Street Tactics

Street Tactics Strona o strzelectwie, dla strzelców. Myślimy, trenujemy, edukujemy się i rozwijamy. Street Tactics powstało, aby pomóc rozwiązywać strzeleckie problemy.

Naszym zobowiązaniem jest szkolić na najwyższym poziomie i w możliwie najkrótszym czasie, wznieść Twoje umiejętności na wyższy poziom. Jesteśmy dumni z faktu, iż dzięki naszym metodom oraz praktyce tworzymy strzelców kompletnych, świadomych i nastawionych na rozwiązywanie problemów. Dzięki indywidualnemu podejściu i precyzyjnemu planowaniu treningów pod specyficzne potrzeby klientów, pomagamy wypełnić luki niezbędne do odniesienia sukcesu.

29/04/2026

Cześć🙋

Miałem wrzucać rolki, a ta mi się gdzieś zapodziała. Nieco ponad 4 minty o tym jak przyspieszyć proces dobycia broni z kabury oraz prezentacji na celu. Korzystajcie.

Do zobaczenia na strzelnicy. Marek

19/03/2026

Cześć🙋

Czasu by pisać dla was długie teksty w starym, dobrym stylu - jak na lekarstwo. W związku z tym poopowiadam wam coś od czasu do czasu z "pionowego ekranu". Dziś wprowadzenie do świata tłumików. Niebawem pojawi się również dłuższe, techniczne rozwinięcie tematu na naszym kanale YT.

Bawcie się dobrze i do zobaczenia na strzelnicy🤟

Ps. Spokojnie. Ściany tekstu też jeszcze będą. Zaraz po tym jak nieco się odgruzuję.

Grzechy główne treningu bezstrzałowego.Trening bezstrzałowy niezmiennie jest w modzie. Wciąż dostaję regularne pytania n...
08/02/2026

Grzechy główne treningu bezstrzałowego.

Trening bezstrzałowy niezmiennie jest w modzie. Wciąż dostaję regularne pytania na temat tego, jak trenować, jakie ćwiczenia, ile powtórzeń, jak długo oraz jakich używać narzędzi. Chociaż o tej formie treningu zostało już powiedziane tak wiele, postanowiłem kolejny raz dołożyć swoją cegiełkę. Tym razem jednak nieco przewrotnie. Dziś skupimy się na pięciu grzechach głównych treningu bezstrzałowego i trochę jak Charlie Munger - zastosujemy inwersję w próbie rozwiązania problemu.

➡ Brak myślenia.
Często powtarzam, że trening bezstrzałowy swój największy ładunek edukacyjny niesie nie w ilości powtórzeń, a w ilości przyjętych i przetworzonych danych. Strzelanie obdarte z huku, błysku i presji tarczy to doskonałe warunki do refleksji. Obserwacja ścieżki przyczynowo - skutkowej pomiędzy naszą decyzją, jej wykonaniem a zachowaniem broni to najcenniejsze, co możemy wynieść z tej formy treningu. Prowadzi nas to prostą drogą do głębokiego zrozumienia zależności determinujących jakość strzelania. To natomiast przyspiesza i optymalizuje proces nauki oraz pozwala nam ograniczyć treningowe „puste przebiegi”.
Bądźcie w treningu bezstrzałowym analityczni. Optymalizujcie ruch - zarówno w kontekście obsługi broni, jak i ruchu w ogóle. Sprawdzajcie rozwiązania, obserwujcie wykonanie, mierzcie efekty i nanoście poprawki. Bez tego wszystko to jest, a sami wiecie, ile to jest bez tego warte.

➡ Za długo i za dużo.
Zbyt długie sesje treningowe robią więcej szkody niż pożytku. Przede wszystkim zabiją motywację do treningu. Zaczniecie go traktować jako karę i przykry obowiązek, zamiast zabawy. Wychowani na filmach w stylu „Rocky” możemy wierzyć, że przepalenie się w treningu doprowadzi do rychłego sukcesu. No niestety niekoniecznie. Jakość, głęboka koncentracja i analiza zdecydowanie wygrywają z ilością pustych powtórzeń. Moje sesje treningowe bardzo sporadycznie przekraczają 30 minut. Opublikowany 01.09.2025 na łamach Frontiersin.org artykuł dowodzi, że już po 10 - 20 minutach zaczynamy tracić koncentrację, wykonując czynności monotonne. Trening bezstrzałowy potrafi być monotonny.

Dlatego też bardzo ważne jest urozmaicanie treningu, żonglowanie ćwiczeniami, scenariuszami i zadaniami. Bodźce potrafią podtrzymać i „odświeżyć” koncentrację. Jakość, poziom koncentracji i ciągła analiza to zdecydowanie lepszy pomysł niż klepanie tysięcy powtórzeń.
A skoro już o powtórzeniach mowa, to ten model prowadzenia szkoleń wciąż dominuje na naszym rynku szkoleniowym, co jest kompletną aberracją, mając do dyspozycji ograniczony czas i zasoby kursanta. To jednak opowieść na inny wpis.

