07/02/2024
O tym mało się mówi,
zachęcając nas do brania jak najkrótszego prysznica...
Oszczędzania wody przy myciu zębów...
Tekst na tyle ważny, że udostępniam go w całości
"Prawie 6 miliardów metrów sześciennych – tyle wody rocznie zużywa przemysł energetyczny w Polsce – podaje warszawski think tank Instrat powołując się na dane GUS za 2022 r. To ponad osiem razy więcej niż objętość jeziora Śniardwy – największego jeziora w Polsce pod względem powierzchni. Aż 96% tej wody nie jest wykorzystywane ponownie. A nasz kraj jest ubogi w wodę.
W Polsce zapotrzebowanie przemysłu energetycznego, w tym górnictwa, pochłania ok. 70% całkowitego poboru wody w kraju. To nie jest normalny wynik. W Niemczech energetyka zużywa 18% całkowitego poboru wody w kraju, średnia dla UE to 13,7%. Jeszcze niższa jest średnia globalna, bo wynosi 6,8%. Elektrownie węglowe z otwartymi obiegami chłodniczymi w procesie produkcji energii używają olbrzymie ilości wody, którą pobierają z rzek, jezior lub zatok morskich. Zamknięcie zakładów tylko tych starszych niż 40 lat i zastąpienie ich przez odnawialne źródła energii pozwoliłoby na zmniejszenie poboru wody w Polsce o 45%.
Od kilkudziesięciu lat w Polsce, a także w wielu jeszcze krajach jest problem z elektrowniami termicznymi (węglowe, gazowe, jądrowe), które posiadają przestarzały, jednoprzepływowy, otwarty system chłodzenia. Wymaga on bardzo dużej ilości wody, żeby te elektrownie mogły się chłodzić i funkcjonować. W Stanach Zjednoczonych wprowadzono obowiązek budowy nowych elektrowni z zamkniętym system chłodzenia. Zaleca się powolne wygaszanie starych bloków energetycznych opartych na istniejącej infrastrukturze otwartych systemów chłodzenia, zamiast ciągłego ich remontowania.
Stare elektrownie niszczą rzeki
W Polsce sytuacja jest o wiele bardziej niepokojąca, niż ujmują to dane statystyczne dotyczące poboru i zrzutu wody z elektrowni. Bowiem efektem ubocznym pracy elektrowni z otwartym systemem chłodzenia jest unicestwienie życia ekosystemów wodnych, ryb i wszelkich organizmów (płazy, owady, skorupiaki, mięczaki etc.).
Dochodzi do drastycznych zmian reżimu termicznego rzeki lub jeziora poniżej ujścia wód pochłodniczych (podgrzanie rzeki), co skutkuje zmianą warunków bytowania roślin i zwierząt. Budowle hydrotechniczne piętrzące wodę dla potrzeb elektrowni zaburzają ciągłość ekologiczną rzeki. Dzieje się tak w sytuacji, gdy mierzymy się z globalnym ociepleniem, co dodatkowo sprzyja podniesieniu temperatury wód powierzchniowych.
W Polsce pracuje 12 elektrowni węglowych z otwartym systemem chłodzenia (każda o mocy przekraczającej 100 MW), w tym 7 znajduje się w dorzeczu Wisły. Dwie z nich, Elektrownia Kozienice (bloki 1–10) i Elektrownia Połaniec, w ciągu ostatnich lat zużywały każdego roku najwięcej wody. Największa w Polsce elektrownia na węgiel kamienny, Elektrownia Kozienice, może pobierać z Wisły do 100 m3 wody na sekundę, co stanowi połowę wartości przepływu Wisły w Warszawie.
Dodajmy: w układzie zamkniętym do chłodzenia wody przemysłowej wykorzystywane są chłodnie kominowe – raz pobrana woda jest przepompowywana i chłodzona w chłodni kominowej, po czym znów wraca do obiegu w elektrowni. W zamkniętym obiegu chłodzenia pracują np. Bełchatów, Opole, Turów. W Elektrowni Rybnik zastosowano dwa układy chłodzenia (zamknięty i otwarty) wykorzystujące wodę ze zbiornika na Jeziorze Rybnickim. Dwie chłodnie kominowe mają wysokość 120 m. W obiegu zamkniętym pracują wszystkie elektrownie Taurona, w Jaworznie, Trzebini (Siersza), Łaziskach Górnych, Będzinie (Łagisza).
