08/06/2026
Czy jako dzieci znamy siebie przyszłości? Czy mamy do tego specjalne zmysły, które nastawiamy na przyszłość i wyczuwamy co będzie?
Jako dziewczynka czekałam z jakąś podskórną ekscytacją na czas zmarszczek. Czułam ciekawość.
Skąd wiedziałam?
Nie wiem, ale się sprawdziło.
Teraz jest mi lepiej.
Włosy zmieniły kolor i zaczynają siwieć. Skóra się marszczy i zwisa w kolejnych miejscach.
Ale w środku spokojniej i więcej radości z prostych rzeczy.
Mniej się boję, co zaraz wymyślę, bo nauczyłam się robić pauzę.
Dom jest dobrym miejscem.
Odpuściły mi pomysły na doskonałości: ciała, postępów, związku, innych ludzi...
Szczególnie związku, hahahahaha.
I chyba mniej ciąży mi wszystko to "co może... może jeszcze bym mogła" - niekończące się scenariusze, decyzje, alternatywne życia.
Wrosłam w moje własne, to które już jest.
Raczej chcę mniej i dokładniej.
Może dzięki temu teraz podaję rękę tej mnie z przeszłości i mówię jej: jestem.
I tak sobie dodajemy otuchy.
Nierozerwalnie wiedzę związek tego procesu z transformacją menopauzalną, bo przecież ona jest również zamknięciem pewnych możliwości. Jakimś końcem a jednocześnie początkiem.
Przychodzi mi na myśl lądowanie samolotu. Jeszcze silniki rozpędzone, ale już czuć hamowanie - trochę trzęsie, na nowo trzeba uczyć się swoich limitów.
Tak się cieszę, że ten okres w życiu kobiety jest teraz inaczej opowiadany – inaczej niż kiedy byłam dzieckiem i głównie go wyśmiewano.
Myślę, że ten śmiech był podobną reakcją jak ta na spotkanie nieuczonych z zaćmieniem słońca.