➡ Zbyt prosto (wieczne fundamenty).
Podobno Einstein zwykł mawiać, że szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów. Nie przeszkadza nam to jednak postępować w ten sposób na treningu bezstrzałowym. Zamknięci w mentalnej klatce wiecznych fundamentów tłuczemy tysiące dobyć z jednym strzałem, a następnie oczekujemy, iż na strzelnicy magicznie przerodzi się to w zdolność szybkiego pokonywania torów i strzelania skomplikowanych zadań taktycznych. Niestety, to się nie wydarzy. Nie zrozumcie mnie źle - fundamenty stanowią waszą bazę, bezpieczną ostoję, która zawsze będzie z wami. Bez nich nie będzie żadnego strzelectwa dynamicznego. Nie mogą jednak stać się dla was złotą klatką. Implementowanie fundamentów w złożone sekwencje odbywa się już na bezstrzałówce. Bynajmniej nie chodzi o to, by nauczyć się wszelkich możliwych scenariuszy. Chodzi o to, by postawić się w niekomfortowej sytuacji, zidentyfikować nieznane uprzednio problemy i zmienić plan treningowy w kierunku ich rozwiązania.

➡ Zbyt wolno.
Choć ten problem pokrywa się częściowo z poprzednim akapitem, warto nadmienić, że nie da się nauczyć strzelać szybko, zawsze strzelając wolno. Nowa księga ulicy mówi, że „fast is fast”. Tak właśnie jest. Na etapie treningu bezstrzałowego przyspieszamy, wychodzimy ze strefy komfortu i pracujemy na granicy. Dzięki temu nie sabotujemy swojego potencjału.

Jestem tutaj również fanem sporadycznego treningu „overspeed”. Dobrze wykonany trening tego typu potrafi znacząco przesunąć nasze ramy komfortu - zarówno w bezstrzałówce, jak i na strzelnicy.

➡ W oderwaniu od strzelnicy.
A skoro o strzelnicy mowa, gwoździem programu jest zbudowanie pomostu łączącego pracę w domu z pracą na strzelnicy. Trening na sucho nie powinien funkcjonować w oderwaniu od tego, co robimy na osi. Jeżeli strzelnica jest polem bitwy, to dom jest poligonem. Ciężko oczekiwać, że szkoląc się na poligonie do bycia kierowcą Stara, na bitwie świetnie sprawdzimy się jako operator drona. Wybaczcie tę kulawą analogię - jednak sens został zachowany. Wasz trening bezstrzałowy musi bezpośrednio odnosić się do tego, co chcecie robić na treningu strzeleckim, a najlepiej do tego, co na strzelnicy kuleje. Mogą to być izolowane fragmenty warsztatu, mogą być bardziej złożone sekwencje, może to być poprawa mobilności - cokolwiek. Natomiast rozwijanie się w rozbieżnych kierunkach owszem, jakieś efekty przyniesie, ale znów oddalamy się od tak ważnej optymalizacji.

➡ Podsumowanie.
Trenujcie bezstrzałowo. Koniecznie! Róbcie to jednak mądrze. Nie oczekujcie cudownych rozwiązań, a czas poświęcony na przeglądanie modeli Mantisa poświęćcie na zastanowienie się, co faktycznie spowodowało, że kropka dziwnie drgnęła przy siedemnastym strzale w drugiej serii. Długofalowo lepiej na tym wyjdziecie.

Do zobaczenia na strzelnicy. Marek🤘

Cześć🤘Chcesz wejść w rok 2026 w dobrym stylu i z lepszym strzeleckim "skillem"? Nic prostszego. W dniu 10.01.2026 na Str...
01/12/2025

Cześć🤘

Chcesz wejść w rok 2026 w dobrym stylu i z lepszym strzeleckim "skillem"? Nic prostszego. W dniu 10.01.2026 na Strzelnica Hajduki, wraz z Z-Tac poprowadzę dla Was znane i lubiane szkolenie Solid Pistol. Do wzięcia zostały całe dwa miejsca. Decyduje refleks🙂

Zasady są proste:

◾Wjazd 1000 zł.
◾Ilość uczestników - max 10.
◾Potrzebna amunicja - minimum 450 sztuk.
◾Około 10 godzin ciężkiego tyrania.
◾Dwóch prowadzących. Dwa inne spojrzenia na strzelanie. Jeden cel - strzelać szybciej, celniej, lepiej.

Zapisać się możecie, pisząc DM na Street Tactics. Tam też odpowiem na wszelkie pytania i wątpliwośći.

Zapraszamy!