Zdecydowana większość elektrowni w Polsce korzysta z układów zamkniętych, czyli ta sama woda jest wykorzystywana wielokrotnie.
Szczególnym przypadkiem są elektrownie z otwartym obiegiem chłodzenia.
Alarmujące raporty naukowców
Fundacja Instrat przedstawiła 5 grudnia raport „Mętne wody. Monitoring sytuacji i danych o zużyciu wody przez przemysł węglowy”. Jak zaznaczają autorzy, dane na ten temat są trudne do pozyskania, a te, do których da się dotrzeć, zazwyczaj są niekompletne, a nawet wzajemnie sprzeczne. Informacje na temat
wód są rozdzielone między różne agencje rządowe i ich regionalne oddziały. Już z tego powodu nie jest łatwo je pozyskiwać. Ponadto odmienne metody ich prezentacji sprawiają, że trudno je analizować i zestawiać. Stąd tytuł raportu. Ale nie tylko o nieprzejrzyste (mętne) przepisy chodzi.
Poważny problem to jakość rzek i jezior w Polsce.
Sytuacja jest fatalna. W dobrym stanie ekologicznym jest zaledwie 1,1% rzek – alarmują eksperci WWF, Koalicji Ratujmy Rzeki oraz Koalicji Klimatycznej.
Drugim problemem jest działalność elektrowni, ich pobór wód oraz zrzut z nich gorącej wody wprost do rzek. Giną przez to miliony ryb. Rozkład materii organicznej w cieplejszej wodzie zachodzi szybciej, prowadząc do zakwitów glonów i okresowo obniżonych poziomów
tlenu.
O tym mówi kolejny raport „Wpływ elektrowni termicznych na ichtiofaunę. Współczesne zagrożenia dla ekosystemów rzek powodowane przez energetykę węglową”. Jest pierwszą próbą oszacowania strat w populacji ryb polskich rzek powodowanych przez elektrownie opalane węglem kamiennym i brunatnym, z otwartym systemem chłodzenia (autorzy: prof. dr hab. Tomasz Mikołajczyk, dr inż. Michał Nowak, mgr inż. Dariusz Skowronek, dr Łukasz Mikołajczyk, mgr inż. Robert Wawręty).
Towarzystwo na rzecz Ziemi oraz Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, które zleciły badania naukowcom, podkreślają, iż otwarty układ chłodzenia jest rozwiązaniem najbardziej inwazyjnym dla ekosystemów, gdyż może wymagać nawet ponad 100 razy więcej wody niż układy z obiegiem zamkniętym.
Statystyczna elektrownia o mocy 500 MW z otwartym systemem chłodzenia potrzebuje co trzy minuty jednego basenu olimpijskiego wody. W tego typu elektrowniach może ginąć nawet jedna trzecia ichtioplanktonu, dryfującego rzeką z odległości kilkudziesięciu kilometrów. Badania wykazały, że larwy ryb i narybek zassany do systemów chłodzących położonej nad Wisłą Elektrowni Kozienice stanowiły do 26,12% wszystkich larw i narybku dryfujących rzeką, a Ostrołęka B zasysała do 31,86% ichtioplanktonu podążającego Narwią.
W zależności od badanego gatunku teoretyczny zasięg oddziaływania elektrowni na rzekę może sięgać kilkudziesięciu kilometrów. Dla Elektrowni Kozienice wynosi od 9 do 67 km, dla Elektrowni Połaniec od 8 do 12 km, dla Ostrołęki B od 10 do 74 km powyżej i poniżej ujęcia wód chłodniczych – podaje raport.
Badania wskazują ponadto, że wśród ryb ginących w systemach chłodzenia Elektrowni Kozienice, Połaniec oraz Ostrołęka B (Narew) znajduje się 10 gatunków objętych ochroną – ścisłą lub częściową, chronionych w ramach sieci Natura 2000 lub mających wg IUCN status gatunków krytycznie lub silnie zagrożonych.
