16/05/2025
W nauce tanga często najtrudniejsze nie są figury. Ani technika. Ani nawet kontakt z partnerem.🧐
Najtrudniejsze bywa… spotkanie z samym sobą. Takim, jakim jestem – a nie takim, jakim chciałabym / chciałbym wyglądać.☺️
Zdarza się, że na praktyce prosimy kogoś, by nas nagrał – i potem oglądamy ten film z surową miną wewnętrznego krytyka. Patrzymy na siebie nie jak przyjaciel, ale jak surowy juror: „tutaj źle ręka, tu nieładnie, tu źle stoję, tu za wolno”…
A przecież można inaczej.😀
Można obejrzeć siebie z życzliwością. Z ciekawością. Z pytaniem: co już mam w sobie pięknego, co działa, co mnie porusza? Gdzie są moje punkty wzrostu, które mogę rozwijać – ale nie po to, żeby „być idealnym”, tylko żeby być bardziej sobą w tańcu?
Akceptacja siebie to także coś bardzo praktycznego.
Na milongach – wśród tłumów, świateł, eleganckich sukienek i perfekcyjnych stylizacji – łatwo się zgubić. Zamiast tańczyć, zaczynamy grać w bycie „dobrze wyglądającym tancerzem”.🤥
Powtarzamy te same figury, wykonane perfekcyjnie, „jak należy”. Ale gdzie wtedy jest muzyka? Gdzie jest partner? Gdzie jestem ja?🤔
Tango nie jest występem. Tango to przestrzeń na spotkanie. Z partnerem, z muzyką, z chwilą – ale przede wszystkim: z samym sobą.😊
Więc może warto – zanim zatańczysz – dać sobie chwilę:
Z kim dziś tańczę? Z sobą, który chce być widziany – czy z sobą, który naprawdę czuje?
Niech tango będzie miejscem, gdzie nie trzeba zasługiwać na akceptację.
Bo jesteś wystarczający, właśnie taki, jaki jesteś – i z tego miejsca dopiero możesz rosnąć.💖