Cześć🙋Dostaję dużo pytań dotyczących tego, jak wybrać i skonfigurować karabinek AR15. Zwykle od osób, które planują zaku...
25/11/2025

Cześć🙋

Dostaję dużo pytań dotyczących tego, jak wybrać i skonfigurować karabinek AR15. Zwykle od osób, które planują zakup pierwszej sztuki i są przerażone mnogością opcji oraz opinii. Chociaż poradników, filmów i tekstów traktujących o tym temacie powstało bez liku, postanowiłem opisać swój punkt widzenia, potencjalnie pomagający lepiej odnaleźć się w świecie nieskończonych możliwości karabinków z rodziny AR15. Wierzę, że poniższe informacje pomogą wam podjąć dobrą decyzję, a kupiony w oparciu o nie egzemplarz będzie dzielnie służył i cieszył przez długi czas.

➡ Pieniądz rządzi światem.

Pierwszy aspekt, który, chcąc nie chcąc, musimy wziąć pod uwagę, to budżet. Budżet na zakup broni oraz budżet na jej późniejsze wyposażenie. Możemy się obrażać i wmawiać sobie, że oszukamy system, ale tak nie będzie. Karabinki z wysokiej półki uznanych producentów będą statystycznie bardziej niezawodne i lepsze od tych budżetowych. Na ile waga tej „lepszości” ma dla was znaczenie, to inna sprawa.

Amerykanie mają fajne powiedzenie w tej kwestii: „the BCG is not the place to cut corners”. Choć samo traktuje o BCG, ja rozumiem je szerzej. Newralgiczne mechanizmy broni nie są miejscem do szukania oszczędności. Tam zaklęta jest żywotność, niezawodność i statystyczna przewaga karabinków drogich nad tanimi.
Użyte materiały, proces QC i transparentność to zazwyczaj obszary odróżniające dobre karabinki od kiepskich.

Połączenie stali 8620 i Carpenter 158 w konstrukcji BCG oraz zamka jest powszechnie uznawane za jakościowe rozwiązanie. Jeżeli w dokumentacji karabinka nie pojawia się informacja nt. użytych materiałów lub ich specyfikacja jest nieciekawa, może to wróżyć szybsze zużycie i mechaniczne awarie kluczowych komponentów.

Niemniej elementy wykonane z najlepszych materiałów mogą zawierać wady produkcyjne. W tym miejscu ujawnia się kolejna przewaga broni premium – QC. Na elementach karabinka lub w jego dokumentacji możecie czasem znaleźć literki HPT, MP, MPI. Oznaczają kolejno „High Pressure Tested” i „Magnetic Particle Inspected”. MPI to magnetyczna inspekcja elementu, mająca za zadanie wykryć mikropęknięcia. Natomiast HPT świadczy o tym, iż została przeprowadzona próba strzelania z nabojem testowym (zwykle o podwyższonym ciśnieniu). Renomowana broń przechodzi test MPI oraz HPT w każdym egzemplarzu. Broń nieco mniej premium często testowana jest partiami, np. 10 sztuk na 100 egzemplarzy.

Te subtelne różnice, choć niewidoczne gołym okiem i nie ujawniające się w śmiesznych recenzjach na 500 sztuk amunicji, statystycznie owocują w długotrwałym i intensywnym użytkowaniu broni, odpłacają się niezawodnością.

Skoro jesteśmy już w obszarze serca karabinka, chciałbym nawiązać do tematu powłok stosowanych do jego pokrycia. Nieprawdą jest, że typ powłoki nie ma znaczenia. Ma znaczenie. Wszystko ma znaczenie i kumuluje się przy naprawdę intensywnym użytkowaniu. Choć nie jest to obszar, o który należy kruszyć kopie czy płacić jakieś absurdalne pieniądze, warto wiedzieć, że na przykład mil-specowa powłoka fosforanowa jest ok i będzie wam świetnie służyć. Natomiast powłoka DLC ma nieco niższy współczynnik tarcia, a „powłoka” nitrydyzowana będzie twardsza od fosforanowej.

Deal breaker? Absolutnie nie, ale po to mamy głowę, żeby myśleć, rozumieć i podejmować świadome decyzje.

Na przykładzie BCG chciałem wam wskazać, iż karabinek za 3 tysiące i za 13 tysięcy to nie jest to samo. Choć oba mogą z powodzeniem spełnić wasze oczekiwania, warto rozumieć różnice. Kolejna z nich ujawnia się w innym ważnym elemencie broni, jakim jest lufa. Lufy w karabinkach AR15 to temat rzeka. Długości, profile, systemy gazowe, użyte materiały. Można się doktoryzować z tego obszaru. W części technicznej należy podkreślić, iż lufy, podobnie jak BCG, przechodzą QC. Również poddawane są MPI oraz HPT. U dobrych producentów i w topowych karabinkach odbywa się to na każdym egzemplarzu (HPT zwykle raz na partię), co żywotnie wpływa na postrzeganie niezawodności i trwałości broni. Podobnie do kluczowych innych elementów konstrukcyjnych lufy produkowane są z różnego typu stali. Podstawowe, które możemy wyróżnić, to:

4140 – stal o niższej zawartości węgla
4150 – (mil-spec) stal o wyższej zawartości węgla
SS – stal nierdzewna, używana w broni precyzyjnej
ARMAD, GKH i inne, o których jeszcze nie słyszałem.

