20/08/2026
🌊 Wyjście z Nieuwpoort w południe , gdy woda jest jeszcze spokojna i szybko zamieniły się warunki w 6 w skali bft. Przejście do Ramsgate, gdzie angielskie wybrzeże wita mgłą i zapachem innego morza. A potem to, o czym marzy każdy żeglarz — Tamiza. Do Londynu szliśmy trasą górną, przez kanały Estuarium od strony pełnego morza. Wejście jachtem w serce Londynu, mijając miejsca, które większość ludzi ogląda tylko z lądu. Sun Odyssey 50 pod polską banderą, na tle miasta, które nie spodziewało się takiej “inwazji”. 🇵🇱
Wracaliśmy z Londynu trasą dolną, bliżej wybrzeża Kentu, ponownie przez Ramsgate, a potem przez Dunkierkę — miejsce, które samą nazwą przypomina, że to morze pamięta więcej, niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.
Za sterem kapitan Piotr — prowadził delikatnie, spokojnie, bez zbędnych szarpnięć. Bo prawdziwe przywództwo na morzu nie polega na sile, tylko na wyczuciu. Ale rejs to zawsze załoga. Pierwszy oficer Robert, na którym można było polegać w każdej chwili. Bosman Rafał, który trzymał pokład w ryzach. Skiper Krzysztof, na którego wiedzę i rękę zawsze można było liczyć. I szef kuchni Kacper — bo bez ciepłego posiłku po nocnej wachcie żaden rejs nie miałby sensu. Umówmy się: bez niego byśmy nie dali rady. ⛵
A do tego załoganci — Kasia, Tomek i Bartek. Bo bez nich, ich energii, śmiechu i gotowości do działania o każdej porze, ten rejs byłby po prostu nudny. To oni sprawili, że pokład żył. 🌊
Co zostaje po takim rejsie? Nie zdjęcia. Nie liczby przepłyniętych mil. Zostaje ta cisza na wachcie nocnej, gdy świat schodzi do trzech rzeczy: wiatru, kursu i własnych myśli. Morze nie negocjuje. Uczy pokory, cierpliwości i tego, że najlepsze plany to te, które potrafisz zmienić.
15–21 sierpnia 2026. Załoga, która zaufała. Kapitan, który poprowadził. Kurs, który się udał.
Do zobaczenia na następnej wachcie. 🧭