23/08/2018
Macie 5 minut? To zapraszam do przeczytania. A osoby które były u mnie na zajęciach mają taki obowiązek 🙂
Zmiany przez asany? Czy ta nazwa jest przypadkowa? NIE.
Bardzo mi zależy na tym, żeby wszyscy, którzy przychodzą do mnie na zajęcia przekonali się, że joga jest dla każdego. Nie tylko dla ex-gimnastyków, cyrkowców i modelek fitness. Że nie trzeba urodzić się hiper-elastycznym żeby zrobić głęboki skłon czy mostek. I nie trzeba mieć potężnych bicepsów żeby balansować na rękach.
Na zajęciach gadam i gadam. Cały czas gadam. Cały czas mówię: zaakceptujcie to co jest tu i teraz, ale pracujcie ku zmianom. Przykładajcie się do tego co robicie i postarajcie się wykonywać pozycje najlepiej jak potraficie jednocześnie nie złoszcząc się na siebie, że coś nie wychodzi. Przyszliście tu na godzinę - nie zmarnujcie jej. Obserwujcie swoje ciało, obserwujcie swój oddech, zauważajcie subtelne różnice w stanie waszych ciał i waszej świadomości pomiędzy poszczególnymi zajęciami lub nawet pomiędzy początkiem a końcem jednych zajęć.
A Wy pewnie czasem myślicie: "Co on w ogóle gada - łapie sobie ręce za stopami w skłonie, balansuje na rękach opowiadając kawały. Co on może wiedzieć o akceptacji skłonu, w którym ledwo sięgam rękami do piszczeli czy chaturandze która cała się trzęsie?"
A ja odpowiem na to: wiem na ten temat bardzo, bardzo dużo. Jeszcze jakieś 3 lata temu w psie z głową w dół ręce trzęsły mi się jak galareta. W skłonie miałem wrażenie, że nic się nie rusza a jakikolwiek mostek był nawet mentalnie poza moim zasięgiem. Niestety nie udokumentowałem tamtego okresu w jakikolwiek sposób. Mostki zacząłem natomiast robić jakieś 2 lata temu. Półtora roku temu zaczęły mi wychodzić lepiej, więc w końcu zrobiłem zdjęcie (zdjęcie 2). A wczoraj po ostatnich tego lata wieczornych zajęciach na DACHu Towarzyskim znowu zrobiłem zdjęcie (zdjęcie 1, autor: Karol Michalak - dzięki!). Mam nadzieję, że każdy widzi różnicę i da się przekonać, że realne, namacalne zmiany są możliwe.
Ale te zmiany nie są za darmo - ceną jest poświęcenie, pokora i systematyczność. Ja włożyłem w to masę pracy, zaufałem kilku wspaniałym nauczycielom, z których każdy wniósł coś innego do mojej praktyki. Jedni dyscyplinę, inni wiarę w siebie, inni rozpracowanie asan na czynniki pierwsze a jeszcze inni po prostu wycisk. Mam nadzieję, że przynajmniej część z was także pójdzie tą ścieżką i także będzie miało okazję za kilka lat obrócić się za siebie i powiedzieć - cieszę się, że miałem / mam takich nauczycieli.
Ostatecznie jednak w tym wszystkim nie chodzi o mostek czy skłon. Chodzi o zmianę w środku, o złapanie balansu pomiędzy akceptacją tego jak jest a dążeniem do perfekcji. Czyli mówiąc jaśniej - dążymy do perfekcji w naszych asanach i życiu codziennym mając jednocześnie świadomość, że perfekcji nigdy nie osiągniemy. I powinniśmy być z tym po prostu OK. Powinniśmy mieć świadomość, że będzie lepiej, ale nigdy nie osiągniemy trwałej perfekcji bo ona po prostu nie istnieje, gdyż wszystko w nas i otaczającym nas świecie wciąż się zmienia. W ten sposób żyje się zdecydowanie przyjemniej 😉
p.s. pisząc ten nieco chaotyczny tekst prosto z serca słuchałem albumu "Ammonia Avenue" grupy The Alan Parson Project. Gorąco polecam