Jeżeli przy opisie wykorzystanej stali znajduje się dopisek CMV, oznacza to, że lufa wykonana została z Chrome-Moly Vanadium Steel - to nie to samo co chromowanie.

Typ stali bezpośrednio wpływa na żywotność i utrzymanie celności karabinka. Można przyjąć brak spadku celności lufy 4140 w przedziale do 10 tys. strzałów, 4150 do 15 tys., 4150 CMV do 20 tys., SS do 10 tys., ARMAD +25 tys. Nie przywiązujcie się jednak do tych liczb, wskazują wam jedynie kierunek i występującą zależność. Faktyczne zużycie zależeć będzie od typu amunicji, intensywności strzelania, procesu konserwacji itd.

Technologia wykonania luf również może się różnić. Lufy kute na zimno uchodzą za trwalsze od przeciąganych, choć te drugie charakteryzują się obecnie nieznacznie lepszą celnością. To jednak może się zacierać w procesie zużycia lufy. Lufa kuta na zimno wydaje się być lepszym rozwiązaniem, zwłaszcza w polskich warunkach, gdzie wymiana na nową to relatywnie uciążliwy proces.

Wszystkie inne składowe jakościowego karabinka AR15 podlegają podobnym regułom. Komora spustowa, komora zamkowa, łoże i osprzęt mogą być jakościowe, dobrze zaprojektowane, dobrze wykonane i poddawane faktycznym testom. Mogą również być niewiadomego pochodzenia, testowane partiami lub wcale i projektowane w sposób mający maksymalizować zysk przy minimalnym nakładzie. To nigdy nie kończy się dobrze. Dlatego też topowe marki starają się skupiać jak największą część produkcji podzespołów u siebie. Zapewnia to większą kontrolę nad jakością procesu tworzenia całego karabinka. AR15 jest konstrukcją znaną na wskroś. Trudno to zepsuć. Nie jest wielką sztuką wyprodukować, a raczej zmontować z podzespołów karabinek, który będzie strzelał. Sztuką jest stworzyć niezawodne narzędzie, które pomimo długotrwałej, intensywnej eksploatacji i niesprzyjających warunków pozostanie sprawne i funkcjonalne. To odróżnia dobrego AR15 od tego, który jedynie udaje.

Nie zrozumcie mnie źle. W każdym zakresie budżetowym jesteśmy w stanie kupić coś akceptowalnego. Coś, co będzie działać i da nam frajdę przez długie lata. Nie należy się jednak oszukiwać, że cały świat jest głupi, a my mądrzy i kupimy tanio coś, co wszyscy inni kupują drogo. Oszczędzając na karabinku, należy liczyć się z tym, że psikusy typu pękający zamek czy sklepane rygle będą statystycznie częstszym gościem niż w przypadku broni z górnej półki. Coś za coś. Tak działa świat.

Porozmawialiśmy o pieniądzach, to teraz pogadajmy o planie.

➡ Zadanie określa sprzęt.

To, co charakteryzuje poszukiwaczy pierwszego karabinka, to zwykle chęć zakupu broni do wszystkiego. Niestety, coś takiego nie istnieje. Wybór modelu powinniśmy rozpocząć od określenia najbardziej realnych zakresów jej użycia, a następnie wskazania kompromisów, na które jesteśmy gotowi.

◾ Dystans.

Prosta wskazówka, dla tego, aby rozpocząć konfigurowanie broni. Chcesz strzelać dalej? Na dystanse większe niż 300 metrów? Masz ku temu warunki? Możesz rozważyć lufę dłuższą, cięższą i potencjalnie wykonaną ze stali nierdzewnej, z „szybszym” gwintem 1:7/1:8, pozwalającym na lepszą stabilizację cięższych pocisków. Twój typowy zakres strzelania to 0–300 m? Odpuść sobie ciężkie nierdzewne lufy. Wybierz coś z profilem mid (government) lub nawet light (pencil).
Moim zdaniem optymalną długością na pierwszy karabinek jest 14,5 lub 16 cali. Pocisk w tej lufie ma bardzo wysoką prędkość, pozwalającą swobodniej strzelać dalsze dystanse, a jednocześnie karabinek jest bardziej zwrotny i mniej podatny na zjawisko barrel whip przy standardowej i cienkiej lufie. Ponadto ta długość lufy pozwala zastosować system gazowy mid, który z kolei zapewnia bardzo przyjemną pracę bez dodatkowych modyfikacji.

◾ Intensywność użycia.

Jeżeli planujesz duże przebiegi, intensywne strzelanie i ogólne tyranie broni, wybierz lufę kutą na zimno CHF lub bardzo dobrej jakości lufę nitrydyzowaną, szukaj solidnych, sprawdzonych konstrukcji. Rozważ zespół ruchomy z zastosowaną powłoką DLC. Zrezygnuj z odchudzonych BCG, o ile nie potrafisz idealnie dostroić karabinka. Lekkie BCG wymagają perfekcyjnego balansu gazów i buffera, a w broni eksploatowanej ekstremalnie częściej powodują niestabilności cyklu. Pamiętaj o unikaniu elementów „batch-tested”, tj. testowanych partiami (tak jak wspominałem wyżej, np. 10/100).

