BUDOJO

BUDOJO Ośrodek Sportów Japońskich Budojo, Warszawa-Ursynów. Aikido, Kenjutsu, Kyudo.
(1)

Można nas wspomagać finansowo :)
Nasz rachunek bankowy:
Stowarzyszenie Aikido Aikikai, ul. Bekasów 6, 02-803 Warszawa
Bank PKO BP IX O/W-wa – INTELIGO
nr 07 1020 1097 0000 7202 0106 0268
Wpłaty koniecznie z tytułem:
darowizna na działalność statutową stowarzyszenia
DZIĘKUJEMY

25/02/2026

Warszawa 1996r. Obchody 20 - lecia Aikido w Polsce. Gość specjalny Dojo Cho Moriteru Ueshiba

22/01/2026

Plan miejscowy przewiduje zabudowę mieszkaniową. Ale ratusz zaprzecza, że chce sprzedać działkę po Budojo. Więcej w linku ⤵️

09/01/2026

Nie krytykuj moich siwych włosów...
Ani moich zmarszczek, ani zmęczonych rąk.
Kto ci powiedział, że chcę wyglądać młodo?
Kto ci powiedział, że boję się upływu czasu?
Spójrz na mnie dobrze.
Ta srebrna czupryna to nie znak zaniedbania,
to sztandar.
Korona wszystkich chwil, kiedy wytrwałam,
kiedy stałam prosto, nawet gdy wszystko we mnie krzyczało z bólu.
Każdy siwy kosmyk zdobyłam jeden po drugim,
jak zdobywa się prawdziwe rzeczy:
łzami, śmiechem, ciszą... życiem.
A te zmarszczki, które cię tak drażnią,
to moje mapy, moje szlaki.
Tak, mapy.
Te, które zostawiły szczere śmiechy,
zmartwienia matki,
bezsenne noce miłości,
popołudnia samotności,
spojrzenia zagubione na horyzoncie,
zastanawiając się, czy dokonałam właściwych wyborów.
Moje ręce... ach, moje ręce...
one miałyby tyle do opowiedzenia.
To ręce, które gotowały marzenia,
które wyhaftowały imiona moich dzieci w mojej duszy,
które klaskały, głaskały, chroniły.
Ręce, które pochowały to, co kochały,
a mimo to nadal siały nadzieję.
A ty chciałbyś, żebym je ukrywała?
Żebym nakładała filtry na swoją historię,
kremy na swoją godność,
wstyd na swoją skórę?
Nie, mój drogi.
Starzenie się to przywilej.
I nie mam zamiaru tego ukrywać.
Jestem dumna ze swoich lat.
Dumna, że dotarłam aż tutaj,
z podniesioną głową,
i bez konieczności tłumaczenia się komukolwiek.
Nie jestem kobietą, która zwiędła,
jestem kobietą w pełnym rozkwicie... wewnętrznie.
Młodość to nie gładka twarz,
to duch, który wciąż płonie.
A mój wciąż tańczy z księżycem,
śmieje się z moimi towarzyszkami podróży,
i marzy, boso na ziemi.
Więc nie, nie krytykuj moich siwych włosów.
Nie lituj się nade mną z powodu moich zmarszczek.
Podziwiaj mnie.
Bo przeszłam już drogami, którymi ty podążasz,
i jestem tutaj, bardziej wolna niż kiedykolwiek,
bardziej sobą niż kiedykolwiek.
A gdybym miała to zrobić jeszcze raz, zaczęłabym od nowa...
tylko po to, by jeszcze raz dotrzeć do tego momentu,
kiedy patrzę w lustro
i mówię sobie głośno, z głębi duszy:
jakże pięknie jest być kobietą, starą... i żywą.

09/01/2026

Słuchała ostatniego człowieka na Ziemi, który potrafił mówić językiem swojego ludu. On umierał, a wraz z nim mogło zniknąć 3 000 lat historii — jeśli tylko nie zdążyłaby wszystkiego zapisać.

Luizjana, 1933 rok.
W dusznym, letnim upale młoda kobieta o imieniu Mary Haas siedziała na drewnianym ganku z zeszytem opartym na kolanie. Naprzeciwko niej siedział Sesostrie Youchigant, starszy mężczyzna wypowiadający słowa w języku, którego nikt inny już nie rozumiał.

Był ostatnim biegle mówiącym w języku tunica.
Gdyby umarł — język umarłby razem z nim.

Mary miała zaledwie 23 lata. Podczas gdy inni językoznawcy w jej wieku studiowali francuski czy niemiecki w uniwersyteckich bibliotekach, ona przyjechała na południe Stanów Zjednoczonych z misją, którą wielu uważało za bezsensowną: dokumentować języki uznane już za „martwe”.

