Tour De Sklep Skoki Team

Tour De Sklep Skoki Team Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Tour De Sklep Skoki Team, Amatorska drużyna sportowa, Zachodnio Pomorska, Wolin.

Trochę turystyki, trochę rowerów, trochę hamaków, czasem orientacja w terenie, a czasem totalny brak orientacji 🙂
Zbieramy kilometry, widoki, zmęczenie i pomysły zaczynające się od „a może jeszcze tam pojedziemy” 🙂

Dzień Dziecka 🙂Za dzieciaka marzenia o rzuceniu wszystkiego i wyjeździe w Bieszczady skutecznie weryfikowali rodzice. Dz...
01/06/2026

Dzień Dziecka 🙂

Za dzieciaka marzenia o rzuceniu wszystkiego i wyjeździe w Bieszczady skutecznie weryfikowali rodzice. Dziś zwykle robią to małżonkowie, partnerzy albo pracodawcy 😄

Można godzinami opowiadać, gdzie by się nie pojechało. Można też po prostu się spakować i ruszyć.
" Nie słowami ale czynami zbuduj swój świat."

Postanowiliśmy zrobić sobie Dzień Dziecka po swojemu.

Hamaki spakowane. Przez najbliższe dni będziemy sprawdzać, co do zaoferowania ma szlak wzdłuż Bałtyku.

Świnoujście za plecami, Elbląg gdzieś przed nami. Pomiędzy nimi 600 km, trochę morza, trochę asfaltu, trochę piachu i sporo niewiadomych.

Jeśli wszystko pójdzie dobrze, będzie przygoda. Jeśli nie, najwyżej będzie trochę więcej kombinowania i jeszcze ciekawsza historia do opowiadania. 😄

Przestańmy się dziś na chwilę spinać i zróbmy coś, co ucieszyłoby nasze wewnętrzne dziecko.

Tak pewnie powiedziałby jakiś nawiedzony terapeuta 😄 My po prostu spakowaliśmy rowery i jedziemy. 🙂

Ahoj przygodo! 🚴🌊🙂

Sebek dzięki za logistykę :-)

Ostatnio internet regularnie przypomina nam, że „głowa to nie arbuz” 🍉⛑️😄I w sumie trudno się z tym kłócić 🙂Ale przyznam...
31/05/2026

Ostatnio internet regularnie przypomina nam, że „głowa to nie arbuz” 🍉⛑️😄

I w sumie trudno się z tym kłócić 🙂

Ale przyznam, że do mnie jeszcze bardziej przemawia rowerowe hasło:
„Bez gaci, ale w kasku” 🚴😄

Zwłaszcza że dziś przypada Światowy Dzień Bez Majtek :-) :-)
Nie będziemy wnikać, kto i dlaczego wymyślił takie święto… ale skoro już istnieje, to temat na post zrobił się sam 😄

Szalone pomysły zdarzają nam się regularnie 🚴
ale jazda bez kasku to już nawet nie głupi pomysł — to po prostu proszenie się o kłopoty 😄⛑️

Asfalt dalej pozostaje mało wyrozumiały dla naszej głowy 🙂

Na Helu obiecałem sobie, że do końca miesiąca nie wsiądę na rower.
Ale nikt nie oszukuje nas tak skutecznie, jak my sami siebie 😄
Wytrzymałem do środy 🙂

A z kronikarskiego obowiązku:
maj zakończony spokojnie — 1171 km 🚴🙂

550 km 🚴🙂Urodzony w niedzielę, ale celebruję trzynastego  w piątek 😄PESEL twierdzi jednak, że w ten weekend strzeliły mi...
24/05/2026

550 km 🚴🙂

Urodzony w niedzielę, ale celebruję trzynastego w piątek 😄

PESEL twierdzi jednak, że w ten weekend strzeliły mi dwa krzesła i coraz odważniej podpowiada, że powinienem być już poważnym człowiekiem 🙂

Niestety od lat kompletnie ignoruję te sugestie 😄

Przed 44. urodzinami wpadł mi do głowy pomysł challenge’u „500+ na raz”.
By łatwiej sobie to wszystko wyjaśnić, zrobiłem analizę matematyczną, żeby plan nabrał sensu 😄😄

44 lata × 12 miesięcy = 528 km.

