Wybiegane mam

Wybiegane mam Świat biegów ultra widziany moimi NOGAMI
Czasem bardzo szczerze, czasem zupełnie prześmiewczo :)

Kiedyś wrócę do poważnego trenowania, teraz smakuję życie w inny sposób. Przez ostatnie lata żyłam bardzo skromnie. Ten ...
04/06/2024

Kiedyś wrócę do poważnego trenowania, teraz smakuję życie w inny sposób.

Przez ostatnie lata żyłam bardzo skromnie. Ten kto biega ultra wie o czym piszę. Pakiety, dojazdy, noclegi, ubranie, sprzęt... to nie są tanie rzeczy. Pasja pasją... ale przychodzi kiedyś taki moment chyba w życiu każdego biegacza górskiego, że mówi:

-Stop. Przecież moje życie kręci się wokół tego samego. Moje życie to tylko praca i trening, nie ma tam niczego więcej. Chcę odpocząć od trenowania. Nie tydzień, nie miesiąc. Daję sobie unlimited na wolne i mam to gdzieś co powiedzą/pomyślą inni. Że się skończyła, że się leni, że nie żyje dla ultra. To ultra ma być dla nas.

I tak oto kolejny kraj przemierzony (zamiast kolejnego pakietu by kończyć pod limit). Mało snu, dużo wrażeń. Przepiękne widoki, w które tak trudno uwierzyć, że są prawdziwe. Pływanie motorówkami, spacerowanie starówkami, chill w basenie, bieganie po okolicy.

Czarnogóra to kraj, w którym można napawać widoki, doznajesz ciarek jadąc samochodem, nie wiesz w którą stronę się obrócić. Zastanawiałam się mocno czy nasze Tatry są piękniejsze. No są. Sercem zawsze z naszymi... Ale to co spotkałam w Czarnogórze to jak makieta, jak pulpit Windowsa. Jak tapeta w czyimś w salonie. To było abstakcyjne i wciąż jest i tęskno do tego widoku. Jesienią kupując bilet na lot nie sądziłam, że będzie tak pięknie.

"Jeśli nie jesteś za gruby ani za chudy, nie masz rodziny na utrzymaniu, nie jesteś Tutsi ani Hutu te sprawy, musisz sobie odpowiedzieć na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie: co chcesz robić w życiu – i zacząć to robić."

Dziś mija równo rok odkąd na nowo zaczęłam życie i odpuściłam. Czy warto było szaleć tak? I spalać się jak ja? Myślę, że...
09/05/2024

Dziś mija równo rok odkąd na nowo zaczęłam życie i odpuściłam. Czy warto było szaleć tak? I spalać się jak ja?

Myślę, że TAK. Bo nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem, z ludźmi wokół których jestem. Myślę, że tak miało być.

Transformacja nie zadziałała od razu. Musiałam wiele przejść wzlotów i upadków, wiele musiałam przeżyć i przejść. Jak w ultra, raz z górki, raz pod górkę.

Życie wciąż mnie zaskakuje. To były cudne 365 dni.

Hejka 😊Zaniedbałam bloga i nie wiem kiedy wrócę do pisania 🙃Na razie żyję sobie, jestem szczęśliwa, zdrowa, wszystko w p...
04/03/2024

Hejka 😊

Zaniedbałam bloga i nie wiem kiedy wrócę do pisania 🙃

Na razie żyję sobie, jestem szczęśliwa, zdrowa, wszystko w porządeczku. Kiedy przestajesz informować świat na bieżąco o swoim życiu, wrzucać różne rzeczy, przestajesz się sugerować opinią innych, to nagle wszystkie sprawy zaczynają się dobrze układać 😊 ufasz swojemu osądowi i swojej intuicji 😉 przestałam się spowiadać ludziom ze swojego życia i to dało mi dużo wolności. Messenger nie pika, mam święty spokój, żyję zdecydowanie bardziej w realu z fizycznymi ludźmi będąc "tu i teraz" ❤️

Ostatnio ukończyłam wiek Chrystusowy, a że jestem numerologiczną trójką to dwie trójki powinny zrobić robotę.

