30/05/2021
Witam,
mamy niedzielę jakimś dziwnym trafem obudziłem się o godzinie 6 mając cały czas głowie że z wczorajszych zawodów została jeszcze zanęta i pelet. Swoją drogą mój wynik nie był zadowalający także wspomnę tylko o tym fakcie a przemyślenia zostawię dla siebie. Pakowanie nierozpakowanego auta kubek kawy i jadę. Jest po godzinie 7 wieje strasznie, mży , pogoda nie napawa optymizmem , stwierdzam że jestem ciepło ubrany także dam jakoś rady. Po rozłożeniu całego majdanu , domoczeniu zanęty i peletu zaczynam wędkowanie , na pierwszy ogień idzie długi dystans ze względu na to iż wydawało mi się że troszkę znam tą wodę -myliłem się . Pierwsza godzina minęła na poszukiwaniu ryby na dystansie , zmiany przynęt ,koloru zapachu , smaku , schodząc na coraz mniejszy dystans pojawiają się pierwsze brania , zaczyna wyłaniać się faworyt w postaci 6 mm ananasa. Dystans zszedł na ok. 35 m i regularnie pojawiają się też brania , głównie leszcze i taką też była ryba na której chciałem się skupić gdyż inne nie wyrażały chęci współpracy poza przedstawicielem karpii w wieku przedszkolnym oraz jednego karasia a zapomniałbym o jaziu. Leszcze stopniowo zaczynają wchodzić coraz większe ,zabawa trwa w najlepsze licznik zaczyna dobijać do liczby 40 jestem podekscytowany bo nie pamiętam żebym taką liczbę złowił w ciągu jednej sesji w dodatku wynik wagowo tez nie byłby pewnie zły . I pęka liczba 40, ucieszony czekam na kolejne branie a tu nic po około 10 minutach zastanawiam się nad wyciągnięciem zestawów z wody, zastanawiam się czym mogłem wypłoszyć stado ,towar ten sam , przynęta ta sama .I w tym momencie następuje pełne wygięcie szczytówki-zacinam- siedzi- pełna rolka na kołowrotku , w głowie tylko jedna myśl -nie zepsuj tego, hol trwa już kilka chwil a ryba dość nietypowo chodzi na boki po czym robi gwałtowne odjazdy ,mijają kolejne chwile , ryba jest coraz bliżej- już w myślach widzę pięknego karpia , mijają minuty a ryba dalej w wodzie .Musiałem być bardzo ostrożny gdyż miałem cieńką żyłkę i haczyk 14 także pełne skupienie , powolutku ciągnę rybę do brzegu około 5 metrów od brzegu pokazuje mi się tułów - to nie karp to piękny i silny sandacz ,ale spokojnie jeszcze nie jest mój. Po około 10 minutach tak najdłuższych 10 minutach ,w kołysce ląduje piękny 89cm Sandacz o wadzę prawie 8 kg, zdjęcia nie oddają jego rozmiarów a przede wszystkim szerokości. Mierzenie i warzenie wraz z sesją zdjęciową dobiega końca , wszystkie ryby po złowieniu zaraz wróciły całe i zdrowe do wody a ja powoli z uśmiechem na twarzy zabrałem się za pakowanie. Podsumowując ten weekend mogę stwierdzić że trafiłem z piekiełka do raju.
Do usłyszenia
Sklep KAPER