07/05/2026
Wczorajszy dzień był bardzo długi. Rano zwiedziliśmy centrum Berna, skąd później ruszyliśmy w kierunku Lozanny, gdzie początkowo planowaliśmy spać. Zaczęło padać i to konkretnie. O 11 nie było już na nas nic suchego. W południe zatrzymaliśmy się pod jakimś marketem, trzęśliśmy się z zimna. Michał nawet mówił, że palce już tak sztywne, że nie daje rady zmieniać przerzutek. Szczęśliwie po raz pierwszy od początku wyprawy w markecie było dostępne coś na ciepło, pod sklepem zjedliśmy po pół kurczaka, jednak już chwilę od ponownego startu znowu "zamarzaliśmy". Nocleg w Lozannie nie wyszedł, więc postanowiliśmy spróbować jazdy aż do Genewy. Byliśmy tam o 23, po drodze piękne widoki nad Jeziorem Genewskim, ale przez ostatnie pół godziny znów jechaliśmy przez gęste strugi deszczu. Znów nie wyszedł nocleg, więc postanowiliśmy przeczekać chwilę przy kawie w taniej restauracji, a gdy ją zamknięto o 1, ruszyć w dalszą drogę. Nawet nie wiemy kiedy przejechaliśmy szwajcarsko-francuską granicę. Po drodze jakiś pan z samochodu pytał czy wszystko w porządku, wyraźnie zdziwiony, że jedziemy nocą. O 6 rano dojechaliśmy do Passy u podnóża Mont Blanc, gdzie mieliśmy spać u znajomych. Zakwaterowanie trochę trwało, bo byliśmy o dzień wcześniej niż planowaliśmy i to jeszcze o tak dziwnej porze, ale ostatecznie o 7 już byliśmy w ciepłym domu, gdzie od razu poszliśmy spać, a teraz nadrabiamy zaległości. Postanowiliśmy, że po powrocie zrobimy osobny wpis o wszystkich zwierzętach, które nam przebiegły w czasie wyprawy drogę, ale nie możemy tu nie wspomnieć o dziku, który około 3 nad ranem wyskoczył nam wprost pod koła. Kolejna sprawa, to jakiś niezidentyfikowany obiekt latający, który około 2 pojawił się nad naszymi głowami - nie chcemy tu siać żadnych teorii spiskowych, ale czegoś takiego jeszcze na niebie nie widzieliśmy, a zachowywało się to też w bardzo dziwny sposób. W czasie wczorajszego/dzisiejszego przejazdu pobiliśmy też kilka rekordów tej wyprawy. Gdy przydrożny radar wyświetlił prędkość 129 km/h nie uwierzyliśmy w to, jednak w wynik z naszych urządzeń - 69,1 km/h już tak, co jest największą prędkością jaką osiagneliśmy na tym wyjeździe. Kolejny rekord to 2060 metrów podjazdów w ciągu dnia oraz 22 godziny na rowerze. Zostaje jeszcze dystans dnia - 229 kilometrów, co daje łączny dystans równe 2100 od początku wyprawy. Wysłaliśmy też wczoraj ponad 50 zapytań o nocleg i nie dostaliśmy żadnej pozytywnej odpowiedzi. Na rowery już nie wsiadamy, ale podróż jeszcze będziemy przez kilka dni kontynuować, więc jeśli ktoś jeszcze chciałby nas wesprzeć, to jest to już właściwie ostatnia szansa - w komentarzu podajemy link do zrzutki ;)