawodnicy wspólnie zajęli całą groblę. Bliskość sąsiadów sprawia, że poza łowieniem i rywalizacją można czerpać przyjemność z rozmaitych dyskusji, wymiany poglądów i koleżeńskich relacji, a chyba nikogo nie trzeba przekonywać j ooak ważna i istotna jest to część zawodów.
I tak po krótkiej zbiórce i odprawie przystąpiliśmy do losowania stanowisk. Większość osób marzyła o wylosowaniu stanowiska od 1 do 14, które gwarantowały sektor A, który wydawał się być bardziej rybny. Chociaż przypomnijmy, że ubiegłoroczny zwycięzca wygrał zawody łowiąc w sektorze B. Po wylosowaniu magicznej puszki z numerem stanowiska wszyscy w bojowych nastrojach ruszyli nad wodę chcąc jak najlepiej przygotować się do łowienia. Tym razem żaden z zawodników nie zdecydował się na łowienie tyczką, ale matchówki, baty, feedery i metody gościły licznie na stanowiskach naszych wędkarzy.
Początek zawodów był niezły. Pierwsze ryby dość szybko zameldowały się na stanowiskach poszczególnych zawodników i tak w siatkach znajdowały się liny, leszczyki i płotki. Niestety wraz z biegiem czasu aktywność ryb spadła niemalże do zera. Palące słońce chyba znacząco dało się we znaki rybom, które w takiej pogodzie ani myślały o pobieraniu pokarmu. W związku z tym z każdą chwilą wypracowanie choćby brania stawało się coraz trudniejsze, a w praktyce wręcz niemożliwe.
Nie zawsze jest łatwo, ale zawsze ktoś jest najlepszy! I tak kolejny raz zawodnicy w naszym kole okazali się niezwykle gościnni i niemal tradycyjnie już, gdy na zawody przyjeżdża debiutant to najczęściej okazuje się zwycięzcą. Tym razem kapitalny debiut okraszony zwycięstwem zaliczył Stepan Dyndyn, który z wagą 3,67kg wygrał sektor „A” oraz całe zawody. Dalsze miejsca na podium zajęli zawodnicy nieco bardziej doświadczeni, ale co ciekawe dla każdego z nich był to również debiut na podium zawodów. Drugie miejsce dzięki zwycięstwu w sektorze „B” padło łupem naszej jedynej kobiety podczas tych zawodów – Katarzyny Saczków. Kasia, która przed zawodami spędziła na tym akwenie sporo godzin pokazała, że trening nie poszedł na marne i z wagą 2,56kg zajęła drugie miejsce. Stawkę na podium uzupełnił Jarosław Bednarski, który w sektorze „A” złowił 3,06kg i mógł do domu dumnie wracać ze swoim pierwszym indywidualnym pucharem!
Mimo, ze ryby nie dopisały to po zawodach wśród uczestników panowały wyśmienite nastroje. Gdyby tego było mało o wyśmienite nastroje naszych żołądków kolejny raz wspaniale zadbała Gosia z Pawłem. Młode ziemniaczki, kapusta i kiebłaska…palce lizać! Na osłodę dla pokonanych ciasto tradycyjnie przygotował Mateusz, a „maszyna losująca” na zawodach tym razem została ufundowana przez Wiesława Mądrego, który mimo faktu, że nie mógł tego dnia z nami łowić znalazł chwilę czasu, aby się z nami spotkać i zdążył przyjechać na zakończenie zawodów. Jak zawsze nieoceniona pomoc otrzymaliśmy również od Gosi i Ani, które wcieliły się w rolę sędziów, a dodatkowo podczas zawodów w trosce o nasze bezpieczeństwo dbały o dystrybucję wody wśród zawodników.
Bardzo serdeczne podziękowania za tak liczny udział w zawodach, wspaniałą atmosferę i wzajemny szacunek. Wielkie podziękowania należą się wszystkim, którzy przyczyniają się, że możemy wspólnie organizować zawody i spotykać się w takim szerokim gronie. Kolejna okazja do wspólnej zabawy już 18 lipca (sobota), gdzie spróbujemy podjąć rywalizację z kolejną „wodą cudów” czyli Jeziorem Moczydło!