17/08/2026
Strata czasu.
Nicnierobienie.
Trwanie w bezruchu.
I ta cisza, która kapie, nie robiąc przy tym zamieszania, zalewając jednocześnie oceanem doświadczeń i szumiąc w uszach niewzruszenie jak tatarak broniący dostępu do swego jeziora.
W tej ciszy zdarza się poczuć dyskomfort.
Napięcie gotowe wziąć na zamkniętą od płytkiego oddechu „klatę” każdy dźwięk, ruch, bodziec. Byleby odpuściła…
Tak.
Cisza bywa niewygodna.
Jak mokra stopa w suchym bucie.
Jak splątane po wieczornej kąpieli w jeziorze włosy, które próżno czesać do uzyskania gładkiej tafli.
Jak wieczorny chłód przesiąknięty wilgocią, gdy rozgrzane sierpniowym słońcem ciało nie ma jeszcze przestrzeni na takie temperaturowe ekscesy.
Jak coś nieznanego, nieużywanego, zapomnianego i na tyle odległego, że strach po to sięgać w obawie przed utratą swojego status quo.
Nie ma w tym nic niezrozumiałego.
Jeśli nosisz w sobie przekonanie, że Twój sukces – czymkolwiek jest – zależny jest od działania, bycia w pędzie… wszędzie, na bieżąco, na gorąco, wyraziście, bezustannie, z ręką na pulsie otaczającego Cię świata… CISZA będzie zagrożeniem.
Brakiem odpowiedzi na Twoje starania.
Milczeniem, które być może kiedyś oznaczało karę.
Brakiem uznania, przyjęcia, potwierdzenia, że jesteś ważna/y.
Nie zrobisz sobie tego po raz kolejny.
Strach przed odrzuceniem jest zbyt duży.
Poczucie straty? Nikomu niepotrzebne.
Niepokój narastający wraz z odpływającym poczuciem wartości, samooceną, być może poczuciem sprawczości – na co to komu?
Chyba że jesteś u kresu.
Natłok myśli, obowiązków, przeciążenie ciała i umysłu sprawiają, że gubisz się w zeznaniach na własny temat.
Rozproszenie uwagi doprowadza Cię do frustracji.
Przestajesz lubić człowieka patrzącego na Ciebie znad łazienkowej umywalki, o ile jeszcze nie plujesz na niego spienioną pastą do zębów.
Ale idziesz w ten dzień, tydzień, miesiąc.
Przywdziewasz uśmiechy wiszące tuż przy wyjściu z domu obok kluczy i parasolki.
Działasz pomimo.
Gdy otwierają się drzwi gabinetu i siadasz na fotelu, opowiadasz dużo o sobie – to dobrze. Mów, chcę poznać Twoją wersję.
Jednak jeśli zdarzy się, że nie zapytam:
„co było dalej?”,
„opowiesz mi więcej szczegółów?”,
„a jak było kiedyś?”,
tylko zamilknę…
Zapadnie cisza, wbijająca w fotel naprężone z niepokoju ciało, a Ty nie zostaniesz rychło wybawiona/y z tej „opresji”.
Pamiętaj… to nie ignorancja.
To jedno z moich narzędzi pracy.
W CISZY często SŁYCHAĆ to, co bardzo potrzebuje, ale z jakiegoś powodu NIE MOŻE zostać jeszcze WYPOWIEDZIANE.
Daj znać, jak odnajdujesz się w ciszy?
Pozdrawiam bezgłośnie,
Emilia • Mocna Emocja 🧡