24/07/2026
Słuchaj, Monika przez lata mówiła, że ona i Piotrek są naprawdę świetnie dobraną parą.
– My się właściwie nigdy nie kłócimy – powtarzała. – Wszystko ustalamy razem.
I rzeczywiście. Nigdy nie było krzyków, trzaskania drzwiami ani wielkich awantur.
Aż pojechali kupić kanapę.
Sprzedawca zapytał:
– Jaki kolor państwo wybierają?
– Ciemnoszary – odpowiedział Piotrek.
Monika popatrzyła na beżową i powiedziała:
– A może ta? Jest taka jaśniejsza, cieplejsza…
– Beżowa zaraz się ubrudzi – stwierdził Piotrek. – Szara będzie praktyczniejsza.
– No dobrze – odpowiedziała Monika.
Kupili szarą.
Wieczorem siedziałyśmy u niej w kuchni, a ona nagle wypaliła:
– Boże, jak ja nie cierpię tej kanapy.
Patrzę na nią i pytam:
– To po co ją kupiłaś?
– Bo Piotrek chciał szarą.
– Ale przecież pytał cię o zdanie.
– No pytał.
– I co powiedziałaś?
– Że dobrze.
I tu zrobiło się ciekawie.
Bo Piotrek naprawdę uważał, że zdecydowali wspólnie. Przecież zapytał. Monika odpowiedziała. Nikt się nie pokłócił.
Tylko że ona od dawna pełniła w tej relacji rolę tej spokojnej, bezproblemowej i elastycznej.
A on rolę tego, który wie, co będzie rozsądniejsze, praktyczniejsze i lepsze dla obojga.
Ona ustępowała, zanim jeszcze zdążyła naprawdę powiedzieć, czego chce.
On przejmował decyzję, zanim zauważył, że ona wcale za nim nie poszła.
I tak można przeżyć razem wiele lat, będąc przekonanym, że wszystko robi się wspólnie.
Jedno mówi:
– Przecież zawsze pytam cię o zdanie.
Drugie odpowiada:
– A ja i tak wiem, że zrobimy po twojemu.
I każde z nich, na swój sposób, mówi prawdę.
Czasem dopiero wtedy, gdy znika dobrze znana sytuacja i nie można już automatycznie wejść w swoją zwykłą rolę, widać, co naprawdę dzieje się między dwojgiem ludzi.
Kto prowadzi, zanim druga osoba zdąży się pojawić.
Kto podąża, choć w środku wcale nie powiedział „tak”.
Kto tak bardzo nie chce wywołać napięcia, że stopniowo traci własny głos.
A kto jest przekonany, że wspólnie podjęli decyzję, bo przecież nikt nie zaprotestował.
Koń nie zna historii tej relacji. Nie wie, kto jest „tym zdecydowanym”, kto „tym spokojniejszym” ani kto zazwyczaj odpuszcza.
Widzi po prostu dwoje ludzi i to, co naprawdę wysyłają w tej jednej chwili.
O tym napisałam w nowym artykule:
„Tam, gdzie koń widzi dwoje ludzi. O tym, co w relacji odsłania się dopiero wtedy, gdy znika rola”.
https://kseniasamsel.pl/tam-gdzie-kon-widzi-dwoje-ludzi-o-tym-co-w-relacji-odslania-sie-dopiero-wtedy-gdy-znika-rola