22/05/2022
MIEJ CZŁOWIEKU MŁODY W GŁÓWCE
LICZY SIĘ JAK WYGLĄDASZ PO DRUGIEJ POŁÓWCE
W niedzielne majowe popołudnie drużyna LZSu, zwana również Absolwentami DA Św. Anny ruszyła na starcie z DA Studnia. DA Studnia występując w roli gospodarza miała w planach zabezpieczyć plac gry przy ulicy Wałbrzyskiej, niestety rezerwacja boiska okazała się być równie skuteczną, co podczas pamiętnej śródCovidowej gry treningowej, kiedy to Franciszek R. wykopywał piłkę miejscowych młodzieńczych gamoniów na okoliczny dach, a Misiek Smoluch konwersował o zasadach gry z oddziałem bojowym Straży Miejskiej.
Po rzucie monetą okazało się, że dziś na Wałbrzyskiej nie wyeskalują piłkarskie emocje. Padło kilka szorstkich słów, w tym o potencjalnej rezygnacji LZSu z rozgrywek ligowych, o tym do czego ta sytuacja jest niepodobna oraz co według Bzynia zawsze nie w porę robi Playarena. Poszukiwania alternatywnych boisk zaowocowało zlokalizowaniem placu gry z naturalną nawierzchnią, lecz o rozmiarze połowy orlika, z trawą wydziobaną przez króliki i zakłaczone osiedlowe koty, predysponującą do prowadzenia piłki kolanami.
Ostatnią deską ratunku okazał się być plac ze sztuczną nawierzchnią przy Dolince Służewieckiej, gdzie niestety trawa przypominała hybrydę wycieraczki z kruchty Kościoła Świętej Anny i asfaltu z albańskiej autostrady. Bez zbędnego wybrzydzania estadio zostało zaaprobowane do ligowych rozgrywek, co poskutkowało rozpoczęciem pierwszego od kilku dobrych miesięcy meczu o stawkę LZSu.
W tematyce sytuacji kadrowej naszej drużyny można wspomnieć o stosunkowo krótkiej ławce rezerwowych, którą 15 minut po rozpoczęciu gry zasilił Wojciech Gajo. Rosły sympatyk piłki siatkowej rodem spod Łukowa motywował poślizg czasowy inspekcją marchewek na działce teściowej, co bynajmniej nie pomogło w dobrym rozpoczęciu meczu przez zespół Absolwentów Św. Anny. 20 minut spotkania przyniosło wynik 1:4 w bambo, z ostatecznym lekkim przełamaniem równo z ostatnim warknięciem sędziego technicznego, dającym rezultat 2:4 do przerwy.
Jak nie od dziś wiadomo, jedna połówka to jest nic, prawdziwe oblicze mężczyzny pokazuje się po drugiej. Tak właśnie zadziało się w sobotni wieczór na Służewie. LZS pokazał silne głowy i długie piłki na chaos, które skutecznie wykorzystywał Rafał Matyjaszczyk, a i dwoma trafieniami popisał się miłośnik Rodzinnych Ogródków Działkowych Gajo Wojciech. Zdrowia w defenzywie jak i ofenzywie nie szczędził Damian Pypeć, jednak defensor rodem znad doliny rzeki Kamiennej co i rusz wykonywał tańce na płycie boiska niczym na parkiecie remizy w Grzybowej Górze, co jednak można usprawiedliwić faktycznie dziwną fakturą wykładziny stadionu.
Nie zabrakło również pretensji pod adresem arbitra, który jak zwykle nie był obecny na rozgrywkach KLP, a w jego rolę wcieliła się rada starszych obu zespołów. Do grona sytuacji budzących emocje należały:
- karny podyktowany po trzaśnięciu w szprychy Rafała Matyjaszczyka
- rzekoma lepka ręka Wojciecha Gajo przy drugiej bramce
- klaśnięcie Marcina Słoki w piszczel pomocnika Studni, po którym w klasztorze na Służewiu przeor podobno pytał się, co za gałgan wyjął w okresie wielkanocnym kołatki
Summa summarum, LZS pokazał w meczu ze Studnią zęby i wygrał 7:4, co potwierdza sens kontynuowania przygody w ramach KLP. Do poprawy pozostaje rezerwacja boisk, see you soon!