07/09/2024
Będzie długo, ale przeczytajcie do końca.
Wczoraj był najsmutniejszy dzień w naszej sportowej drodze. Po defekcie na czasówce, na starcie wspólnym stawałyśmy zdeterminowane, pełne wiary i woli walki, świadome swojej dobrej formy i gotowe zostawić całe serce na trasie. I zaraz po starcie, po zaledwie trzech czy czterech obrotach korbą pękł nam łańcuch. Nowy łańcuch a dosłownie poszedł w strzępy. Pękł w dwóch miejscach (jak to w ogóle możliwe, żeby łańcuch pękł w dwóch miejscach naraz? To się przecież nie zdarza). Pękając uderzył w oponę z takim impetem, że uszkodził jeszcze koło.
Podbiegł do nas mechanik najpierw z irlandzkiego teamu potem nasz Jerzy Stawiński. Chcieli spiąć ten łańcuch, ale 10 cm łańcucha gdzieś wystrzeliło. Panowie chodzili dookoła i szukali brakującego fragmentu, ale nie mogli znaleźć. W końcu po około 40 minutach dostałyśmy naprawiony rower i ruszyłyśmy honorowo na trasę.
Przejechałyśmy 3 rundy, gdy podjechał do nas sędzia pytając „Co tu robicie? Przecież jesteście już DNF”. Tłumaczyłyśmy, że mamy już sprawny rower i chcemy jechać dalej, ale kazał nam zejść z trasy. A gdy zeszłyśmy, to jeszcze zostałyśmy zabrane na kontrolę antydopingową, na której spędziłyśmy prawie 3 godziny.
Nie ma takich słów, które opiszą, jak bardzo było nam przykro Razem z tym pękniętym łańcuchem pękły nam serca. Wypłakałyśmy morze łez. A z nami płakało wielu kibiców i osób z obsługi, którzy stali na starcie i widzieli co się dziej.
To trochę takie uczucie jakbyś robił najpiękniejszy tort urodzinowy dla bliskiej osoby. Robisz ten tort przez tydzień. Układasz tysiąc cieniutkich warstw. Rzeźbisz finezyjne zdobienia. I gdy już masz zanieść na stół swoje dzieło w uroczystym momencie, wszystko spada ci na dywan. I nic nie możesz zrobić. Nie pozbierasz już tego do kupy. Stoisz głupio z pustym talerzem w dłoniach i jeszcze masz dywan do prania.
Z tym, że my swój tort robiłyśmy trzy lata z dużym nakładem pracy i pieniędzy, z niejednym poświęceniem, z ogromnym wsparciem i zaangażowaniem innych osób. To co się wydarzyło wczoraj na starcie najważniejszego wyścigu było tak absurdalne, tak niewytłumaczalne, tak pozbawione sensu, tak nieopisanie przykre…
I stojąc z tym pustym talerzem w dłoniach zdałyśmy sobie sprawę, że to co najwartościowsze nie rozprysnęło się razem z tortem, że wciąż można świętować urodziny, a najważniejsza jest obecność tej bliskiej osoby.
Nasze rodziny i przyjaciele, ich słowa wsparcia, ich łzy, Gosia Biczyk i Mateusz Jarecki obok, kibice, którzy oklaskiwali nas jak największe bohaterki, gdy wsiadałyśmy ponownie na rower, policjant, który po wszystkim podszedł do nas z telefonem, gdzie w tłumaczu miał napisane, że dla niego jesteśmy zwyciężczyniami…
To są wspomnienia, które oprawimy w ramki i powiesimy w honorowym miejscu w sercu. I wrócimy silniejsze. Wrócimy bogatsze o całą gamę nowych doświadczeń, od tych radosnych, po te najbardziej gorzkie. Za wszystkie jesteśmy wdzięczne. Odkujemy się jeszcze DLA WAS . Jeśli nie teraz, to kiedyś. Jeszcze przyjdzie nasz czas.
Polski Komitet Paralimpijski
Ministerstwo Sportu i Turystyki
Polski Związek Sportu Niepełnosprawnych "Start"
Paracyling Team Poland
UNAWEZA Foundation
Wytrzymali.coach