10/02/2026
Olimpiada trwa w najlepsze więc to dobry czas żeby przypomnieć moją rozmowę z Kingą Dróżdż która jest dla mnie dowodem na to, że w sporcie – tak jak w życiu – najważniejsze jest to, jak podnosimy się po upadku.
Wielu z nas widzi tylko lśniący medal na szyi. Ale Kinga w moim podcaście szczerze opowiedziała o drodze, którą musiała przejść. O Igrzyskach w Tokio, które wspomina jako czas ciągłych testów na COVID i powrotu do domu z "pustymi rękoma". I o Paryżu, który stał się spełnieniem marzeń.
To, co działo się w jej głowie po wygranej walce półfinałowej, która gwarantowała medal, to czysta magia:
„Nie pamiętam, żebym była kiedykolwiek tak szczęśliwa z jakiejkolwiek walki, czy po prostu na jakimkolwiek etapie mojego życia, jak wtedy po tej walce. To były niesamowite emocje. Jeszcze cała moja rodzina była na trybunach, więc już w ogóle coś wspaniałego”.
Kinga zabrała nas też za kulisy Wioski Olimpijskiej
„To jest takie po prostu, jakbyś wszedł na jakieś większe osiedle w Warszawie, zamknięte, na którym jest w zasadzie wszystko: stołówka, kawiarnie... Takie małe miasteczko, gdzie mogliśmy spędzać czas wolny”.
To tam, podczas eventu Adidasa, Kinga stała ramię w ramię z mistrzem olimpijskim w biegu przez płotki, Grantem Hollowayem. Wymienili kilka zdań i... do dziś obserwują się na Instagramie! To pokazuje, że sport łączy ponad podziałami – nie ma znaczenia, czy to Igrzyska Olimpijskie, czy Paralimpijskie. Jest ten sam pot, te same łzy i ta sama pasja.
Kinga ma też jasny cel na Los Angeles - złoto. I patrząc na jej determinację, jestem pewien, że o nie zawalczy.
Jej rada dla Was?
„Żebyście nigdy się nie poddawali i dążyli zawsze za tym, co macie w serduszku, i nie słuchali ludzi obok, którzy wam mówią, że nie dacie rady”.