09/01/2026
Nie krytykuj moich siwych włosów...
Ani moich zmarszczek, ani zmęczonych rąk.
Kto ci powiedział, że chcę wyglądać młodo?
Kto ci powiedział, że boję się upływu czasu?
Spójrz na mnie dobrze.
Ta srebrna czupryna to nie znak zaniedbania,
to sztandar.
Korona wszystkich chwil, kiedy wytrwałam,
kiedy stałam prosto, nawet gdy wszystko we mnie krzyczało z bólu.
Każdy siwy kosmyk zdobyłam jeden po drugim,
jak zdobywa się prawdziwe rzeczy:
łzami, śmiechem, ciszą... życiem.
A te zmarszczki, które cię tak drażnią,
to moje mapy, moje szlaki.
Tak, mapy.
Te, które zostawiły szczere śmiechy,
zmartwienia matki,
bezsenne noce miłości,
popołudnia samotności,
spojrzenia zagubione na horyzoncie,
zastanawiając się, czy dokonałam właściwych wyborów.
Moje ręce... ach, moje ręce...
one miałyby tyle do opowiedzenia.
To ręce, które gotowały marzenia,
które wyhaftowały imiona moich dzieci w mojej duszy,
które klaskały, głaskały, chroniły.
Ręce, które pochowały to, co kochały,
a mimo to nadal siały nadzieję.
A ty chciałbyś, żebym je ukrywała?
Żebym nakładała filtry na swoją historię,
kremy na swoją godność,
wstyd na swoją skórę?
Nie, mój drogi.
Starzenie się to przywilej.
I nie mam zamiaru tego ukrywać.
Jestem dumna ze swoich lat.
Dumna, że dotarłam aż tutaj,
z podniesioną głową,
i bez konieczności tłumaczenia się komukolwiek.
Nie jestem kobietą, która zwiędła,
jestem kobietą w pełnym rozkwicie... wewnętrznie.
Młodość to nie gładka twarz,
to duch, który wciąż płonie.
A mój wciąż tańczy z księżycem,
śmieje się z moimi towarzyszkami podróży,
i marzy, boso na ziemi.
Więc nie, nie krytykuj moich siwych włosów.
Nie lituj się nade mną z powodu moich zmarszczek.
Podziwiaj mnie.
Bo przeszłam już drogami, którymi ty podążasz,
i jestem tutaj, bardziej wolna niż kiedykolwiek,
bardziej sobą niż kiedykolwiek.
A gdybym miała to zrobić jeszcze raz, zaczęłabym od nowa...
tylko po to, by jeszcze raz dotrzeć do tego momentu,
kiedy patrzę w lustro
i mówię sobie głośno, z głębi duszy:
jakże pięknie jest być kobietą, starą... i żywą.