Co u mnie (między innymi):
- jestem członkiem Toastmasters od ponad roku i uczę się przemawiania publicznego i umiejętności liderskich. Atencjuszką nadal więc pozostałam 😁😜
- zaczęłam podróżować. W konsekwencji nie udaje mi się tyle trenować co kiedyś, bo są to podróże z supermałym bagażowym plecakiem, do którego nie daje się rady upchnąć biegowego sprzętu.
- nabywam nowe umiejętności w pracy,
- oczywiście biegam ale zdecydowanie mniej. Po prostu. Nie leczę kontuzji - nie mam potrzeby tyle walić kilometrów ile kiedyś. Oczywiście, że wrócę do trenowania do biegów górskich ale nie mam w tej chwili parcia. Ceny odstraszają i uważam, że większość orgów nie przykłada się do tego co jest na punktach. Czekam na "lepsze czasy", gdzie dobiegając na punkt w nocy będzie ciepła zupa.

Sporo rzeczy udało mi się poukładać w głowie i nie mam parcia na odkrywanie siebie w górach 😉

Trzymta się tam 😁

13/11/2023

AŁA Ultramaratończyka, odcinek 69,
"Powód do DUMY", czyli ja po 135km 😄

4 miesiące. Tyle zajęło mi napisanie tego postu. Ale wiedziałam, że nie ruszę dalej zanim nie opiszę mojego pierwszego w...
07/11/2023

4 miesiące. Tyle zajęło mi napisanie tego postu. Ale wiedziałam, że nie ruszę dalej zanim nie opiszę mojego pierwszego w życiu, sromotnego DNFa bo dwukrotnego.

Moje całe bieganie wzięło się z porażek. Kiedyś tak się porządnie wkurzyłam, że od tamtej pory, niczym Forrest, biegałam codziennie. Przez 6 lat, do teraz. Do momentu gdzie dałam sobie przestrzeń na przyjrzenie się sobie. Ogólnie biegam 10, ale od tych 6 to tak na "poważnie". Chyba miałam już dość jak ten nieszczęsny Forrest. 4 lata przygotowywań do tego jedynego startu w życiu. I wszystko jak krew w piach.

Na tyle, że wkurw cały zszedł i zaczęłam się zastanawiać "PO CO ja to biegnę?". Nie musiałam nic udowadniać. Wcześniej napędzał mnie wkurw i chęć udowadniania wszem i wobec. Po UltraBiesie nastał ZEN.

Psychikę do tego biegu miałam niesamowicie silną. Ale motywacja. Zabrakło. Po prostu. Coś co mnie napędzało przestało istnieć. I uświadamiłam sobie, że przecież ja jestem zajebista i NIE MUSZĘ nikomu nic udowadniać. Bo sobie teraz nawet nie muszę.

Sam start oczywiście magiczny. Tłumy wiwatujące, mnóstwo znajomych. Noc była jakaś taka dziwna. Trochę się ścigałam. Padało kilka godzin, wpadłam nogą w kałużę. Biegłam sama, trzymając się ludzi.

Miałam najpiękniejszy ze wszystkich wschodów słońca w górach. Do dziś mam ciary na samo wspomnienie. Wybiegłam z góry i po prawej było piękne fioletowe pole, gdy odwróciłam głowę to znad gór wstawało słońce. Coś przepięknego. Dla tych chwil biegam to pieprzone ultra.

Rano mam przepak, nowe ubrania, nowa ja, swoje jedzonko, sudokrem, również znajome mordki. Potem asfalt. Duuuużo asfaltu. Nie pamiętam ile szłam ale bardzo długo. Na płaskim asfalcie. Miałam źle dobrane buty, w nocy przemoczyłam jedną stopę i musiałam założyć suche, nie było wyjścia.

Popłakałam nad tym chwilę na jakimś 80km kiedy wiedziałam, że 240 nie zrobię. Trochę sobie żartuję potem - to już ten moment gdzie wiesz, że musisz zrobić z innymi bekę.

Logistycznie też kulałam. Bo wiecie, ja zawsze wszystko K***A sama. Od małego. Nie lubię sie prosić o pomoc. Więc nawet torebki na przepakach były z napisem "Zosia Samosia". Uparłam się, że zrobię bez supportu. Szacun dla tych co robią 240 bez. (Mam nadzieję, że dyskusja, która rozgorzała da do myślenia orgom bo serio niektórzy nie chcą robić cygańskiego taboru na ultra, wioząc całą rodzinę na kilka dni by woziła ich śmierdzące gacie". Mi chodzi tylko i aż o coś ciepłego do jedzenia). Zastanawiałam się czy komuś proponować, ale szczerze nawet nie wiedziałam kogo. Mam ostatnio małe zaufanie do ludzi.