A skoro liczby się zgadzają, to plan przecież musiał być dobry 😄

Problem był tylko jeden, taki dystans solo to momentami bardziej rozmowa z własną psychiką niż wycieczka rowerowa 🙂
Po przekroczeniu pewnej granicy nogi kręcą już głównie dzięki temu, że głowa jeszcze nie podpisała kapitulacji 😄

Potrzebowałem więc wspólnika z odpowiednim poziomem rowerowego szaleństwa.
Kogoś, kto zamiast zapytać:
„po co?”
powie tylko:
„o której start?” 😄

Tutaj idealnie sprawdził się Bartek 🙂
Nie analizował. Nie kalkulował.
Po prostu wszedł w temat 😄

W piątek po południu ruszyliśmy przed siebie.
Kierunek Czarnków, nocą na Kołobrzeg, później odbicie na mój ukochany Hel 🙂

Były momenty świetne.
Były momenty, kiedy siodełko zaczynało przypominać narzędzie tortur 😅
Były też takie, kiedy człowiek przestaje liczyć kilometry i skupia się wyłącznie na tym, żeby nie słuchać alter ego podpowiadającego zakończenie tej imprezy 😄

Ale udało się 🙂

550 km
2323 m w pionie
33:24:39 czasu trwania przygody(trochę zeszło na orlenach i pod żabkami :-) )
23:58:57 samej jazdy 🚴

Chciałem zobaczyć tę legendarną ścianę.
I w prezencie urodzinowym sprawiłem sobie, że nie tylko ją zobaczyłem, ale przeleciałem przez nią z rozpędu 😄

Misja zakończona sukcesem 🙂

Mogę więc śmiało powiedzieć, że d**a jeszcze na tych mitycznych krzesłach nie siadła 😄🍻

Najlepsze pomysły rodzą się dokładnie wtedy, kiedy rozsądek bierze wolne 🤣

Wielkie podziękowania dla Seby i Mateusza za ogarnięcie logistyki.
Bez Was ta akcja po prostu by się nie udała 🙂

To był chyba mój „najgłupszy” pomysł na spędzanie urodzin 😄🚴
Macie na koncie jakieś podobnie nieracjonalne przygody urodzinowe? 😄

Ten weekend miał być rowerowy… no i był 🙂Tylko piątkowe prognozy pogody zaczęły straszyć deszczem, więc bardzo szybko zn...
17/05/2026

Ten weekend miał być rowerowy… no i był 🙂

Tylko piątkowe prognozy pogody zaczęły straszyć deszczem, więc bardzo szybko znalazłem dla siebie świetny argument, żeby jechać w góry 😄

Padło na Góry Sowie. Zamiast brać fulla i taplać się w błocie na singlach, postanowiłem zabrać endurance i pojeździć po górskich asfaltowych serpentynach. Miały być ciekawe podjazdy, zakręty, piękne widoki i całe to górskie „fiu fiu”, które powoduje zachwyt u człowieka 🙂

Już pierwszy podjazd na Przełęcz Walimską uświadomił mi jednak, że kiedy przyjeżdża się z „płaskopolski”, to owszem, podjazd będzie, zakręty będą, nawet widoki się znajdą… ale zamiast „fiu fiu” pojawia się głównie ból i cierpienie 😄
10 kilometrów ciągnącego się bez przerwy podjazdu bardzo skutecznie uczy pokory.

