Bieg a My

Bieg a My Album o bieganiu związany z regionem
wareckim.

Trenujesz, ale nie widzisz efektów? Często spotykamy się z takimi formami perswazji. No i tu zaczyna się dylemat. Czy bi...
02/02/2023

Trenujesz, ale nie widzisz efektów?
Często spotykamy się z takimi formami perswazji. No i tu zaczyna się dylemat. Czy biegam tylko po to, żeby się trochę poruszać? Czy też liczę na jakieś stopniowe efekty, coraz lepsze wyniki, wzmocnioną kondycję? No i jak to konstruktywnie robić?

Wytrzymałość biegowa… Jak się okazuje, to jeden z najważniejszych czynników treningów.
Co to takiego? Odporność na ból? Na zmęczenie? Na trudne warunki atmosferyczne?

Po raz kolejny rozmawiam o fachowym bieganiu z Przemysławem Dąbrowskim, mistrzem na długich dystansach, trenerem, nauczycielem, pasjonatą biegania.

A.R. Wytrzymałość biegowa może kojarzyć się z wytrzymałością na ból. Czy ma to coś wspólnego z bieganiem na zmęczonych nogach albo w trudnych warunkach, np. podczas mrozu, wiatru, śniegu, deszczu bądź upału i palącego słońca?

P.D. Tak. Każda taka wytrzymałość kształci naszą mentalność, a także sprawność fizyczną. Wszystko to dzieje się przez chęć zmian w naszym życiu. Osobom ćwiczącym cechy motoryczne łatwiej spojrzeć również na inne przeszkody w życiu, łatwiej pokonywać swoje słabości. Podczas treningów czy na zawodach zawsze pojawiają się jakieś trudności. Najważniejsze, aby się nie poddawać.

A.R. Czy wytrzymałość biegową należy ćwiczyć szczególnie do zawodów długodystansowych, np. maratonów?

P.D. Do każdych zawodów musimy mieć pewną wytrzymałość. Oczywiście do maratonów należy mieć jej więcej ze względu na długość czasu pracy naszego organizmu podczas biegu. Jeśli przygotowujemy się pod krótsze dystanse, to na treningach biegamy mniejszy kilometraż niż w kontekście maratonu.

A.R. Jak ćwiczyć wytrzymałość biegową? Czy jest to systematyczne, częste bieganie ( 5 – 6 razy w tygodniu)? Czy na takich treningach należy ćwiczyć tempówki, ale przy równoczesnym pokonywaniu dłuższych niż 10 km dystansów?

P.D. Dokładnie. Chodzi nie tylko o większy kilometraż, ale także częstość, czyli systematyczność i intensywność treningów; bieganie – w pierwszym i w drugim zakresie intensywności (tętna). Większy kilometraż wpływa na kształtowanie wytrzymałości.

A.R. Czy istotą wytrzymałości biegowej jest również wykształcenie odporności na ból? Np. biegamy pomimo dużego zmęczenia, z powodu dzień wcześniej wykonywanego treningu szybkościowego lub podbiegów? Albo po nieprzespanej nocy, w ogólnym znużeniu?

P.D. Musimy najpierw wyczuć, skąd bierze się to zmęczenie, rozmawiać ze swoim organizmem, bo inne jest znużenie codziennie wykonywaną pracą, a inne – po prostu z lenistwa. Bieganie na zmęczonych dzień wcześniej nogach może być jak najbardziej również treningiem wytrzymałości biegowej. Ale są takie sytuacje, związane ze zdrowiem, że lepiej przełożyć trening na inny dzień.

A.R. Czy do pokonywania maratonów potrzebna jest również zdolność organizmu do radzenia sobie z głodem i pragnieniem? Czy to też można jakoś wyćwiczyć?

P.D. Oczywiście, to kwestia bardzo ważna, należy ją ćwiczyć, ponieważ do przebiegnięcia maratonu, potrzeba jest dużo „paliwa”. Należy podczas biegu dostarczać organizmowi dostatecznej ilości węglowodanów, zarówno w pożywieniu, ja i w płynie. Mówimy tu o żelach, izotonikach, a także wodzie. Musimy do tego przyzwyczaić organizm i ćwiczyć to na treningach.

A.R. Jak zwykle, gdy znamy już teorię, trzeba bardzo uważać, aby prawidłowo wdrożyć ją w praktykę. Jak trenować wytrzymałość biegową, aby nie przesadzić, nie ponieść uszczerbku na zdrowiu?

P.D. Należy dostosować trening i ilość kilometrów pod konkretną osobę, zindywidualizować plan. Każdy z nas jest inny, posiada inny staż biegowy, inne doświadczenia i predyspozycje organizmu. Wszystko zależy od naszego poziomu sportowego, a także od wykonywanej pracy, bo tak samo jak sam trening, potrzebna jest odpowiednia regeneracja po nim. Pamiętajmy też o zbilansowanej diecie, ćwiczeniach wzmacniających i rozciągających. Właściwie jest to dostosowanie do biegania całego swojego stylu życia. Zapominając o tym, łatwo możemy pójść w odwrotnym do zamierzonego kierunku.

