24/11/2022
Podobno rzadko kto stosuje strategię typu „Domyśl się” w relacjach.
Podobno. Może nie w tych konkretnych słowach, ale nieświadomie stosujemy ją, tylko inaczej.
Nic więc dziwnego, że „coś nie pykło”,czy „ona nie słucha/rozumie, co do niej mówię”.
I tak dalej.
I przez to, niezwykle mocno, możemy być w takiej relacji samotni.
I nie tylko dlatego, że ten ktoś (z kim rozmawiasz) możliwe, że jest niewidomy na Twoje cierpienie (z różnych, ważnych dla tej osoby powodów), ale może właśnie dlatego, że skutkuje to spotkaniem się ze „ścianą”, głuchym telefonem czy zmianą tematu.
I choćbyśmy bardzo chcieli, żeby było inaczej, to nasi najbliżsi dysponują tylko tym, co aktualnie mają u siebie w wyposażeniu.
A tam już może być różnie…
I nie jest to jakieś wielkie zaskoczenie, a bardziej smutne fakty.
To smutne, ale tak duża część osób była tak mocno i głęboko zraniona w relacjach z najbliższymi, że bycie PRZY Twoim cierpieniu tak blisko może być dla nich REALNYM zagrożeniem.
Jakim?
Chociażby skonfrontowanie się (podczas słuchania Ciebie) ze swoim cierpieniem, na które mogą nie być gotowi. Tam w środku mogą zachodzić TAKIE procesy, że jakakolwiek reakcja jest wyzwaniem, a co dopiero pomoc.
Dostrzeżenie Ciebie na tyle wyraźnie, żeby być z Tobą blisko, współczuć, może być ogromnym wyzwaniem. Bo żeby ten ktoś współczuł Tobie, wpierw musiałby umieć to współczucie okazać sobie.
A tam też może być różnie…
No i jedziemy tak obok siebie na wózku.
No i może dlatego cierpimy.
Oni i my.
No bo to, że wiedza na temat emocji kuleje, to raczej nie jest jakąś zapewne dużą niespodzianką, jak i to, że jest to zjawisko globalne. Ale też nie jest to wytłumaczenie na bierne oczekiwanie „domysłów” od rozmówcy.
Bez jasnego komunikatu o naszych oczekiwaniach, pragnieniach, potrzebach, ciężko będzie uzyskać upragnioną odpowiedź albo to, że ktoś „wpadnie” na to, co masz na myśli, np:
Jak się Tobą opiekować w trakcie, kiedy Ty cierpisz?
Jak i co/czy mówić w trakcie rozmowy?
Jak i wiele, wiele innych ustaleń, które są bardzo realne do wprowadzenia, przy założeniu, że MY TE SWOJE PRAGNIENIA ZNAMY.
A tu też czasem różnie, prawda?
To dlatego Budda mówił, że źródłem cierpienia jest pragnienie.
Pragniemy czegoś, czego nie możemy dostać, albo czegoś, co w realnym świecie nie istnieje.
No i możemy się oburzać, wkurzać i zrywać więzi. No możemy.
Też jest to jakieś „rozwiązanie”.
Tylko czy to wtedy nie jest już krzywda, którą będziemy robić sobie sami?
Co spowoduje, że jeszcze bardziej będziemy w tym cierpieniu samotni?
Możliwe.
A możliwe, że to najlepsza decyzja.
Bo po skonfrontowaniu się z rzeczywistością nagle okazuje się, że ludzie nie zawsze chcą tego, czego my chcemy, nie zawsze mogą nam to dać. A w ogóle nasza fantazja i świat wokół nas to dwie różne rzeczy – jak mawiał Jon Frederickson.
A my możemy też „zaakceptować” to, że ktoś jest niewidomy, i wziąć odpowiedzialność za swoje potrzeby i pragnienia.
Co możliwe, że będzie się wiązało z wielokrotnym „przypominaniem” się niewidomemu.
Może. Nie wiem. Nie znam Twojej konkretnej sytuacji.
Bo to nie nasze pragnienia czy uczucia z nimi związane nas ranią, tylko mechanizmy obronne.
Projektowanie na drugą osobę „założeń”, że nie słucha/rozumie czy to, że „ma gdzieś”.
Możliwe, że tak też jest, ale bez ROZMOWY o tym, czego PRAGNĘ I POTRZEBUJĘ, na KONKRETACH ta osoba małe ma szanse, że się domyśli…
Bardzo małe…
Dlatego może warto częściej słuchać, co do siebie mówimy w relacji z innymi?
Bo może się okazać, że my tak naprawdę bezpośrednio to z NIMI nie rozmawiamy – z innymi dla nas ważnymi osobami, które wielokrotnie były głuche i niewidome na to, co u nas się działo.
Może.
Tak że podsumowując – to, dlaczego ktoś reaguje tak, a nie inaczej, jest zbiorem przeróżnych możliwości, nie do wypisania przy jednym wpisie.
A opcji na rozwiązanie / dogadanie się jest proporcjonalnie tyle samo.
Jak i to, CZY w ogóle WARTO to robić.
To, co na pewno warto, to słuchać siebie i tego, co Ty chcesz z tym zrobić i jak.
Bo to jedyny wpływ, jaki masz.
PS Jeśli Ci się podobało, to daj koniecznie znać w komentarzu albo udostępnij.
Rozłożymy sobie wszystkie zagwozdki na czynniki pierwsze. 😊