Do dziś jestem niesamowicie wzruszona na myśl o zajebistej Lovelasowej ekipie. Boszu, jak dobrze Was mieć! Dostałam od nich dużo psychicznego wsparcia i dobrego jedzonka z punktu.

Dalej było jeszcze trudniej. Pokonywałam trasę z Bartkiem, którego musiałam
nieco gonić. Gdyby nie to, to bym gdzieś została tam daleko i tyle by było z tego.

Ostatni punkt odżywczy bezlitosny. DNF, zabrakło parę minut. Stopa zaczyna nakurwiać od zbyt ciasno związanego buta. Mówią, jak chcecie to biegnijcie. Macie czas, macie DNFAa ale medal dostaniecie jak uda się Wam zrobić to w 27h.

Oczywiście, że kończę! Boli prawa stopa jak cholera ale nie ma opcji. Moja ambicja wtedy będzie kazała mi za rok ukończyć 130stkę, a naprawdę chciałam trochę inne biegi porobić. Poza tym wtedy bym musiała robić w tym roku Łemko, też z tej pieprzonej ultra-ambicji.

Zaczynamy liczyć w pewnym momencie w ile to zrobimy. No tak wychodziło na styk, pod limit 27h. Dzwonimy do orgów ile ewentualnie poczekają. Chwilę. GDY JA TO USŁYSZAŁAM... nie wiem jak to zrobiłam ale biegłam chyba z godzinę do samej mety. Już miałam dosyć. Chciałam to zrobić gdy jasno bo przecież czołówkę zostawiłam u Lovelasów by mnie czasem nie kusiło zdrzemnąć się w Kudowie i lecieć dalej.

No nie udało się dobiec nawet w te 27h, ale byli jeszcze. Zwijali metę, dali medal. Ten robiony na szybko - ten medal to jak cały bieg. Po mnie jeszcze dwie osoby kończą. Udało się "ukończyć" dla siebie, dla własnej satysfakcji. Byłam niesamowicie szczęśliwa. Pomimo DNFa.

Potem miałam problemy ze stopą (spuchła, kulałam) ale szybko ogarnęłam fizjo. W domu uroniłam parę gorzkich łez, bo oczywiście przykro mi było bo tak marzyłam, bo te przygotowania, bo trzeba znowu pod to trenować... Potem miałam najlepszy czas roztrenowania, przedłużył się do dziś.

Bardzo cieszę się, że znam całość trasy B7S. Bo ostatnie górki po tym pukcie to naprawdę kosmos. Teraz znając całość wiem co mnie czeka za 2 lata bo chciałabym wtedy ponownie podjąć się tej próby.

Nie tak miało to wyglądać, ale ja ostatnio na miękko przymuje różne rzeczy więc przyjęłam i tą. Wiem co zrobiłam źle.

S**t happens. Ja wiem, że najlepsze dopiero przede mną. Wiem, że to mnie umocni jak każda porażka.

Bo przecież biegam przez te porażki.

Jak tak patrzę na te zdjęcia... to ja chcę jeszcze raz. Potem jeszcze. I jeszcze. ❤️

Roztrenowanie po setce chyba czas zakończyć... 😅
14/05/2023

Roztrenowanie po setce chyba czas zakończyć... 😅

Bieg pod tytułem „Dziewczyna z kebabem” – bo jest to idealne podsumowanie tego ultra. Cieszę się, że historia zatoczyła ...
13/05/2023

Bieg pod tytułem „Dziewczyna z kebabem” – bo jest to idealne podsumowanie tego ultra. Cieszę się, że historia zatoczyła pięknie kólko. To tam, w Cisnej, gdy moje serce pękało na kawałki 4 lata temu, właśnie teraz się tam poskładało. Do Bieszczad wracam co rok, i zawsze po powrocie dzieją się Cuda. Za rok ponownie będę!

Pozwólcie, że zostawię sporo dla siebie – pierwszy raz w życiu. Było to dla mnie bardzo duchowe przeżycie.