Po zjeździe do Walimia wdrapałem się jeszcze na Przełęcz Sokola, a po szybkim zjeździe przyszła kolej na Przełęcz Jugowską, gdzie odbiłem lekko na punkt widokowy, coś wspaniałego 🙂
Potem szybki zjazd do Kamionek, żeby domknąć pętlę… i właśnie wtedy uświadomiłem sobie, że podjazdy na przełęcze poznałem tylko z jednej strony 😄
Na dole zawróciłem więc rower i zacząłem wjeżdżać tam, gdzie chwilę wcześniej zjeżdżałem z bananem na twarzy 🙂

Tym sposobem na 81 km wykręciłem nowy rekord — 1845 metrów w pionie 🙂
Poprzedni rekord wynosił 1398 m… ale był wykręcony na dystansie 380 km 😄

Na niedzielę zaplanowałem już krótszy wypad, żeby wcześniej wrócić do domu. Od strony Jodłownika wspinałem się na Przełęcz Woliborską, potem po zjeździe odbiłem na Srebrną Górę. Oczywiście nie mogłem odpuścić podjazdu pod twierdzę 🙂
Później zjechałem jeszcze do miasteczka na kawę i coś słodkiego, swoją drogą bardzo klimatycznego, by kontynuować zjazd do „wypłaszczenia” .
Tam zawróciłem… i zacząłem wspinaczkę po rewersach swojej trasy 🙂 Wyszło 42km i 1119 metrów w pionie :-)

Góry Sowie, wspaniałe.
Drogi po serpentynach, po odfiltrowaniu wysiłku — absolutnie zajebiste 😄
A zjazdy po zakrętach ponad 50 km/h podnoszą tętno chyba nie mniej niż same podjazdy 🙂

Całościowo dystans może nie powala, ale było bardzo treściwie 🙂
Nogi twierdzą, że zrobiły więcej niż Garmin podliczył 😄

Szosa w górach… już to lubię 🙂🚴

Weekendy majowe miałem już w głowie poukładane, był na to czas podczas objazdu Zalewu 🙂Plan na góry był dopiero na 15–17...
10/05/2026

Weekendy majowe miałem już w głowie poukładane, był na to czas podczas objazdu Zalewu 🙂
Plan na góry był dopiero na 15–17, więc jakie było moje zdziwienie, kiedy wracając z majówki uświadomiłem sobie w pracy, że uchował się jeszcze jeden weekend bez planu 😄 Nadchodzący a już w sumie miniony 🙂

Ale im dłużej trwał tydzień, im bliżej było weekendu, tym większe miałem poczucie, że muszę jechać w góry już…

Więc słowo się rzekło 🙂
W piątek po pracy szybkie pakowanie i kierunek Wrocław.
Gdzieś na "esce" została podjęta decyzja, że celem będzie Kotlina Kłodzka.
Booking to jednak piękna sprawa dla ludzi podejmujących „spokojne i przemyślane” decyzje na ostatnią chwilę 😄

Wieczorem w restauracji poprosiłem o kartkę i długopis i zacząłem rozpisywać szczyty KGP w okolicy tak, żeby miało to ręce i nogi logistycznie.
Tak wiem… ja i racjonalność 😄
Wyszło mi ich 8 🙂
W poradnikach można przeczytać, że najlepiej zarezerwować na taki zestaw około 4 dni.
Mając tylko 2, challenge accepted 🙂

Sobota skoro świt:
Biskupia Kopa 890
Śnieżnik 1426
Rudawiec 1112
Kowadło 989 (już na szarówce 🙂)

Na niedzielę zostały:
Jagodna 977
Orlica 1084
Szczeliniec Wielki 919
Kłodzka Góra 757

Nie ukrywam, taki zestaw w dwa dni dał mi wycisk 🙂 a pisząc to siedzę w Wrocławiu na kolacji i nie mam mocy na powrót 🤣
Ale co najważniejsze świetne szlaki, genialne widoki, kilka ciekawych osób spotkanych gdzieś po drodze i te wszystkie momenty, kiedy człowiek niby już zmęczony, a mimo to dalej idzie z bananem na twarzy ( choć może to grymas bólu🤣🤣🤣 ) Niektóre podejścia potrafiły przypomnieć o istnieniu mięśni, o których na co dzień nie mam pojęcia 😄

Szczeliniec Wielki zdecydowanie wygrywa widokami. Może nie jest to „dzika” góra, bardziej turystyczna atrakcja ze schodami i kładkami, ale naprawdę warto przejść tę trasę.

