24/04/2026
Korci mnie żeby już gdzieś popłynąć, ale noce cały czas są zimne. Może uznacie że jestem mięczakiem, ale wg moich standardów jest trochę jeszcze za zimno na spanie w namiocie i wchodzenie na boso do rzeki. Plany już mam, i to nawet dość szczegółowe.
W międzyczasie czasie, w zeszłym tygodniu zamieniłam łódkę na rower. Już w zeszłym roku chciałam przejechać trasę R10 wzdłuż polskiego wybrzeża. Tak trochę testowo, żeby sprawdzić, czy ten rower i sakwy to coś fajnego, czy jednak nie dla mnie.
W zeszłym roku, w swojej naiwności myślałam, że jak wpadnę na pomysł wyjazdu, to kupię bilet na kolejny dzień, dla siebie i dla roweru. Nic bardziej mylnego. Okazało się, że kupienie biletu na pociąg do Świnoujścia wraz z rowerem, to gra, która zaczynam się 30 dni przed wyjazdem, o 00:30... Ale nic to! W zeszłym tygodniu sprawdziłam i dało się kupić bilet z dnia na dzień. Pewnie dlatego że jest jeszcze mocno przed sezonem. Sprawdziłam prognozę pogody i wiatr i zdecydowałam się na odwrotny do typowego kierunek, czyli z Helu do Świnoujścia. Tak, żeby wiatr mi trochę pomagał , a w każdym razie nie przeszkadzał. Kupiłam bilet, spakowałam dwie sakwy i pojechałam. I było pięknie, cicho i pusto! Nie wiedziałam, że na wybrzeżu może być aż tak pusto. Nawet większość żabek była pozamykana. Otwartej restauracji też trzeba było mocno szukać. Za to na bookingu były tylko oferty nowoczesnych pensjonatów, które prześcigały się ceną (kto da niższą) za nocleg, najczęściej ze śniadaniem. I nie trzeba było wybierać i szukać, żeby nie trafić na stare domki z dykty... Bo te były nieczynne. Dostępne były tylko te obiekty, które mają ogrzewanie. Więc nowoczesne.
I tak, w pięć dni pokonałam trasę 430 km.
Trasa znana, więc nie będę jej opisywać, aczkolwiek zaskoczyła mnie ilość nieprzyjemnego szutru, takiego grubego, z nieprzyjemnymi kamieniami pryskającymi spod kół. Oraz przeraziła budowa elektrowni w gminie Choczewo. Znam te rejony z letnich wakacji, a trasa R10 przebiega przez budowę. Wykarczowano baaaardzo dużo lasu, znane miejsca są nie do poznania....
Z ciekawostek, spotkałam wilka. Chyba wystraszył się bardziej niż ja :-)
A na końcu, w Świnoujściu, czekała nam nie niezawodna Magda, moje wsparcie logistyczne w czasie rzecznych wypraw. Magda i jej niespodziankowy tort, na których wioślarka jedzie na rowerze tyłem:-) trzeba mieć wyobraźnię:-) Magdalena bardzo dziękuję, jesteś Niezawodna!