◾ Wyposażenie.

Tendencja do wrzucania na karabinek wszystkiego, co pod ręką, jest zjawiskiem dosyć powszednim i niezmiennie głupim. Fajnie, że mamy dużo szyn i da się do nich przyczepić różne rzeczy. Tak długo, jak nie potrafimy z nich korzystać, nie są funkcjonalne ani jakościowe i nie rozwiązują faktycznych „strzeleckich problemów”, są dla nas obciążeniem, a nie wsparciem. Osobiście wyznaję zasadę „mniej a lepiej”. Mniej szpeju, tylko sprawdzony sprzęt i jedynie rzeczy, których cały czas używam. Żeby lepiej wam to zobrazować - fajnie, że masz w domu bipod i raz na kilka miesięcy może ci się przydać. To jednak nie uzasadnia dźwigania go na szynie non stop. Zwykły koszt–efekt. Już po kilku godzinach z karabinkiem na plecach każdy gram zaczyna mieć znaczenie. Wybierajcie mądrze, nie kupujcie dziadostwa na kilogramy i uwierzcie w szpejowy minimalizm.

Dobór konkretnych akcesoriów pozostaje sprawą mocno indywidualną. Warto jednak, żeby kierować się wspomnianą już zasadą, iż zadanie definiuje sprzęt. Najczęstsze okoliczności użycia broni są tym, pod co warto precyzyjnie ułożyć konfigurację. To zdrowsze rozwiązanie niż próba budowania karabinka do wszystkiego. Zamiast narzędzia po równo złego we wszystkim prawdopodobnie uzyskacie narzędzie bardzo dobre w swoich zadaniach, którym przy okazji możecie z powodzeniem realizować inne.

Jeżeli natomiast nijak nie potrafisz zdefiniować swoich potrzeb, niech przyświeca ci jedno słowo: minimalizm. Prosty setup, jakościowe rozwiązania, dobry kolimator, dobra latarka, funkcjonalne narzędzie. Z czasem sam określisz, czego potrzebujesz. Zrozumiesz, co jest dla ciebie ważne. Może zostaniesz sportowcem i będziesz musiał kompletnie przekonstruować lub kupić nowy karabinek, a może niedzielnym komandosem i wystarczą gałąź paproci oraz dwie puszki szpraju.

➡ Podsumowanie.

Nie chcę tutaj podawać gotowych rozwiązań, gdyż ich nie znam. Nie mam recepty na idealny karabinek. Chcę natomiast zwrócić waszą uwagę na to, że jakość zawsze się broni, minimalizm chroni przed zbędnymi wydatkami, frustracją i śmiesznością. Wiele już widziałem przykładów „graciarstwa” w strzelectwie i to nigdy nie działało.
Udanych zakupów i do zobaczenia na strzelnicy. Marek🤘

Cześć🙋Dziś przypominajka i zachęta do refleksji nad swoim karabinowym skillem. Chociaż sam wielokrotnie o tym pisałem, c...
07/10/2025

Cześć🙋

Dziś przypominajka i zachęta do refleksji nad swoim karabinowym skillem. Chociaż sam wielokrotnie o tym pisałem, chociaż temat wałkowany w internecie po wielokroć i chociaż, zdawać by się mogło, kwestia oczywista - wciąż na swoich kursach spotykam osoby ze źle, lub w ogóle niewyzerowaną bronią. Nie byłoby w tym może i nic niezwykłego, gdybyśmy mówili o osobach, które dopiero co odebrały pozwolenie i próbują się odnaleźć w strzeleckim świecie ze swoją pierwszą bronią. Tak jednak nie jest. Problem ten dotyczy, powiem bez kozery, około połowy strzelców. Często tych, którzy w swoim własnym mniemaniu są strzelcami zaawansowanymi. To straszne i smutne zarazem.

W dzisiejszym poście opowiem, dlaczego dobrze wyzerowana broń jest kamieniem węgielnym strzelania i dlaczego koniecznie należy o ten obszar zadbać. Następnie przybliżę podstawową nomenklaturę i główne zasady rządzące rzeczonym zagadnieniem. Mam nadzieję, że ten wpis kogoś zmotywuje do porzucenia strzeleckiej bylejakości i zaprzestania bycia “strzelcem przypadkowym”.

Zaczynajmy!

