02/09/2026
Jadę samochodem wąską uliczką. Z naprzeciwka nadjeżdża osobówka, w środku facet wymachujacy rękoma i wykrzykujący coś do mnie. Mijamy się, otwieram okno a on KRZYCZY na mnie że wjeżdżam tu, choć przecież widać ze nie ma miejsca. Kiedyś zareagowałabym automatem. Zawsze na dwa sposoby, lękiem i ucieczką albo wybuchem i krzykiem.
Dziś już mój automat żadziej się odpala. Choć podnosi się stres, wiem co się we mnie uruchamia. Reaguję więc spokojnie. Odpowiedziałam mu żeby znalazł sobie kogoś uprzejmego do wysłuchania bo ewidentnie potrzebuje czułej rozmowy. Ja niestety nie mam teraz czasu :)
Kiedy się odpalasz, najczęściej to nie jest o tej sytuacji, która właśnie się wydarzyła.
To stary zapis, który się właśnie aktywował. Coś z przeszłości co zawsze uruchamia tę samą reakcję obronną. I nagle reagujesz zanim zdążysz pomyśleć.
Jak złapiesz ten moment – że to automat, a nie „prawda o świecie” – to nagle pojawia się przestrzeń. Możesz nie iść za tym. Możesz spokojniej zadziałać.
Filozofia wedyjska jak i wspolczesna psychologia mówią że te automatyczne reakcje to stare wzorce. I że nie da się ich z głowy wyrzucić siłą. Ale da się stworzyć przestrzeń, w której je zauważysz i oswoisz.
Kiedy ciało jest spięte, umysł też reaguje ostrzej. Przez ruch, pozycje asan i koncentrację na oddechu uczysz ciało, że nie musi od razu skakać w napięcie. Robi się spokojniej w układzie nerwowym, więc automat nie odpala się tak łatwo.
Obserwacja (ta czysta świadomość tego, co się dzieje) – to jest klucz. Zamiast od razu wchodzić w historię „on mnie wkurzył”, „to niesprawiedliwe”, po prostu patrzysz: o, pojawił się impuls, pojawiło się napięcie w brzuchu, pojawiła się myśl. Samo zauważenie już rozbraja automat.
Medytując trenujesz tę przerwę. Obserwacja oddechu czy myśli uczy łapania momentu, zanim reakcja Cię porwie. Z czasem ta przerwa robi się coraz szersza. I w niej pojawia się wybór.
Nie po to, żebyś stał się „zen” i nigdy więcej się nie odpalał.
Tylko po to, żeby między bodźcem a reakcją zrobiło się trochę miejsca.
Na