Start o godzinie 22.00, przepiękna oprawa, pierwszy raz w życiu widzę taki piękny księżyc – jak w filmie. Jest ze mną fajna ekipa z Warszawy, w tym Karolina, z którą razem trenuję. Wesoły autokar, śmichy-chichy... nic nie zapowiada takiej walki.

Od początku biegu zastanawiam się po co ja tak naprawdę biegam ultra. Kilka dni wcześniej dzieje się coś co burzy moją dotychczasową motywację do biegów długodystansowych. Przecież ja nie muszę nikomu nic udowadniać. Jest to bieg-katharsis, dzięki któremu odpuściłam - sobie i nie tylko.

Na 20km dostaje olśnienia i wiem przynajmniej jedno – po co do tej pory robiłam ultra. Ultra zmienia. Nie jestem tą samą osobą i jestem Wdzięczna za to kim teraz jestem, że moja Droga się tak w życiu ułożyła, a nie inaczej. Wszystko było po coś.

Pokonuję kilometry z lekkością, wciąż zastanawiając się nad wieloma rzeczami. Biegnę sama, nie mam ochoty na niczyje towarzystwo. Na punkcie Lovelas są znajome osoby i dostaje kabel mocy. Staram się widzieć czerwone punkciki by nie zostać sama. Co jakiś czas lecą łzy. Oczyszam siebie z całego nagromadzonego żalu przez 4 lata. Nagle robi się jasno i mija 6h biegu.

Jestem w szoku, że ta noc mi tak szybko minęła na rozmyślaniu. Zaczynam swoją nierówną walkę z Biesem i Czadami czyli z legendą Bieszczad. Bies nie chce bym ukończyła, Czady ciągle psocom mi na drodze. Profil trasy robi się bardzo górzysty, zamulam, staram się nadganiać pewnego biegacza, mijam go w końcu i do końca trasy nie widzę. Zastanawiałam się przez jakiś czas czy na serio był wtedy ze mną czy to moje jakieś zwidy.

Ogólnie cała trasa jest bardzo przełajowa. W poprzek drzewa, gałęzie, co jest utrudnieniem dla moich krótkich nóg. Zbiegać też jest trudno, ze względu na stromość i kamyki. Chciałam dotrwać w jednym kawałku. Moje czwórki już bolą, dochodzi niedospanie. Umawiam się z Bogiem, zawieram pakt, że jak pomoże mi ukończyć to zrobię coś co muszę zrobić by się uwolnić raz na zawsze od przeszłości. Gdy dochodzę do punktu Sanok jestem 50 minut przed jego limitem. Jest ksiądz, jest kropidło, jest przepak. Czuję, że to znak.

Szybko ogarniam się i lecę dalej. Kolejna część trasy także upierdliwa. Przeklinam, płaczę, walczę z sobą, z czasem… Włączam Nocnego Kochanka i Braci Figo F***t. Cieszę się w duchu, że te tereny znam i nie muszę robić zdjęć. Turystów mijam, mam to gdzieś, że słucham takiej, a nie innej muzyki. Dodaje mi to siły. Kolejny punkt 10 minut przed limitem, ostatni dosłownie na styk. Nic nie zabieram wszystko mam.

3h do końca limitu, 10 km. Ostatnie 6,5km to naprawdę ciężka przeprawa, znowu długie podejścia, mam już prawie 100 km w nogach i 5 tysięcy przewyższeń. Czytam smsy od znajomych. Ile ja się naklnęlam w tych Bieszczadach…

Wyobraźcie sobie być z samym sobą przez 22h… Tutaj nie ma nikogo na trasie. Jeden fotograf na trasie, nikogo więcej nie widziałam. Miałam naprawdę ogromną motywacje by to skończyć z powodów osobistych.

Ukończyłam bieg na 20 minut przed limitem. Jest to niesamowite ile człowiek ma w sobie mocy. Nie sądziłam, że biegać pod limit jest naprawdę ciężko, jest ogromna presja. Szacun dla każdej osoby, która ukończyła bieg pod limit. To ile hartu ducha posiadają takie osoby… niezwykłe. Oklaskiwać, oklaskiwać i jeszcze raz oklaskiwać.

