09/11/2014
Szczaw Chryzantem 6 : 8 THE UNDERTAKERS
Pierwszy mecz w dniu dzisiejszym rozegraliśmy poza Łodzią a mianowicie w Aleksandrowie Łódzkim. Gospodarzem orlika był nie jaki Szczaw Chryzantem (wzmocniony kilkoma zawodnikami z Perły), mimo że było nas tylko siedmiu (Wojdyła, Kubiak, Grabarz, Mikołajczyk Wodziński, Gertner i Stodulny) nie robiłem problemów by chłopaki pograli sobie u nich gościnie.
Równo z godziną 16:00 przy mroźnej i mglistej pogodzie zaczęliśmy grę. W pierwszych minutach żadna z drużyn nie chciała się zbytnio odkryć i mecz był wyrównany bez wielu okazji bramkowych. W około dwudziestej minucie szybka kontra gospodarzy i napastnik nie daje szans Siwemu strzelając pewnie po długim rogu. W ciągu kolejnych dziesięciu minut padają ponownie bramki, szkoda tylko że w dalszym ciągu dla gospodarzy. Dwie praktycznie bliźniaczo podobno do siebie gdzie rywale rozklepują naszą obronę i z pięciu metrów umieszczają piłkę w pustej bramce.
Dopiero na parę minut przed końcem pierwszej połowy Wodziński zagrywa prostopadłą piłkę pod samą chorągiewkę do Wojdyły ten wykłada piłkę na środek pola karnego do Kubiaka i kąśliwym strzałem wpada pierwsza bramka.
Gdy wydawało się że pierwsza połowa zakończy się dwubramkową naszą porażką, fatalny kiks obrońcy (ach te piętki :)) i tracimy jeszcze jednego gola do szatni. W przerwie pada kilka mocnych słów po czym w końcu gramy swoje. Wodziński daje długą piłkę do Rudego, ten strzałem pod poprzeczkę zmniejsza straty. W kolejnej akcji Mikołajczyk zgrywa głową do Grabarza który umieszcza piłkę w praktycznie pustej bramce i łapiemy kontakt! W jednej z kolejnych akcji Kubiak przechwytuje na środku boiska piłka, wychodzimy trzech na jednego, długa piłka do Grabarza a ten wysuwa jak na tacy do Wodzińskiego i mamy remis. Żeby było mało to chwilę później ponownie Wodziński wpisuje się na listę strzelców i już prowadzimy. Niepotrzebnie jednak potem się cofamy. Gdy do końca meczu zostaje kwadrans tracimy głupiego gola - Siwy niepotrzebnie wychodzi za daleko pola karnego, przeciwnik sprytnie do ograł zwodem i nie miał problemów z doprowadzeniem do remisu.
Nie spuszczam głów w dół tylko dalej walczymy o swoje, po zamieszaniu w polu karnym, Mikołajczyk dostaje piłkę w jego narożniku i po krótkim słupku soczystym uderzeniem znowu wyprowadza nas zespół na prowadzenie.
Minuty upływają, przeciwnik coraz bardziej się odkrywa, było wiadome że gole paść jeszcze muszą. Dwie nasze szybkie kontry i Wojdyła dwa razy skuteczny. Do końca czasu pozostają minuty, wiadome że tego meczu już nie możemy nawet zremisować. Przeciwnik jeszcze w jednej z ostatnich akcji zmniejsza rezultat porażki ale na więcej go już nie stać. Aleksandrów zostaje zdobyty!
Szybko zabieramy się w auta, zapas energetyków w żabce i gramy dalej!
THE UNDERTAKERS 16:15 Blue Rebel
Godzinę po zakończonym meczu widzimy się ponownie na orliku przy Metalowcu. Zaległy mecz musi się odbyć. W naszym zespole kadrowo następują kosmetyczne zmiany. W miejsce nieobecnego już Wodzińskiego, pojawia się Gąsiorowski, Wojna a w trakcie meczu dojeżdża jeszcze Nabaoui. Pierwsza połowa raczej bez historii. Po kilku golach Gąsiorowskiego i Mikołajczyka, oraz trafieniu Wojdyły i Grabarza schodzimy do przerwy z wynikiem 11:1!
Druga połowa to prawdziwy horror. Następuję zbyt luźna atmosfera, wdaje się przemęczenie już i to przeciwnik jest zdecydowanie stroną przeważającą. Na ostatnie dziesięć minut przed końcem robi się już wynik 14:10. Jakby było mało tego, dwie minuty do końca a prowadzimy tylko dwoma bramkami! Przeciwnik strzela kolejną, łapie z nami kontakt, jednak na całe szczęście wybija 80minuta meczu i trzy ważne oczka możemy dopisać na swoje konto. Dzień pokazał jak drużyna może w ciągu raptem kilku godzin zagrać dwa tak różne mecze. Cieszy sześć oczek, ale trzeba wyciągnąć wnioski z ostatniej połowy z Blue Rebel. No cóż, to bawimy się dalej... :)