05/08/2026
Mayday, mayday! Jan Heweliusz!
Największa w historii polskiej żeglugi, katastrofa morska w czasach pokoju.
W nocy z 14 stycznia 1993 roku o 4:36, czyli ponad 33 lata temu, zostaje nadany komunikat: Mayday, mayday! Jan Heweliusz! I zaczyna się koszmar dla 65 osób znajdujących się na pokładzie promu. Finalnie ginie 55 osób, a tylko 9 marynarzy zostaje uratowanych, ciała 10 osób nigdy nie zostały odnalezione.
Przygotowywaliśmy się do tej wyprawy, słuchając podcastów, czytając to co dostępne, bo historia zatonięcia promu Jan Heweliusz ma nadal dużo luk i niejasności.
Byliśmy przygotowani na to, że nurkowanie na tym wraku będzie dla nas dużym przeżyciem i będzie się wiązać z wieloma emocjami.
To co zobaczyliśmy pod wodą, na długo w nas pozostanie. Widok spoczywającego na głębokości ok 23m wraku dopełnił obrazu tej wielkiej katastrofy.
Porozrzucane szkielety naczep, ogromne koła, resztki ładunków – np.: wielka sterta połamanych krzeseł, i to wszystko przepięknie porośnięte pąklami i omułkami. Gdyby nie wiedza, o tym co spotkało pasażerów i załogę tego promu, mogłoby to być jedno z ładniejszych nurkowań na Bałtyku. Jest to jednak nurkowanie, podczas którego w tyle głowy masz cały czas obraz tej ogromnej ludzkiej tragedii, 55-ciu istnień ludzkich, które nigdy nie wróciły już do swoich bliskich, dla których podróż ze Świnoujścia do Ystad okazała się tą ostatnią🖤
Podczas naszej wyprawy świeciło piękne słońce, wiał lekki orzeźwiający wiaterek, woda przy powierzchni miała ok 20 stopni, ofiary Heweliusza ginęły w całkowitych ciemnościach, podczas sztormu, w lodowatej wodzie...aż trudno uwierzyć, że to samo miejsce może mieć tak skrajne oblicza!