11/06/2026
Relacji z meczu nie będzie, bo siedzę w NYC i doznaję czegoś nieprawdopodobnego. Chodzi przede wszystkim o doznanie skali. Ilości kibiców. Ilości i różnorodności merczu jaki ludzie pokazują przy okazji tych finałów. Poczucia sympatii od obcych ludzi.
Wczoraj wracałem z meczu przez takie dosyć średnie dzielnice queens. Okazało się, że moj autobus już nie jeździ… ze coś pomyliłem bo najebany… nieważne.
W każdym razie wyskoczyło na mnie trójka typków. Ja tam już postawa obronna, a się okazało, że oni chcieli przebić piątkę, bo byłem w Jerseyu, pytali czy byłem na meczu i tak dalej. Full uśmiech i poczucie, że jesteśmy wszyscy w tym razem. Że w końcu nasza lojalność się opłaciła. Cudowny czas, żeby być w nowym jorku. Wszyscy, których namawiałem, NIECH ŻAŁUJĄ!
O wczorajszym meczu za wiele nie napiszę, bo osoby, które widziały moje storki potwierdza, żeby było grubo. W najgorętszych momentach oglądania, typ przy stoliku obok WYLAŁ SOBIE NA GŁOWĘ KUFEL BROWARA, po czym złapał mnie i zaczął mnie podrzucać. Maaaaadnesss!
Panowie. Skończcie to w sobotę. I to takim blowoutem. Nieważne, że u nich. Może nawet i lepiej… że im te przeklętą arenę ośmieszymy.
Ja chcę w sobotę paradę kibiców knicks. To bedzie największa impreza w tym mieście, od tej zorganizowanej z okazji zakończenia drugiej wojny światowej.. to co marynarz całuję typiare.
Proszę? 🙏