“If you ain’t zeroed, you ain’t sh*t”. Ten lub podobny tekst, możecie usłyszeć np. na początkowych kursach karabinowych w Haley Strategic i innych dobrych szkołach strzeleckich w USA. Po części odpowiada to na pytanie, dlaczego uznawane są za dobre. Otóż od początku stawiają na zrozumienie, że w strzelaniu chodzi o trafianie do celu. Bez tego wszystko inne to tylko stand-up z bronią. Karabinek to narzędzie do trafiania do celu również na znaczne odległości, to natomiast wymaga nie tylko nienagannej techniki, ale również odpowiedniego, owego narzędzia, przygotowania. Tutaj dochodzimy do sedna problemu - bez poprawnego wyzerowania (zestrojenia maszyny), nawet najlepsza optyka, w połączeniu z najlepszą bronią i doskonałą techniką strzału - nie gwarantuje skuteczności. A co dopiero, gdy zestawimy kiepski karabinek, nędzną optykę, przypadkową amunicję i brak skilla. Nie może być mowy o świadomym, powtarzalnym i pewnym trafianiu do celów na różnych, również znacznych, odległościach bez precyzyjnego określenia oraz świadomości zera zależnie od dystansu.

Dokonanie tego nie wymaga żadnego poważnego strzeleckiego skilla. Możliwość ustabilizowania broni w procesie zerowania i brak presji czasu sprawiają, że ogranicza nas jedynie determinacja w chęci osiągnięcia celu, oraz nakład czasu, jaki poświęcimy na zrozumienie i przeanalizowanie problemu. Nie ma wymówek. Jest tylko kwestia decyzji.

Należy zrozumieć, że zbędne kompromisy w procesie zerowania broni, zerowanie na zbyt małych odległościach, za duże grupy, niepotrzebna tolerancja na odchyły względem punktu celowania, oszczędność amunicji i niemiarodajne wyniki z całego procesu - będą multiplikować problemy. Problemy te będą wręcz wykładniczo rosły wraz ze wzrostem odległości do celu. Frustracja i szukanie problemów w sprzęcie - czekają tuż za rogiem.

Rozumiejąc powyższe, możemy przejść do odświeżenia podstawowych informacji związanych z tym, na co należy zwrócić uwagę w samym procesie zerowania karabinka.

➡ Nomenklatura:

◾ Zero - punkt przecięcia toru lotu pocisku z osią optyczną. Ustalany wedle potrzeb i preferencji strzelca. Rodzi określone zależności, takie jak - wielkość i tempo zmiany przewyższenia, drugie zero, tempo opadu pocisku na większych dystansach, “combat effective zone”.

◾ Oś optyczna - nieskończona, prosta linia przebiegająca pomiędzy okiem strzelca, znakiem celowniczym i wspomnianą właśnie nieskończonością. Z ową linią przecinać się będzie (zazwyczaj) dwukrotnie tor lotu pocisku. Podkreślam dwukrotnie, ponieważ, przynajmniej w teorii, możliwe jest znalezienie punktu styku osi optycznej z krzywą lotu pocisku idealnie na jej szczycie.

◾ Krzywa lotu pocisku - pocisk opuszczający lufę, w związku z działaniem grawitacji, niemal natychmiast zaczyna opadać. Porusza się po krzywej w kierunku ziemi. W tym ustawieniu nie ma szans spotkać się z osią optyczną. O ile oczywiście nie będziemy temu przeciwdziałać. Choć nie widzimy tego gołym okiem, to zerowanie karabinka polega przesunięciu znaku celowniczego w taki sposób, aby wymusić celowanie “pod górę”. Tak by pocisk wznosząc się, a następnie opadając przeciął oś optyczną. Ustalenie punktu pierwszego przecięcia to właśnie całe zerowanie. Drugi punkt przecięcia (gdy pocisk opada), to drugie zero. Wokół niego pokutują pewne mity. Strzelcy, przyjmując założenia nieprzystające do parametrów swojej broni, oczekują takich samych wyników. Spodziewają się drugiego zera w punkt na określonym dystansie “jak w tabelce”. To zwykle nie działa. Drugie zero znamy - jak je na tarczy sprawdzimy.

◾ MOA - ang. minute of angle (minuta kątowa) - jednostka miary równa 1/60 stopnia. Najłatwiej jak tylko mogę to sobie wyobrazić - 1 MOA to kwadrat o bokach 2.91 cm na 100 m. Odpowiednio 1.45 cm na 50 m i 5,82 cm na 200 m. Zrozumienie tej miary pozwala nam ustawiać optykę. Po określeniu średniego punktu trafienia możemy łatwo przeliczyć odległość (prawo/lewo - góra/dół) do punktu celowania i nanieść poprawki na nastawach optyki. Nastawy optyki zwykle podawane są w kliknięciach (przeskokach regulacji optyki). Jeden klik to zwykle 1/8, 1/4, 1/2, 1 MOA. Warto tutaj zauważyć, że większość dobrej optyki pochodzi z USA i MOA podawana jest tam w odniesieniu do dystansu w jardach. To nie to samo co metry. Dystans 100 yd to około 93 m. Przy bardzo precyzyjnych optykach i zerowaniu - może to mieć znaczenie.

◾ MRAD - miliradian - częste po naszej stronie oceanu. Jest w zasadzie tym samym co MOA, aczkolwiek wartości są różne. Jeden MRAD do 10 cm/100 m. Wartość tę można podzielić wedle potrzeb i możliwości regulacyjnych danej optyki.