Świat akademicki dawno spisał języki rdzennych mieszkańców Południa na straty. Uważano je za wymierające, niewarte wysiłku. Nie były „szlachetne” jak łacina czy greka — należały do ludów podbitych, marginalizowanych i uciszanych.

Mary myślała inaczej.
Skoro języki znikały, tym bardziej należało je zapisać.

Bo wraz ze śmiercią języka giną nie tylko słowa. Znikają opowieści, modlitwy, żarty, sposób myślenia o świecie — rzeczy, których nie da się przetłumaczyć na inny język.

Dlatego słuchała.
Dzień po dniu, w palącym słońcu Luizjany.

Sesostrie mówił — Mary zapisywała wszystko. Dźwięki, struktury gramatyczne, odmiany czasowników. Język tunica zawierał głoski, których nie było w angielskim, więc Mary musiała tworzyć własne systemy zapisu. Jedno słowo potrafiło zająć całą godzinę pracy.

Pisała po dziesięć, dwanaście godzin dziennie, z obolałą dłonią, wiedząc, że czasu jest coraz mniej.

Nie walczyła tylko z przemijaniem jednego człowieka. Walczyła z dziesięcioleciami kulturowego wymazywania. Przez pokolenia dzieci rdzennych Amerykanów karano za mówienie w swoim języku. Uczono je wstydu.

W latach 30. wiele języków, które istniały tysiące lat, przeżywało ostatnie chwile w pamięci kilku starszych osób.

Mary nie przestała.
W 1935 roku odnalazła Watta Sama, ostatniego znanego użytkownika języka natchez. Znów miesiącami zapisywała słownictwo, mity stworzenia, ceremonie i historie, których nikt nie opowiadał od dziesięcioleci.

Jej koledzy uważali, że marnuje swoją karierę. Mogła wybrać wygodną ścieżkę akademicką. Zamiast tego wybrała słuchanie tych, których świat postanowił nie słyszeć.

Przez kolejne dekady dokumentowała języki tunica, natchez, choctaw, creek, koasati i alabama. Jej zeszyty trafiły do archiwów — i tam leżały przez lata.

Języki nadal znikały.
Ostatni mówcy umierali.
Wydawało się, że to koniec.

Aż w latach 90. wydarzyło się coś niezwykłego.

Rdzenne społeczności zaczęły odzyskiwać swoją tożsamość. Młodzi ludzie chcieli uczyć się języków, których ich dziadkom zakazano używać.

I wtedy odkryli pracę Mary Haas.

Zakurzona dokumentacja okazała się bezcenna. Dzięki jej dokładności plemiona mogły stworzyć programy rewitalizacji językowej.

Dziś są ludzie, którzy znów uczą się języka tunica — języka uznanego za wymarły — ponieważ 23-letnia kobieta w 1933 roku usiadła na ganku i zapisała każde słowo.

Mary Haas nie była politykiem ani milionerką.
Miała tylko zeszyt, czas i przekonanie, że te języki mają znaczenie.

Nie mogła zapobiec ich śmierci.
Ale sprawiła, że mogły się narodzić na nowo.

Czasem najważniejsze nie jest uratowanie teraźniejszości —
lecz danie przyszłości szansy.

Wiosną 2025 roku podwoje Budojo, w kształcie jaki je znaliśmy, zostały ostatecznie zamknięte, skute urzędniczym łańcuche...
06/01/2026

Wiosną 2025 roku podwoje Budojo, w kształcie jaki je znaliśmy, zostały ostatecznie zamknięte, skute urzędniczym łańcuchem i nieprzejednaną kłódką paragrafów.

Od tego czasu teren i budynek, pod troskliwym okiem dzielnicowych włodarzy, popada w nieuchronny chwytający za serce rozkwit i wykwit.

*tutaj można sobie wyobrazić stosowną ilustrację tej zdumiewającej przemiany”

Jedynym, który zdołał przeniknąć pilnie acz jednakowoż niechlujnie strzeżone mury, był Święty Mikołaj, którego ograniczenia miejsca ani czasu się nie imają. Święty Mikołaj, gdy już rozwiózł po świecie co miał rozwieźć, postanowił pozamiatać zacne wnętrza, po czym, by nie budzić sensacji, odleciał na rzeczonej wielofunkcyjnej miotle. Śmignął w dal niczym strzała i tyle go widzieli. Próżno szukać. Zostawił po sobie haiku, którego żaden nawet najbardziej zagorzały mistrz bur nie pojmie:

„Deszcz. Mokry kot idzie.
Bekasy odleciały.
Pozamiatane.”