A.R. A więc – wytrzymałość biegowa, to po prostu - trenuj często, z przeszkodami, ale głowę miej wysoko, nad barkami!
Bardzo dziękuję za wyczerpujące odpowiedzi!

8-9 października 2022 r., Ultra Kotlina, 140 km, Szklarska PorębaAgnieszka Wiśniewska – 3. miejsce w kategorii K40Kto ma...
25/11/2022

8-9 października 2022 r., Ultra Kotlina, 140 km, Szklarska Poręba
Agnieszka Wiśniewska – 3. miejsce w kategorii K40

Kto ma uszy, niechaj słucha...

Choć od tego wyczynu minęło już półtora miesiąca, nie sposób o tym zapomnieć. Co gorsza, nie sposób znaleźć odpowiednie słowa, które mogłyby należycie podsumować kolejny niewymierny sukces naszej koleżanki z Białobrzegów, Agnieszki Wiśniewskiej. Zastanawiając się nad jakością tego tekstu i koniecznością adekwatnego przedstawienia sytuacji do jej realiów, doszłam do odpowiedzi na nurtujące mnie od dawna pytanie- dlaczego gazety i inne media sportowe właściwie milczą na temat dokonań ultrasów? I dlaczego nie ukazała się jeszcze żadna porządna publikacja dotycząca sukcesów i jakże inspirującej drogi biegowej – samej Agnieszki?

„ Na ten bieg przygotowywałam się cały rok ...Bo trenujesz cały czas, a zawody są tylko od czasu do czasu ...I wszytko pod ten swój wyjątkowy wyczyn. Długie wybiegania miały na ogół nie więcej niż 25 km ..Ale w międzyczasie zaliczyłam inne zawody, jak na przykład Cross Kampinos – 68 km. Bardzo fajnie to wyszło, jako dobry trening przed Ultra Kotliną.
Start i meta biegu były w Szklarskiej Porębie, początek o godzinie 5 rano. Plan? Przy takich dystansach zawsze zakładam, żeby po prostu szczęśliwie i zdrowo przebiec. Początek biegu zaczął się ostro - podbieg pod Szrenice, najwyższy szczyt w Szklarskiej 1361 m, ciemno, mglisto i rześko, potem kierunek - Karpacz na Snieżkę … Tam już bardzo wietrznie i mglisto ... Pierwsze 90 km ubywa bardzo szybko i bardzo sprawnie, mamy dużo czasu do przodu. Na 62. km przepak, czyste i suche buty, ciepły posiłek, którego od startu bardzo mi brakowało - ultra musi mieć naprawdę dobre paliwo. Postoje z budżetem przeważnie co 12- 15 km, herbatka, owoce, słodycze, ser żółty, rodzynki, kabanosy ....Każdy coś dla siebie wybierze. Następna zupka na 90. km, co dla mnie to jednak za mało i po drodze pierwszy raz zaznaczamy z innymi biegaczami „stacje paliw”. I hot dog poczynił cuda! Do 100. km zleciało i ...przyszło zmęczenie, dał się we znaki deficyt spania po 19 h biegu ....Walczę ...kolejne 2 godziny...Zaliczam nawet mały pieniek w lesie. 4 minuty odpoczynku robią jednak swoje, mała kofeina i wracam do żywych.
Jeśli chodzi o ból ...- kolana czujesz do 60. km. Potem nie czujesz nic ...Głowa leci, a „ultra” to głowa...Resztę trasy pokonujemy wolniej i spokojniej. Oby do rana ...Od 4 rano robi się znacznie zimniej ...Ale powoli zbliżamy się do mety ...I mamy to! O 8.00 miksujemy się z czasem 28.01 h, 144 km, ponad 5450 m przewyższeń … 5. open kobieta i 3. w kategorii K40! Nieplanowany, a piękny wynik !
Teraz regeneracja - dwa tygodnie zero biegania. Ogólnie roztrenowanie, bo to był mój ostatni Ultra Bieg w tym roku. Od stycznia nowe plany biegowe, nowe cele i następne marzenia do spełnienia ....Jakie ? Opowiem Wam jak przyjdzie na to czas. Powiem jedno, chcę więcej, bo wiem, że to jeszcze nie mój kres ...Chcę wyjść jeszcze bardziej ze swojej strefy komfortu, chcę poznać następne swoje granice bólu, wysiłki, wytrzymałości Ultra, siła, moc! Kocham to, kocham długie, niekończące się bieganie. Masz wtedy tyle czasu na poukładane sobie w głowie ...Na przemyślenia ... Kocham Góry"

Co dodać? Media milczą

Bez aplauzu, bo Aga nie zalicza hurtowo „co tydzień” przysłowiowych „dyszek”. Choć mogłaby lokalnie błyszczeć na podium z częstotliwością błyskawicy. Mogłaby zawojować „dyszkami” Warkę, Białobrzegi, Kozienice… Na trofea nie starczyłoby jej miejsca na półce… Zdjęcia, vivat na Facebooku, wywiady, kolorowe, otoczone serduszkami posty, gratulacje…

Czy o to chodzi?

