20/08/2026
Co najczęściej słyszę od Was w odpowiedzi na zaproszenie na warsztaty w październiku?
„To wszystko wygląda świetnie i chętnie bym pojechała, ale to CAŁY TYDZIEŃ”.
Tak, to jest cały tydzień. Tak, to może być dużo - bo praca, urlop, rodzina. Bo jesteśmy przyzwyczajeni do szybkich rezultatów. Weekendowy kurs. Tabletka pro max, która od razu zadziała. Streszczenie streszczenia, żeby było szybciej. Ale czy tak jest dobrze?
Czy spotkanie ze sobą ma być w pośpiechu, między innymi zajęciami, na weekendowym szkoleniu, gdzie pierwszy dzień jesteśmy myślami jeszcze w domu, a w ostatni już w domu? Ile czasu zostaje nam na prawdziwe dotknięcie swojej duszy?
Najwięcej dowiedziałam się o sobie na długich wyjazdach, kiedy mogłam zostawić za sobą codzienne sprawy:
🪷10- dniowy kurs medytacji Vipassana w ciszy, bez telefonu, książek i rozmów z innymi
🪷 trzy dwutygodniowe wyprawy do Nepalu z jogą i medytacją
🪷dwa tygodniowe zgrupowania podczas kursu nauczycielskiego jogi
🪷5-dniowa praktyka jogi ciszy podczas kursu rozwijającego
🪷miesięczny pobyt na Sycylii i uczenie jogi w ośrodku uzależnień
🪷miesiąc żeglowania z tatą po greckich wyspach
Dlatego ten warsztat trwa tydzień. Bo nie chodzi nam o pobieżne dotknięcie tematu. Jesteśmy pewne, że ten czas jest potrzebny, aby prawdziwie zobaczyć siebie.
A co z osobami, które nigdy na tak długo „dla siebie” nie wyjeżdżały? Sama decyzja o zrobieniu czegoś takiego to już duży krok do przodu. Bo to oznacza, że jesteśmy dla siebie ważni. Nie tylko wieczorami, kiedy już wszyscy śpią i możemy włączyć kurs online. Nie tylko jeden weekend w roku, z poczuciem winy, że może to jednak za dużo.
Dlatego przez cały tydzień będziemy pielęgnować czas ze sobą. Bez pośpiechu. Wśród pięknych gór. Z codzienną jogą i medytacją. Z naukami ucznia Thich Nhat Hanha.
Zapraszam Was na ten czas. Szczegóły w bio.
A Wy, pozwalacie sobie na czas, który służy tylko Waszemu rozwojowi? Napiszcie, jestem ciekawa Waszego zdania.