◾ Przewyższenie - ang. overbore - różnica wysokości pomiędzy osią optyczną a osią lufy. We współczesnych montażach może sięgać nawet 15 cm. Wielkość ta maleje wraz z odległością i osiąga wartość 0 na dystansie, na jakim wyzerowano karabinek np. 50 m. Różnica ta może być newralgicznie ważna w strzelaniu do bliskich celów i powinna być mocno eksponowana w procesie treningowym. Zwłaszcza w przypadku służbowego użytkownika broni.

◾ Combat effective zone (nie przywiązujcie się do tego określenia nadmiernie - występuje tu bardzo wiele wariacji) - u nas nazywamy to np. “strzał bezwzględny” (mocna nazwa). W lokalnej definicji odnosi się mocno do wierzchołka toru lotu pocisku i faktu, iż ma on nie przekraczać wysokości celu bez dokonywania korekt w celowaniu. Ja rozpatruję to raczej w dwie strony. Zarówno w kontekście wznoszenia, jak i opadu pocisku wraz z odległością. Zerowanie na różnych odległościach pozwala strzelać do wyznaczonej wielkości celu bez przyjmowania jakichkolwiek korekt. Jeszcze o tym wspomnę w dalszej części tekstu.

➡ Dystans:

Świętym graalem zerowania, w ogólnej świadomości strzeleckiej, jest wybór odpowiedniej odległości, na której zero ulokujemy. Tutaj strzelcy potrafią kruszyć kopie, a instruktorzy dodawać lub odejmować metry, nadając temu fikuśne nazwy i wmawiając kursantom, że coś w tej materii wymyślili. Najbardziej popularne dystanse zerowania karabinka w kraju nad Wisłą to 25 m, 33 m (36 yd), 50 m i 100 m. Każdy z tych dystansów rodzi pewne konsekwencje, ale niesie też ze sobą dosyć popularne nieporozumienie. Otóż żaden z nich nie gwarantuje określonego lotu pocisku wraz ze wzrostem pokonywanej odległości. Generalizacje typu “pierwsze zero na 50 m daje drugie zero na 200 m”, są szkodliwe i upośledzają strzelców. Po pierwsze większość z nich wywodzi się z tabel, które były tworzone dla parametrów (lufa 16’, nabój M193, prędkość początkowa 3132 fps oraz overbore 2.5’). Po drugie nawet odtworzenie tych warunków nie gwarantuje skuteczności i jedyną sensowną drogą jest owego zera potwierdzenie na dalszych dystansach. Nie wspominając już o fakcie, że tabele te zwykle odnoszą się do dystansów podawanych w jardach, a nie w metrach.

Wybór pierwszego zera jest istotny, ale wymaga zrozumienia po co to jest, jakie rodzi konsekwencje i realnego potwierdzenia na długiej osi strzeleckiej. Rozłóżmy to na kawałki w zależności od wybranego zera i uwzględniając dane dla (lufa 16’, nabój M193, prędkość początkowa 3132 fps, overbore 2.5’, dystans podawany w yd).

◾ 25 yd - przewyższenie - 25 yd 0’ / 100 yd +5.91’ / 200 yd +9.61’ / max 227 yd +9,64’ / 300 yd +7.11’ / 400 yd -3.79’. Pomiędzy 25 a 400 yd pocisk wznosi się i opada na dystansie 12.49’.

◾ 36 yd - przewyższenie - 36 yd 0’ / 100 yd +2.94’ / 200 yd +3.7’ / 300 -1.75’ / 400 yd -15.60’. Pomiędzy 36 a 400 yd pocisk wznosi się i opada na dystansie 19,3’

◾ 50 yd - przewyższenie - 50 yd 0’ / 100 yd +1.46’ / max 150 yd 1.77 yd / 200 yd +0.74’ / 300 yd -6.18’ / 400 yd -21.51’. Pomiędzy 50 a 400 yd pocisk wznosi się i opada na dystansie 23.28

◾ 100 yd - przewyższenie - 100 yd 0’ / 200 yd -2.19’ / 300 yd -10.58’ / 400 yd -27.36’. Pomiędzy 100 a 400 yd pocisk wznosi się i opada na dystansie 27.36’

Tak prezentują się modelowe przykłady toru lotu pocisku w zależności od wybranego dystansu pierwszego zera. Który jest najlepszy? Oceńcie sami i dopasujcie do własnych preferencji. Osobiście zeruję swoje karabinki na 50 m oraz na 100 m. Wybór pomiędzy nimi determinuje typ optyki. W przypadku kolimatorów czy holografów jest to zawsze 50 m. Dystans ten pozwala na bezproblemowe osiągnięcie zadowalającej mnie grupy bez używania powiększalnika a przewyższenie spełnia moje wymagania. Chociaż opad na dystansach powyżej 300 m robi się znaczący, to jednak w tych bardziej “użytkowych” odległościach (0-300 m) tor lotu pocisku jest płaski a dostępność osi o długości 50 m (bez konieczności chodzenia z miarką) bardzo duża. Na zero w odległości 100 m decyduje się wówczas, gdy optyka wyposażona jest w jakiś rodzaj siatki pozwalający łatwo nanosić poprawki wraz ze wzrostem odległości do celu.

