31/05/2026
𝗗𝗹𝗮𝗰𝘇𝗲𝗴𝗼 𝗽𝗿𝗼𝗱𝘂𝗸𝘁𝘆 𝗽𝗿𝗲𝗺𝗶𝘂𝗺 𝘁𝗮𝗸 𝗿𝘇𝗮𝗱𝗸𝗼 𝘄𝘆𝗴𝗿𝘆𝘄𝗮𝗷𝗮̨ 𝗰𝗲𝗻𝗮̨?
Po ostatnich postach o markach hodowlanych pojawiło się sporo komentarzy o marketingu.
I mam wrażenie, że właśnie tutaj często pojawia się pewne nieporozumienie.
Bo wiele osób myśli, że produkt premium sprzedaje się dlatego, że jest drogi.
A zwykle działa to dokładnie odwrotnie.
Produkt premium może kosztować więcej dlatego, że wcześniej ktoś zbudował jego wartość.
Miałem okazję przez jakiś czas pracować na rynkach premium — co prawda poza branżą koni — ale mechanizmy okazały się bardzo podobne.
I zaskoczyło mnie jedno.
Bardzo rzadko wygrywa tam ten, kto ma obiektywnie najlepszy produkt.
Znacznie częściej wygrywa ten, kto potrafi sprawić, że klient rozumie, dlaczego to ma swoją wartość.
Bo premium bardzo rzadko zaczyna się od reklamy.
Zaczyna się wcześniej.
Od decyzji.
Jak chcemy działać.
Dla kogo jesteśmy.
Jakie doświadczenie chcemy stworzyć.
Jaką historię opowiedzieć.
I czy będziemy wystarczająco konsekwentni, żeby robić to przez lata.
Premium nie oznacza luksusu.
Bardzo często oznacza spójność.
Poczucie, że klient wie, czego się spodziewać.
Że ktoś wcześniej wykonał ogrom pracy i bierze za nią odpowiedzialność.
I z końmi działa to zaskakująco podobnie.
Dlaczego niektóre hodowle sprzedają źrebaki za kwoty, które dla innych wydają się nierealne?
Czy naprawdę chodzi wyłącznie o lepszą genetykę?
Czasami tak.
Ale bardzo często wcześniej ktoś pokazał rodzinę, historię, proces, ludzi i sposób pracy.
Ktoś dał czas, żeby wokół tego zbudować zaufanie.
I właśnie dlatego coraz częściej patrzę na hodowlę trochę szerzej niż tylko przez pryzmat samego konia.
Bo mam wrażenie, że dziś coraz trudniej działać całkowicie samemu.
Sam hodowca nie zawsze będzie specjalistą od przygotowania konia.
Nie każdy będzie umiał zrobić zdjęcia, nagrać materiał, pokazać konia, zbudować kontakty czy wejść na nowe rynki.
I to jest normalne.
Może właśnie dlatego coraz bardziej wierzę w miejsca i projekty, które pozwalają ludziom się spotkać i coś budować razem.
Zakrzów widzę trochę właśnie w taki sposób.
Nie jako miejsce od wszystkiego.
Tylko jako przestrzeń, gdzie można pokazać konie, wymienić doświadczenia, zaprosić ciekawych ludzi, zrobić trening, czempionat czy po prostu porozmawiać.
Nie wszystko od razu.
Nie wszystko naraz.
Ale krok po kroku.
Jeżeli są osoby, które podobnie patrzą na przyszłość hodowli i widzą sens we współpracy — bardzo chętnie będziemy rozmawiać.
Bo mam coraz większe przekonanie, że najlepsze rzeczy w tej branży bardzo rzadko powstają w pojedynkę.