Zrobiłam swoją drugą setkę i naprawdę – zrobiłam tam w Bieszczadach rachunek sumienia przez cały bieg. Wiem też, że nawet jak nie wiem po co to robię – to podczas trasy potrafię znaleźć powód dla którego muszę to ukończyć. Ukończyłam – cieszę się, bo było naprawdę sporo DNFów. Ukończyłam – i musiałam po biegu coś zrobić. Takie domknięcie. Dla samej siebie. Potrzebne mi to było.

A co do „Dziewczyny z Kebabem” – śpiewałam sobie przez całe 105km co jakiś czas, znając tylko i wyłącznie dwa wersy refrenu. Trzeba będzie pójść na koncert.

Finalnie 5te miejsce K30 czas - 21:41:05 - ani na chwilę nie usiadłam.

I finalnie nie ma zwycięzcy tej potyczki jak w legendzie - niczym jak San i Bies zostawiłam po prostu przeszłość za sobą.

ZROBIŁAM ŻYCIÓWKĘ W PÓŁMARATONIE, A MIAŁO MNIE TAM NIE BYĆ ❤️ Cross Kampinos  - to o nich mowa ❤️Pakiet kupiłam na 10 mi...
29/04/2023

ZROBIŁAM ŻYCIÓWKĘ W PÓŁMARATONIE, A MIAŁO MNIE TAM NIE BYĆ ❤️ Cross Kampinos - to o nich mowa ❤️

Pakiet kupiłam na 10 minut przed biegiem, więc włączył się przycisk rywalizacji.

Byłam 3. do 4km ale stwierdziłam, że odpuszczam rywalizację, gdy widziałam jakie tempo ma dziewczyna, która mnie wyprzedziła. Miałam inne założenia - chciałam po prostu biec poniżej 6.00. Trzymałam się tempa od 5:20 do 5:55.

NAWET NIE WIDZIAŁAM ILE FINALNIE MA TEN BIEG KM. Na 14 km dopytałam faceta, który napierał w podobnym tempie do mojego od początku – serio, pytałam na ile ten PÓŁmaraton 😅 Po odpowiedzi, że ma 21 km, odpowiedziałam, że „co tak mało” - i chyba go zdemotywowałam bo został w tyle 🙈

Jestem przyzwyczajona, że biegi trailowe to mają tylko w nazwie półmaraton, że zawsze wychodzi więcej.

Na sam koniec na szczęście spotykam szybką dychę i trzymam się chłopaków. Na 19km już pragnę być na mecie i pić piwko.

Wbiegam na nią wraz z chłopakiem z dychy, który mnie dopinguje bym razem z nim docisnęła na końcu.

No i w taki oto sposób zrobiłam po 4 latach życiówkę! 💪 Gdybym wiedziała, że to ten dzień naprawdę bym się postarała bardziej, by przycisnąć jeszcze bo siły były. Wyszło na połówkę 1:58:23. Czas poprawiony o 20 sekund, ale ile przy tym radości. Czas pomyśleć o czymś asfaltowym by coś jeszcze skrócić. Zaznaczam, że to bieg trailowy, tam czasy liczy się inaczej.

Finalnie 7 OPEN, więc całkiem spoko. Wstydu nie było – bo szczerze ja wolę dłuższe dystanse.

Mogę z całym sercem polecić ten bieg. Organizacja, wspaniali wolo, fajne gadżety w pakiecie. Świetny termin na ultra – w kwietniu trudno o taki dystans. Byłam już drugi raz, zrobiłam jesienią maraton. I mam nadzieję, że następnym razem uda się zrobić ultra.

Kampinos jest piękny o tej porze roku! 🦋⚘️😍

A ZA TYDZIEŃ ZABAWA NA UltraBies Biegi Górskie NA DYSTANSIE 104KM 😄

Przed 12 stoję w Żabce po bieganiu po Oshee, o którym marzyłam od początku treningu, a tam kolejka po Żubry i Żubrówki. ...
10/04/2023

Przed 12 stoję w Żabce po bieganiu po Oshee, o którym marzyłam od początku treningu, a tam kolejka po Żubry i Żubrówki. Standardowo.

09/04/2023

Obudzona przez naturę w Wielkanoc.
Coś pięknego 😊
Wesołego Alleluja! 🐣🐇🦋🌷🐞

Adres

Warsaw

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Wybiegane mam umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij