18/05/2026
Dawno nas nie było — kryzys w ekipie odczuło nawet nasze pióro. Ciężko pisać o tak słabej grze, ale jedziemy od początku. Najpierw mecz z AKS-em — klęska 6:1, która zostawiła nas z poczuciem bezsilności. Był moment, gdy strzelamy na 2:1 i mieliśmy szansę na 2:2, którą zmarnowaliśmy. AKS to bezlitośnie wykorzystał i za chwilę dobił nas dwoma szybkimi golami, które zamknęły sprawę.
Zaraz potem wyjazd do Warty — katastrofa: 12:0. Wynik, który wbił nas w ziemię i podkopał wiarę.
Potem u siebie z Widzewem Łódź — tu coś się zmieniło. To była potężna próba: graliśmy z najlepszymi w regionie i przegraliśmy tylko 2:1, choć byliśmy o włos od cudu. Przeważnie broniliśmy się, ale stworzyliśmy 3–4 sytuacje bramkowe, które przy zimnej krwi powinny skończyć się golem. Ten mecz obudził w nas nadzieję. Drużyna zagrała z charakterem — nie patrzyła na nazwę przeciwnika, grała jak równy z równym. Po tej „charakterniej” porażce zarówno zawodnicy, jak i trenerzy są przekonani, że idą w dobrą stronę.
Kolejny mecz w Łowiczu z Pelikanem — w pierwszej połowie znów trudności, do przerwy 1:0 dla gospodarzy. SAP ospałe, bez komunikacji i agresji — tego zabrakło w porównaniu z poprzednim starciem z RTS. Po mocnej reprymendzie trenera nastąpiła eksplozja — efekt „suszenia” zadziałał. Druga połowa to zupełna metamorfoza: wznieśliśmy się na wyżyny, odwróciliśmy wynik i wygraliśmy 2:1. Triumf woli, charakteru i wiary w siebie. Marnowaliśmy jeszcze dwie stuprocentowe sytuacje, które mogły zamknąć mecz wcześniej, ale wyciągnęliśmy wnioski z poprzednich potknięć i dowieźliśmy wynik do końca — 3 punkty jadą do Wiśniowej Góry.
Bramki dla naszej drużyny: Alan Chrobot i Kacper Kulak