Z ciekawostek warto jeszcze przyjrzeć się rozmiarom grup zależnie od tego, jaki dystans uznamy za realny do strzelania przez nas.

◾ 0-400 m. Najlepiej wypada zero na odległości 25 yd. Łączny rozrzut 12.49’.
◾ 0-300 m. Zwycięzcą jest 36 yd. Łączny rozrzut 6.83’.
◾ 0-200 m. Z duża przewagą wygrywa 100 yd. Łączny rozrzut 2.5’.

Ta prosta ściąga pozwala szybko zdecydować, na jakim dystansie zerujemy swój karabinek podług naszych indywidualnych potrzeb.

➡ Wysokość montażu.

Ja wspomniałem wyżej - wszystkie te dane odnoszą się do overbore o wartości 2.5’. Tylko kto dziś używa tak nisko osadzonej optyki? Niemal nikt. Jak wiele razy słyszeliście od kogoś autorytarne “najlepsze zero jest na odległości X”, bez uprzedniego pytania, jak wysoki jest montaż twojej optyki? To książkowy przykład niezrozumienia tematu. Unity 2,26’ to około 3.47’ różnicy pomiędzy osią lufy oraz osią optyczną. Zachowanie odległości zerowania z rozpiski powyżej, drastycznie zmienia trajektorię lotu pocisku. Zwłaszcza na bliższych zerach (25 yd, 36 yd). Owszem, pierwsze zero zostaje zachowane, ale to, co dzieje się dalej to istny kosmos. Zero na 36 yd, przy użyciu Unity 2,26’, daje najgorszą grupę w dystansie 0-300 m. Tak tylko przypominam. Co ciekawe, modelowo najlepsze zero w zakresach 0-300 m dla montażu 2,26’ (overbore 3.47’) znajduje się na odległości 57 yd. Niezbędne jest uwzględnienie tej zmiennej przy wyborze swojego zera. W tym miejscu ujawnia się również przewaga zera na dystansie około 50 m. Jest to rozwiązanie bardziej uniwersalne sprzętowo niż mitologizowane, w zupełnym oderwaniu od sprzętowych realiów, zero na 36 yd(33 m).

➡ Prędkość początkowa.

No dobrze, a teraz weźcie te wszystkie dane i wyrzućcie do kosza. Dlaczego? A no dlatego, że niemal na pewno macie w szafie SBR. Krótsza lufa i większa kompaktowość ma swoją cenę. Tą ceną jest prędkość pocisku a co za tym idzie znacznie szybsze jego wyhamowanie i gwałtowniejszy opad. Kolejny faktor, który należy uwzględnić i wprowadzić do kalkulatora

➡ Metry vs jardy.

Metry i jardy nie są takie same. Jard stanowi 0,9144 metra. Na dystansie 300 m dystans rozjeżdża nam się o 28 yd. To dużo. W kwestii życia i śmierci bardzo dużo. Uwzględnijcie to koniecznie w swoich obliczeniach, jeżeli faktycznie podchodzicie do zerowania broni na poważnie.

➡ Amunicja.
Zupełnie odrębną, obszerną kwestią, jest amunicja oraz jej wpływ na trajektorię lotu pocisku. To na tyle istotny i duży temat, że poświęcę mu oddzielny wpis. Dziś wspomnę jedynie, że jest to parametr niezwykle istotny w doborze zera oraz jego ustawianiu.

➡ Podsumowanie.

W zerowaniu broni jedno jest pewne - nic nie jest pewne. Wszystko wymaga potwierdzenia i sprawdzenia. Sam proces nie jest nadmiernie skomplikowany. Przy użyciu darmowych narzędzi takich jak Shooterscalculator jesteście w stanie dosyć precyzyjnie wszystko zaplanować. Następnie pozostaje już tylko wyegzekwowanie autystycznie dokładnej grupy w tej części tarczy, w której powinna się ona pojawić. Po zakończonym procesie należy zabrać karabin na oś minimum 300 metrów i dokonać weryfikacji wykonanej pracy.

Ten prosty, aczkolwiek zaniedbywany proces to kamień węgielny strzelania z karabinu. Bez umiejętności precyzyjnego wyzerowania swojej optyki i głębokiego zrozumienia procesu, nie może być mowy o żadnym solidnym, strzeleckim skillu. To po prostu zabawa z bronią.

Do zobaczenia na strzelnicy. Marek🤘

Ps. Na wszelkie wątpliwości chętnie odpowiem w komentarzach. Tekst pisany na szybko z palca, w związku z tym “przekaz myśli”, może być nieco niespójny. Zapraszam!

Adres

Warsaw
00-210

Telefon

+48608840547

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Street Tactics umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Street Tactics:

Udostępnij

Kategoria