28/11/2022
Piekło Czantorii oczami Mateusza..
Życie to najbardziej fascynujące ultra
Piekło Czantorii, to bieg postrzegany przez wielu biegaczy jako jeden z tych najtrudniejszych w Polsce. Na moją wyobraźnie ten bieg nie oddzialuje w ten sposób, może dlatego, że pod wyciągiem podchodzi się tylko raz, a nie na każdej pętli, jak mawia mój serdeczny kolega Marek 😉😁
Odczuwając potrzebe celu startowego po ukończeniu ultramaratonu bieszczadzkiego, postanowiłem zapisać się na 2 pętle Piekła Czantorii. Decyzja na tamten czas oczywista i podyktowana powyzsza potrzeba, wraz z upływem czasu i zbliżającym się startem przestała być tak oczywista. Posiadając już pewne doświadczenie z poprzednich sezonów, wiedząc, że to, co wydarza się poza sfera biegowa w życiu, w dużym stopniu na nią oddziałuje, tak naprawdę do piątkowego wieczora (start sobota o 2.30) brakło mi pewności czy stanę na linii startu.
Wieczorne oczyszczenie głowy, a jeszcze wcześniej poranna, godzinna medytacja, pozwoliły mi finalnie wystartować.
Założenie miałem jedno, w miarę możliwości utrzymać środkowy II zakres przez cały bieg.
Wystartowałem z totalnym luzem w głowie i ciele. Od pierwszego podejścia zacząłem kontrolować tętno, umiejętnie je "zbijając" gdy taka potrzeba zaistniała. Po pierwszych 30 minutach weszło dextro, a następnie mus owocowy (Kisiel o smaku wiśniowym z Lidla- polecam!!). Przez cały dystans (7h33') zjadłem 7 musów i ok 13 tabletek dextro. Wypiłem ok 2 litrów wody.
Kończąc pierwsza pętle czołówka zaczynała znacząco słabnąć i światło jakie dawała, było już dla mnie zbyt słabe. Na punkcie po pierwszej pętli spotkałem zwycięzcę 3 pętli, który użyczył mi swoją czołówkę - raz jeszcze dziękuję 🙂
Po wyjściu z punktu i rozpoczęciu drugiej pętli czułem się bardzo dobrze, w ogóle praktycznie nie odczuwając pierwszych 23km. Na podejściu wyprzedziłem 2 zawodników mojego dystansu, zaczynając podbijać tym samym tętno. Czułem, że jest dobrze więc mogę podciągać intensywność. Koledzy już mnie nie doszli, ja natomiast sukcesywnie przesuwalem się naprzód, tym samym słysząc od kolegów z 3 pętli jakie mam starty do zawodników przede mną.
W okolicach Małej Czantorii doszedłem kolejnych 2, zyskując tym samym 4 bądź 3 pozycje.
Na Poniwcu usłyszałem, że jestem najpierw 3, a po chwili 4. Prawdopodobnie zawodnik, którego ujrzałem tuż za plecami, po wyjściu z namiotu był 3, a ja go zwyczajnie nie zauważyłem na punkcie.
W trakcie natomiast myślałem, że doszedł mnie 5ty zawodnik, a więc tasujac się z kolegą, byłem bardziej przekonany, że bronię 4 miejsca, a nie ze mam możliwość zdobycia 3😊 finalnie brakło ok 3 minut do podium.
Finalnie więc ukończyłem bieg na 4 pozycji z czasem 7h33' - 48km 4300 w pionie.
Start ten mogę z czystym sumieniem uznać, za swoje najlepsze ultra, choć dobre już miewałem. Głównie dlatego, że pomimo pewnych trudności przed startem, mam tutaj na myśli obszar emocjonalno-psychologiczny, umiejętnie to w sobie ułożyłem i czuję, że kolejny, ogromny krok do przodu za mną.
Uczę się tego fachu biegowego, podobnie jak od kilku lat, świadomie, uczę się i doświadczam życia.
Każdy z nas, z mojej perspektywy, jest ultrasem i został nim, decydując się na wybór tego życia, a życie, to najbardziej fascynujące ultra, którego możemy doświadczać. 🙂
Dziękuję w tym miejscu wszystkim tym, a także sobie, że mogę czuć Wasze wsparcie, które mi ofiarujecie w tej podróży.