11/05/2026
No to mamy klepniętą pierwszą wersję terminarza na nadchodzący sezon. Z drobną zmianą czyli, jeden z konkursów w Lahti odbędzie się na skoczni normalnej. Na tej samej gdzie 25 lat temu nasz Prezes Adam, obecnie na wypowiedzeniu, zdobył swoje pierwsze mistrzostwo świata. Oprócz tego wchodzi w życie nowy pomysł czyli ciąg dalszy serialu pod tytułem „Jak zaszkodzić kobiecym skokom próbując je na siłę promować” Tym razem wymyślono żeby wspólne weekendy męsko-damskie ograniczać czasowo, czyli skracać do ok 4,5 godziny, a co za tym idzie ograniczać liczbę uczestników, rezygnować z kwalifikacji niedzielnych. Kto się w piątek nie zakwalifikuje ma już wolny weekend. Chodzi o to, żeby kibic w kapciach na fotelu i z browarem w ręku oglądając konkurs mężczyzn niejako przy okazji obejrzał też konkurs kobiet, którym się nie do końca ekscytuje. A jak obejrzy to a nuż mu się spodoba i będzie oglądał dalej. Będzie póki co pięć takich weekendów, Wisła, Titisee-Neustadt, Engelberg, Willingen i Oslo.
Czy takie promowanie na siłę z gracją Pudziana ciągnącego opony od traktora będzie dobre? Nie wiem. Skoki kobiece powinny mieć swoją markę i osobną promocje zamiast przyklejać je do męskich z założenia jako młodszą, niższą i gorszą w nauce siostrę, która sama sobie nie radzi. Zwykle dyscyplina kobieca, rozpoczynająca niejako karierę, wchodząca tak jakby w cieniu męskiego wydania sama się potrafi wypromować z czasem. Patrzmy na przykład piłki nożnej. Kobiety jak zaczynały to była to trochę egzotyka a teraz jest pełnoprawną organizacją ze swoimi gwiazdami, z własnymi turniejami i rzeszą kibiców. Nikt nie wymyślał żeby skracać mecze piłkarskiego Mundialu i w przerwie puszczać mecze kobiet. Chociaż jakby wtedy rządził obecny piłkarski pan Włoch, ten bez owłosienia, to kto wie. Do czego doprowadzić może ten scenariusz próbowany przez skokowego pana Włocha? Chciałbym się mylić, ale pewnie kibic przed telewizorem potraktuje konkurs kobiet jak reklamę w Polsacie i w tym czasie zrobi pranie, wirowanie, rozwiesi, skoczy do nocnego po fajki. Czy skaczące dziewczyny tego właśnie chcą? Nie wiem czy w ogóle ktoś pyta je o zdanie. Może coś to da w wymiarze sponsorskim. Ale sprzedawanie czegoś z założenia gorszego w pakiecie z tym co klient czyli sponsor oczekuje też nie zawsze sprawdza się. Jak na stacji benzynowej po tankowaniu wciskane mamy darmowe hot-dogi, na które nie koniecznie mamy chęć, i zdrapki-yeti, w których ktoś podobno kiedyś wygrał ale nikt tego nie widział, to zamiast skakać z radości raczej rozglądamy się w przyszłości za inną stacją.
Skoki kobiet sobie poradzą bez tych zabiegów, jestem więcej niż pewien. Jedyne co się stanie to zaszkodzi to rywalizacji skoczków przez nie przemyślane zmiany. W ogóle to dziwna jest ta niekonsekwencja we wprowadzaniu tych zmian. Najpierw było ważne żeby promować inne kraje, nie tylko kilka największych więc postawiono na konkursy duetów. Które całkiem fajnie się sprawdziły. Nagle szanse na dobre miejsce zaczęli mieć Finowie, Szwajcarzy czy nawet Amerykanie. O to chodziło w założeniu. To był strzał w dziesiątkę. Teraz znów mamy same drużynówki w kalendarzu dla czterech i pan Włoch wychodzi i mówi, że musi promować trzecich i czwartych zawodników z danych ekip. Są kraje, gdzie udało się mieć dwóch ludzi na dobrym poziomie a ty nagle bach. Gdybym był złośliwy to bym powiedział, że to uleganie presji największych. Ale najlepsi i tak sobie poradzą więc nie wiem. Nic dobrego nie wyniknie z tego jego promowania wszystkich i wszystkiego. Albo się na czymś skupiamy i dajemy czas na realizację albo łapiemy wszystkie sroki za ogon i mamy chaos. Żadnej długoterminowej strategii. Raczej dąży to do tej drugiej wersji.
Mam lepsze wyzwanie dla panów specjalistów od promocji nowych dyscyplin sportowych dla płci z założenia słabszej. Tutaj można by się sprawdzić w tym temacie. Proponowałbym wypromować Gimnastykę Artystyczną w odmianie męskiej. Przecież da się. Wszystko się da. Na pewno znajdą się chętni do zapłacenie za oglądanie mężczyzn z owłosieniem lub bez, w kusych strojach, może nawet w odmianie kazachstańskiej, wyginających się i podskakujących z szarfą lub kręcących namiętnie Hula-Hoop (przepraszam Stefek, to tylko zbieżność nazw). Myślę że wtedy najgorsze co można by zrobić to próbować mężczyzn wciskać między kobiety na jednych zawodach. To podobnie jak skoki, to są różne dyscypliny mimo, że robi się to samo. Dlatego też będą miały różnych kibiców mimo pewnej części wspólnej. Przymuszanie jednych i drugich do oglądania na siłę niczemu dobremu nie służy.
A tymczasem ciekawie też na naszym podwórku. Ustępujący i nie kandydujący na kolejną kadencję Prezes Adam Małysz, dogadał powrót Stefana Horngachera jako główno-dowodzącego polskim systemem szkolenia, który, delikatnie mówiąc, kuleje i potrzebuje endoprotezy. Wtedy ten projekt zawetowali pozostali członkowie związku z koronnym argumentem, że nowy zarząd nie może mieć w tej sprawie nic do powiedzenia. Tylko, że w nowym zarządzie znajdą się pewnie ci sami ludzie więc argument raczej od początku był z tyłka. Tymczasem ogromną większością to weto odrzucili kibice i presja mediów. Teraz nagle pomysł Małysza jest dla związkowców wspaniały, genialny no i oczywiście zawsze byli zwolennikami. Potem pewnie pierwsi będą krzyczeć „a nie mówiłem” jak coś pójdzie nie tak ale takie życie. A my czekamy co z tego wyniknie. Liczymy, że trener Horngacher nie ma już więcej prac-marzenie do których może odejść z Polski kiedy natrafi się okazja i będzie u nas dłużej oraz stworzy sprawnie działający system, gdzie 21-letni skoczkowie nie będą przechodzić na sportową emeryturę. Tego sobie i wam wszystkim życzę. Do zobaczenia.