Towarzystwo na rzecz Ziemi oraz Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot od kilku lat współpracują z naukowcami, prowadzą badania nad wpływem elektrowni termicznych, które posiadają przestarzały otwarty system chłodzenia, na ekosystem polskich rzek. Wykazali m.in., że Elektrownia Kozienice przyczyniła się do podniesienia temperatury wód Wisły w granicach 1,4–1,80C, a Elektrownia Połaniec spowodowała podgrzanie wód maksymalnie do ok. 1,90C.
Woda w obiegach chłodzenia otwartych jest związana ze wzrostem temperatury. Opuszczając obieg chłodzenia podgrzewa rzekę poniżej elektrowni. Przy czym im mniejszy poziom wody i związany z tym mniejszy przepływ, tym większa emperatura w rzece. Graniczną temperaturą zrzutu wody jest 350C. Powyżej tego limitu nie jest możliwe przetrwanie wszystkich rodzimych wielokomórkowych gatunków słodkowodnych.
Naukowcy zwracają uwagę na jeszcze jeden problem. Żeby elektrownie miały przez cały czas zapewniony dostąp do wody, bardzo często na rzekach stawia się różne budowle poprzeczne, np. tamy, jazy, zapory. W przypadku Elektrowni Kozienice i Połaniec
stosowane tam metody spiętrzania powodują całkowitą blokadę spławności Wisły, grodząc całe koryto rzeki.
– Przegradzanie i piętrzenie rzek to przerwanie ciągłości korytarza migracyjnego i uśmiercanie wszystkiego co płynęło szerokością rzeki. Jest to pozbawianie rzeki gigantycznego kawałka piramidy troficznej, bo ginie pokarm dla miliardów istnień czekających na niego poniżej elektrowni. Ten pokarm nigdy nie spłynie – mówił na jednej z konferencji naukowych ichtiolog, prof. dr hab. Tomasz Mikołajczyk z Pracowni Ekspertyz i Badań Ichtiologicznych PEBI (spółka z o.o. z siedzibą w Krakowie).
Jakie rozwiązania?
Fundacja Instrat przede wszystkim apeluje o stworzenie przez rząd kompletnej i ogólnodostępnej bazy danych dotyczącej zużycia wody nie tylko przez energetykę, ale przez wszystkie branże. Dane te powinny być kompleksowe, łatwo dostępne i opublikowane w czytelnym formacie na platformie dane.gov.pl.
Współautor raportu, prof. dr hab. Tomasz Mikołajczyk zaleca, by zminimalizować straty w ichtiofaunie, pobór wód przez elektrownie powinien być ograniczony w okresie dryfu larw ryb narybku, to jest
w okresie od 15 kwietnia a 31 lipca w godzinach nocnych, kiedy przemieszczają się ryby. Przyznaje, że to tylko działania doraźne, wizja bardziej krótkoterminowa.
Oszacowanie strat jakie elektrownie powodują w środowisku jest praktycznie niemożliwe, bo one istnieją już ok. 40–50 lat. Przez te wszystkie lata traktowały ekosystem rzeczny lub jeziorny jako kolosalną chłodnicę.
Sytuację rzek może zmienić dopiero całkowite i jak najszybsze odejście od wodochłonnych technologii produkcji energii opartych o paliwa kopalne, w kierunku poprawy efektywności energetycznej i zdecentralizowanie systemów energetycznych. To jedno z najważniejszych wyzwań naszych czasów – mówią autorzy raportów.
Ograniczenie zużycia wody ze źródeł naturalnych, z uwagi na ich deficyty, a także ocieplenie spowodowane zmianami klimatycznymi będzie wymagało zastosowania nowocześniejszych, wydajniejszych, mniej energochłonnych zamkniętych układów chłodzenia, które ograniczają pobory wody z rzek i jezior. Rosnące wymagania środowiskowe wymuszą te zmiany.
Krystyna Forowicz
Miesięcznik ŚRODOWISKO, luty 2024