Pomyśleć, spakować się, wyjechać…
a potem dla pełni szczęścia jeszcze zablokować połączenia w telefonie 🙂

Idealna majówka?Wiadomo — aktywna.Tym razem padło na rower, hamak (+ Justyna Dzasta    w namiocie 🙂) nad Zalewem Szczeci...
04/05/2026

Idealna majówka?
Wiadomo — aktywna.

Tym razem padło na rower, hamak (+ Justyna Dzasta w namiocie 🙂) nad Zalewem Szczecińskim
A dokładniej - 300 km przygody wokół zalewu, dwa noclegi w dziczy.

Pogoda? Idealna… jeśli ktoś lubi wiatr prosto w twarz 😄

Za to cała reszta wynagrodziła wszystko:
śpiew ptaków, widoki na zalew i morze,ciekawie poprowadzone ścieżki,zabawa w szukanie oznaczeń szlaku (polecamy gpx, bo czasem to bardziej gra terenowa niż jazda 😉 ) no i komary, które uparcie testowały wytrzymałość moskitiery, najwyraźniej dostały info, że przyjechał catering 😁

Wieczorne rozmowy przy „kolacji” szybko schodziły na jeden temat, co i gdzie nas boli 🙂
Potem hamak / namiot i szybkie odcięcie zasilania , na świeżym powietrzu śpi się po prostu świetnie.

Można by się długo rozpisać, ale sedno jest proste — głowa zresetowana.
Reszta… dojdzie do siebie.
Wracamy do pracy odpocząć 🤣🤣🤣

Zalew? Zdecydowanie polecamy.
A jak Wasza majówka?

01/05/2026
Ten weekend miał stać pod znakiem turystyki za „żarciem” – czyli pojechać gdzieś, gdzie można dobrze zjeść, a jeszcze le...
26/04/2026

Ten weekend miał stać pod znakiem turystyki za „żarciem” – czyli pojechać gdzieś, gdzie można dobrze zjeść, a jeszcze lepiej, jeśli uda się coś pozwiedzać 🙂

Ale wychodzi na to, że jestem typem człowieka, który plany robi głównie po to, żeby zmienić je w ostatniej chwili. Ewentualnie nadal źle dobieram czynnik ludzki swoich planów 😄

Nastąpiła więc szybka rewizja:
pojeżdżę sobie bez presji. No i też nie wyszło do końca tak, jak zakładałem. Bo choć chciałbym napisać, że 150 km nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia, to wiatr urządził rzeźnię moich nóg.

Jeszcze sobotnią trasę jestem w stanie zrozumieć… ale nie wiem, co mi strzeliło do głowy, żeby dzisiaj zrobić powtórkę, widząc rano jak wieje 🙂
Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, w kwietniu udało się wykręcić 1000 km.

Szykując zdjęcia do posta zauważyłem że trasy wymierzylem z "aptekarską" dokładnością :-)

A jak Wasza walka z wiatrem?

Ten weekend miał być zdecydowanie bardziej rozrywkowy… ale wiadomo, życie czasem zmienia plany szybciej niż prognoza w g...
19/04/2026

Ten weekend miał być zdecydowanie bardziej rozrywkowy… ale wiadomo, życie czasem zmienia plany szybciej niż prognoza w górach 🙂

Więc jako "plasterek" na całe to zamieszanie – szybki wypad w góry. A skoro przy okazji wpisu o Śnieżce padły słowa, że to nie ostatni szczyt w tym roku… no to słowa trzeba dotrzymywać 😄
Hasło wyjazdu: zdobywanie szczytów – start!