A kto by chciał obszerniej powspominać, zachęcamy do śmignięcia na stronę Ayame, gdzie Janusz Surma szerokim, a może raczej długim łukiem, nakreślił historię Budojo jako miejsca, ludzi i wybranych aktywności.

Tym akcentem, po 22 latach (2003-2025), kończymy również wpisy na niniejszej stronie. Pełnić ona będzie funkcję historyczną czyli archiwalną i inspirującą, na czas ani bliżej ani dalej nieokreślony.

Budojo żyje dalej w ludziach, którzy je tworzyli i których ono tworzyło. Działamy w innych miejscach, gdzie łuki, miecze, jurta, ciała i umysły, oraz orientalna i rodzima kultura i sztuka znalazły schronienia i przyjazne ostoje.

Wszystkiego dobrego na nowy i każdy następny rok!

25/12/2025

Serdecznie zapraszamy na wyjątkowy pokaz w Polsce filmu dokumentalnego „Polacy w Japonii: Życie, Pasja, Sukces” w dniu 27 grudnia 2025 o godz. 19:00 w Kinotece (Pałac Kultury i Nauki) w Warszawie.

Link:

28/09/2025
13/08/2025
Ichi-go ichi-e W Służewskim Dom Kultury (SDK) 30-go listopada br. miało miejsce wyjątkowe wydarzenie. Było nim spotkanie...
04/12/2024

Ichi-go ichi-e

W Służewskim Dom Kultury (SDK) 30-go listopada br. miało miejsce wyjątkowe wydarzenie. Było nim spotkanie z autorami Tetsuo Hayashi i Jarkiem Kajdaną połączone z premierą i przedsprzedażą ich książki zatytułowanej „BUDO - ILUSTROWANY LEKSYKON JAPOŃSKICH SZTUK WALKI”.
W Saloniku Literackim SDK, tuż obok pagody z Dzwonem Pokoju ofiarowanym m.st. Warszawie jako symbol umiłowania pokoju na całym świecie przez japońskie miasta Hiroszima i Nagasaki można było w sobotnie popołudnie usłyszeć wiele ciekawych informacji o historii oraz współczesnym znaczeniu i roli sztuk walki, wziąć udział w tematycznym konkursie i porozmawiać w kameralnej atmosferze z twórcami leksykonu.

Przybyli na spotkanie mieli okazję poznać genezę książki i szczegóły międzynarodowej współpracy jej autorów zachęcających do studiowania japońskich sztuk walki (obecnie raczej „sztuk pokoju”) i wyrażających nadzieję, że lektura ich dzieła (zwłaszcza opatrzonego autorskim autografem i zabawną rysunkową dedykacją) pozwoli czytelnikom nie tylko „czegoś się dowiedzieć i nauczyć, ale też uśmiechnąć się”.
Publikacja wydawnictwa VF BOOKS z serii „Nie tylko dla dzieci" jest zgodnie z zapowiedzią autorów i organizatorów spotkania „książką, jakiej jeszcze nie było”. Ma 340 stron zawierających ponad 2300 haseł i 700 barwnych, humorystycznych ilustracji. To rzeczywiście dzieło niezwykłe, mistrzowsko opracowane zarówno pod względem merytorycznym i ikonograficznym, jak i edytorskim. Warto je polecić nie tylko „adeptom sztuk walki, tym obecnym i przyszłym, w wieku od 6-99+ lat”, ale wszystkim ludziom, którzy starają się chronić to, co jest dla nich ważne i różnymi sposobami tworzyć lepszy świat.
Bardzo dziękujemy autorom książki i organizatorom spotkania za zaproszenie do uczestniczenia w tym inspirującym wydarzeniu, za wzbogacenie naszej wiedzy, doświadczeń oraz biblioteki. ​Życzymy im dalszej owocnej współpracy i kolejnych sukcesów na DRODZE.

Magda i Witold Fedorowicz-Jackowscy

17/09/2024

Już w najbliższą niedzielę... 22 września 2024 Zapraszamy na warsztaty filcowania runa owczego na sucho. Będziemy robić, do wyboru: kosmetyczki, etui na okulary lub komórkę oraz obrazki. Zajęcia odbędą się w godzinach 11.00-13.30
adres: Małej Łąki 76 klatka 5 domofon nr 45
opłata: 90zł
Zapisy Moja Lepa, email: [email protected] tel:501499067

Adres

Bekasów 6
Warsaw
02-803

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 17:00 - 22:00
Wtorek 17:00 - 22:00
Środa 17:00 - 22:00
Czwartek 17:00 - 22:00
Piątek 17:00 - 19:00
Sobota 10:00 - 15:00
Niedziela 10:00 - 12:00

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy BUDOJO umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do BUDOJO:

Udostępnij