27/06/2026
Nasz wyjazd dobiega końca. Zostały nam jeszcze ostatnie treningi. Już teraz wiem, że będziemy wspominać te poranne wymarsze na zajęcia, te licytacje kogo bardziej bolą mięśnie po treningach i te norweskie widoki.
Bardzo intensywnie uczyliśmy się od sensei Aidan Trimble, sensei Matta Price'a i sensei Richarda Amosa.
Zajęcia były podzielone na 4 grupy:
- dzieci w wieku 7-12 lat
- 8kyu - 4kyu
- 3kyu - 1 kyu/2dan
- stopnie mistrzowskie/3dan+
Po każdej sesji podpytywałem naszą grupę, czego udało im się dowiedzieć i nauczyć. Słyszałem takie skrajności jak to, że w naszym klubie uczymy zupełnie czego innego (niż naucza sensei Amos) albo to, że wszyscy powtarzają to samo (po treningach z sensei Aidanem). Spieszę z wyjaśnieniem, co dokładnie się działo i jakie mam wrażenie z wydarzenia.
Z sensei Aidanem pracowaliśmy nad kata Kanku Dai oraz przebrnęliśmy niemal przez wszystkie pozycje w obronie przed uderzeniami prostymi. Po raz kolejny podziwialiśmy mistrzostwo, z jakim wykonuje i tłumaczy zastosowanie technik. Treningi z sensei Aidanem zawsze łączą w sobie rozrywkowość filmu akcji i wiedzę na poziomie uniwersyteckim. Samo dobro dla ciała i ducha.
Z senseiem Pricem pracowaliśmy nad zastawianiem pułapek w kumite oraz nauczyliśmy się kata Junro Shodan. Bardzo mi się podoba entuzjazm senseia Price'a, z jakim podchodzi do kwestii bicia ludzi. Jego ekspresyjność i lekki ton, z jakim prowadzi treningi sprawiają, że bardzo chce się w nich uczestniczyć, a bogate doświadczenie, które cały czas powiększa, na pewno zapewnią mu posłuch u bardzo szerokiej audiencji karateków. To było moje drugie spotkanie z sensei Pricem i mam nadzieję, że nie ostatnie.
Sensei Amos wprowadził nas w swój kihon, który był dla mnie absolutną nowością! Przerobiliśmy również elementy kata Gankaku. To były dla mnie trudne zajęcia. Techniki, które znam i wykonuję od lat, wymagały ode mnie bardzo dużo pracy umysłowej, aby wykonać je w sposób jaki proponuje sensei Amos. Bardzo interesujące postrzeganie mechaniki ciała i bardzo dużo wykorzystania przechodzenia z techniki w technikę. Jeśli miałbym spróbować opisać w skrócie esencję jego karate, to byłoby to niezamykanie swojego ciała w sztywnej formie i korzystnie ze swoich kończyn jak z nunchaku. Przyjemnie ogląda się kime, z jakim prezentuje swoje techniki. Tym bardziej, że ich mechanika jest dla mnie na dzień dzisiejszy niemal nie do powtórzenia.
Jestem zachwycony tym, czego udało mi się tutaj doświadczyć. Spróbuję jakoś w miarę składnie przekazać to Wam na naszych treningach. Do zobaczenia, już w poniedziałek, w naszym dojo!