Piątek – po drodze "wjeżdża" Ślęża (718 m n.p.m.). Szlak niebieski chyba wskakuje do topki tego wyjazdu 👌
Schodząc, przypomniałem sobie, że byłem tu już w 2011 z ziomkami z Wrocławia. Stwierdzili wtedy, że ogarniemy temat rowerami… tylko zapomnieli dodać, że wybiorą taki szlak, gdzie rowery bardziej się wnosi niż na nich jedzie 🤣
Oczywiście nie omieszkałem im o tym przypomnieć telefonicznie 😄 szybka ustawka "na mieście" i tym sposobem piątek kończę we Wrocławiu, a nie w górach 🙂

Sobota nie bierze jeńców – cały dzień w górach. Kolejno wpadają:

🏔 Wielka Sowa – 1015
🏔 Waligóra – 934
🏔 Chełmiec – 851
🏔 Skopiec – 724
🏔 Skalnik – 945

Nogi po raz kolejny stały się ofiarą moich genialnych pomysłów 🙂 Na szczęście widoki na górze wynagrodziły im cały dramat rozgrywany na podejściach.
Wieczorem byłem tak zmęczony, że prawie usnąłem w restauracji przy kolacji 😄

Niedziela już spokojniej – Wysoka Kopa (1127).I trochę się " pokręciłem" pomiędzy Świeradowem a Szklarską.

Szczyty nie były wybierane przypadkowo. Łączą się z kolejnym pomysłem z serii:
„Ja tego nie zrobię? Potrzymaj piwo.” 🍺😄
Kto zgadnie, jaki projekt właśnie zacząłem tym wyjazdem realizować?

Bardzo chciałbym ogarnąć go jeszcze w tym roku… 🙂

300 km wokół Puszczy Noteckiej ✔️Plan? W sumie… nie było 😄Miała być zwykła przejażdżka, a jakoś tak się zakręciło, że wy...
12/04/2026

300 km wokół Puszczy Noteckiej ✔️

Plan? W sumie… nie było 😄
Miała być zwykła przejażdżka, a jakoś tak się zakręciło, że wyszło 311.
Ot, przypadek kontrolowany 😉

Po drodze klasyka:
wiatr w pysk,
nogi zgłaszały weto,
głowa co jakiś czas próbowała skrócić tę przejażdżkę,
a cztery litery wyraźnie dawały znać, że to naprawdę dobry pomysł 😄
Na szczęście bezskutecznie :-)

Śniadanie z ławki, szybki postój przy Groszku i kilometry, które same się dokładały.
Licznik przeskoczył 300 👍
serio… uszczypnijcie mnie 😄

I gdzieś w trakcie kilometrów wpada taka myśl:
na rowerze wszystko jest pod kontrolą… dopóki nagle nie jest 😅
Bo umówmy się:
czasem ktoś zahamuje,
czasem ktoś skręci,
a czasem Ty robisz manewr życia…
manewr, który sekundę później oznacza Twoją winę – i koszty 😅

I tu pojawia się temat, który brzmi średnio ekscytująco: OC rowerzysty 🚴
Nie jest to najbardziej „rowerowy” temat świata, ale…
Ale dokładnie tak samo jak kask — doceniasz dopiero wtedy, kiedy naprawdę jest potrzebny.
Bo kiedy coś pójdzie nie tak,
to różnica jest prosta:
albo liczysz ile to będzie kosztować…
albo po prostu zgłaszasz temat i masz spokój.
Rower to wolność…
ale czasem też przypadek + sekunda = „dzień dobry, będzie drogo” 😉

Na marginesie – to nie żadna reklama 😄 jednak koleżeńsko musze wspomnieć, moje polisy ogarniają „aniołki” z Ubezpieczenia Anita Pudliszak, Mariola Nowakowska Ja mówię czego potrzebuje a one tam klikają w te "komputry" i dzieje się magia :-).

MT

Adres

Zachodnio Pomorska
Wolin
11111

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Tour De Sklep Skoki Team umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij