16/04/2026
Dzisiejszy post będzie pochwalno-motywująco-doceniający.
Ania – bo to ona jest bohaterką dzisiejszego wpisu – przyszła do mnie w październiku wraz z mężem (hej, Marek!), by zrobić sportową formę, głównie pod wyjazd na narty, który miał się odbyć na początku 2026 roku. Praca miała trwać maksymalnie 3 miesiące.
Podczas wywiadu dowiedziałem się, że Ania z Markiem potrzebują głównie zrobić tzw. core – wzmocnić mięśnie przykręgosłupowe, poprawić stabilizację ciała i ogarnąć wszystko, co będzie potrzebne na nartach, by wyciągnąć z wyjazdu jak najwięcej. To zapaleni narciarze, więc o leżeniu w bólach nie było mowy.
***
Nie chcę zdradzać całej historii, ale wszystko potoczyło się nieszczęśliwie i wyjazd nie doszedł do skutku (hej, Marek!). Ania jednak ćwiczyła dalej.
Mijał czas – ćwiczymy dalej core, przeplatamy treningi wzmacniające z treningami siłowymi i od jakiegoś czasu zaczęło dziać się coś bardzo ciekawego i przyjemnego.
Dzięki ogromnej pracy na siłowni oraz sumienności w domu Ania zaczęła dostrzegać zmianę w swoim ciele.
Odchudzanie nie było początkowym celem – miało być raczej skutkiem ubocznym naszej walki o dobrą formę pod narty, a tu proszę.
Mija 6 miesięcy – Ania jest w ciągłym treningu, nie spinamy się mocno na gubienie wagi, a efekty są bardzo dobre.
Ania dźwiga duże ciężary, a potencjał jest na znacznie więcej. Z osoby, która raczej nie pałała do siłowni czystą miłością, stała się kimś, kto dalej jej nie kocha, ale wie, że aktywność jest ważna. Ma silny charakter i – mimo że czasem się nie chce – przychodzi i dźwiga kilogramy z uśmiechem na ustach.
Bądź jak Ania!