26/04/2026
„Od Bystrzycy tęskne rżenie dawne czasy przypomina
Że Z dali tętent kopyt słychać tak opowieść się zaczyna”
Opowieść 48 – Chichot historii czyli gdzie szukać prawdziwych arabów
Allach powiedział do południowego wiatru „uczynię z ciebie stworzenie w które włożę potęgę i chwałę moich przyjaciół, a poniżenie nieprzyjaciół moich. Ja ciebie stwarzam koniem i nazywam arabskim” po czym z garści wiatru południowego ulepił konia.
Tak według legendy został stworzony chyba najbardziej romantyczny z koni na świecie – koń czystej krwi arabskiej. Opisywany piórami poetów i pisarzy, malowany przez wielu a teraz uwieczniany w obrazie fotograficznym.
W polskiej historii chyba najbardziej znany koń gdyż większość niekoniarskiego społeczeństwa nie zdaje sobie sprawy z istnienia starej rasy polskiej. Arabów dosiadał „Emir” Rzewuski, książę Józef Poniatowski i wielu innych. Aukcje koni arabskich w Janowie Podlaskim i ceny uzyskiwane za te konie u jednych wywoływały zachwyt, u innych niedowierzanie („bo jak tyle dać za kunia?”) a u kolejnych dumę -bo nasze polskie, choć arabskie. Nie jestem ani hodowcą ani użytkownikiem koni czystej krwi arabskiej, ale jako użytkownik i hodowca koni angloarabskich doceniam ich wpływ na rozwój mojej ukochanej rasy. Niestety teraz o dobrego ogiera czystej krwi dopuszczonego do krycia w tej rasie jest bardzo trudno. Od pewnego czasu bywam na Torze Wyścigów Konnych Służewiec i z żalem stwierdzam, że w gonitwach arabskich (nielicznych) biegają głownie konie z francuskim pochodzeniem. Wiem, że są szybkie ale niektóre zupełnie nie przypominają arabskiego wzorca koni. Duże ordynarne głowy, brak bukietu i tego romantycznego uroku. Jako perełki jawią się nieliczne konie krajowej hodowli wyglądające jak znane nam z obrazów konie arabskie. Niestety, że z racji tego iż wyścigi to drogie hobby hodowcy do rozmnażania używają reproduktory z wyścigowych linii i co za tym idzie zmieniają typ konia zatracając urodę kosztem szybkości.
Z kolei na pokazowych ringach królują delikatne, przerasowane araby w typie skrzyżowania konika morskiego z lalką Barbi. Jak sobie pomyślę o założeniu siodła na takowego konia to myśl ta sama w sobie nosi znamiona znęcania się nad zwierzętami. Tak sobie myślę, że zatraciliśmy to z czego słynął polski arab – użytkowość przy zachowaniu urody. Ale niestety mamy to w genach, jak pisał jeden z naszych wieszczy –„Pawiem narodów jesteś i papugą” i w hodowli koni też niestety to widać. Przy okazji wpisu mojego druha Krzyśka Czarnoty o tym, że w jego stajni pojawiła się kapitalna klacz arabska ze starych lat – Gloria hodowli michałowskiej z rodziny klaczy Gazella a córka ogiera Dostatok. Kalibrowa i ramowa a urody i wdzięku pełna. Gdzie szukać takich arabów? W nielicznych polskich zaściankach (hodowlach prywatnych), Rosji i USA. Tutaj dobiega nas chichot historii. To rewolucja w Rosji zniszczyła kresowe stadniny w latach 1917-20 a we wrześniu 1939 roku Krasnaja Armia „podsowieciła” dużą część koni ze stadniny w Janowie Podlaskim i wywiozła do Tierska na Kaukazie. Jednak tam przy umiejętnej pracy hodowlanej polskie konie przetrwały w typie „dzielne i urodziwe”. Zdarzało się, ze wnosiły stare dobre geny do naszej hodowli jak choćby Negatiw – wnuk Skowronka, a z linii matczynej reprezentujący rodzinę klaczy Gazella i mający z tej strony „czysty polski papier”. Jeszcze nie tak dawno „Monogrammki” brylowały na pokazowych ringach a przecie matka ogiera Monogramm to wyhodowana w ZSRR Monogramma, wnuczka Mammony wywiezionej do ZSRR w 1939 roku jako źrebię. Konie po Monogrammie były i dzielne i urodziwe, takim przykładem jest Ganges jeden z jego synów. Polsko-rosyjski rodowód ma też wnuk Monogramma, chociaż tak jak i dziadek wyhodowany w USA Metropolis NA. Ogólnie w środowisku pojawiło się określenie „r***i arab” przedstawiające rosłego, mocnego i urodziwego konia z polskimi akcentami w rodowodzie a wyhodowanego za nasza wschodnią granicą. Takowe biegały na polskich torach wyścigowych, pracowały pod siodłam uzytkowymi i były używane w hodowli choćby wspomniaty Dostatok czy ogier Kazbek. Teraz ze względu na sytuację geopolityczną trudno jest takowego rumaka przywieźć ale wiadomo gdzie szukać. Chichot historii jest taki, że zawsze mówiło się że „Ruskie” ukradli, że zniszczyli a okazuje się że mimo iż ukradli to mądrze hodowali i zachowali użytkowość, urodę i kwintesencję arabskiego konia. Jest gdzie szukać. Patton też nam ukradł Witezia i rozsławił tym polskie araby w USA, tam też są jeszcze w „starym, polskim typie”. Hihihihi historia.