Język medialny nie umie sobie z tym poradzić. Bo ona kocha góry, kocha bieganie, kocha przekraczać granicę bólu - a nie rozgłos. I tak naprawdę większość jej życia to nie są wzloty i sukcesy, ale ciągły, mozolny, konsekwentny, cierpliwy – trening.
Większość jej życia to praca, by zasłużyć sobie na te chwile najwyższego szczęścia – po przekroczeniu mety.
Praca Syzyfa, który w skupieniu i z tęsknotą, nieustannie skupia wzrok tylko na jednym – szczycie…Choćby szczytem tylko - miał pozostać…

XVII BIEG PUŁASKIEGO , 9 października 2022,Dystans 10 kmWyniki open1. Mateusz Gos, 31:042. Łukasz Więckowski,  34:063. P...
14/10/2022

XVII BIEG PUŁASKIEGO , 9 października 2022,
Dystans 10 km

Wyniki open
1. Mateusz Gos, 31:04
2. Łukasz Więckowski, 34:06
3. Piotr Basiak, 35:08

Kobiety
1. Maria Cześnik, 38:26
2. Julia Szymkowicz, 39:27
3. Karolina Graczyk, 39:48

Piękne zawody po dość zróżnicowanej trasie. Sporo zakrętów, troszkę łagodnego podbiegu, asfalt, kostka, chodnik...
Bardzo wysoki poziom open, ale w tym roku, wśród zwycięskich mężczyzn znaleźli się sami mieszkańcy Warki! 💪💪💪
Najlepsze kobiety - niedoscignione niestety przez żadną z warczanek - trzy niesamowicie szybkie, wszechstronnie wysportowane zawodniczki! I każda z nich osiągnęła wyśmienity czas poniżej 40 minut! 💪💪💪
Wśród mieszkanek Warki dość wyrównany wyścig, bo każda z trzech najlepszych osiągnęła wynik ponad 45 minut:
1. Diana Zielińska, 45:11
2. Olena Oliinyk, 45:22
3. Agnieszka Rudnicka, 45:38

No cóż? Jeden wniosek. Trzeba ćwiczyć, rozsądnie trenować, wzmacniać organizm...
I marzyć. Bez tego ani rusz.
A wyniki open mówią same za siebie. Próbujmy, walczmy, nie ustawajmy. Bo "jeżeli chcesz prędko mieć wiele.... Bardzo szybko okaże się, że nie masz nic... ". ( Ciekawe, czyje to słowa? 🤔😉)

Kiedy On biega???Robert Jastrzębski – Bison Ultra Trail, dystans 100 km (104 km)     „Pierwszy był z Agnieszką, a potem ...
03/10/2022

Kiedy On biega???
Robert Jastrzębski – Bison Ultra Trail, dystans 100 km (104 km)

„Pierwszy był z Agnieszką, a potem jakoś poszło…”

Tak skwitował swój udział w trzech kolejnych i jedynych jak na razie edycjach Bison Ultra Trail w Supraślu. Miło mi się zrobiło, bo rzeczywiście powróciły te jedne z piękniejszych wspomnień w moim życiu, gdy dwa lata temu zdecydowaliśmy się z Robertem na moje pierwsze ultra, czyli 50 km po Puszczy Knyszyńskiej. Wtedy miałam nadzieję, że skoro wzięliśmy wspólnie udział w pierwszej edycji, nie odpuścimy także kolejnych – razem, a dystans będziemy sukcesywnie zwiększać. Jednak mi ten pierwszy poważny bieg ultra po trudnych terenach puszczy bardzo dał się we znaki… I jakoś tak wyszło, że przez niedogodny zbieg wypadków nie mogłam wybrać się na kolejny w przyszłym roku. Potem przeszkodził Maraton Warszawski, który odbywa się pod koniec września i jest moim kultowym założeniem co roku. Bison zawsze organizowany na początku października, gdy pogoda już „podupada” i raczej szansa na suche podłoże i wysoką temperaturę - jest nikła… Nie dawało się pogodzić terminowo z Warszawskim.
Robert Bruno Jastrzębski nie odpuścił. Od trzech lat ( z przerwą covidową) wiernie bierze w tej eskapadzie udział, sukcesywnie podnosząc sobie poprzeczkę, aż stanęło na tej najwyższej – 100 kilometrów! I to był dla Niego tego roku priorytet.

Paradoksalny klucz do sukcesu

Trenował długie wybiegania, ale powoli, bez szaleństwa, raczej z dużą dozą ostrożności, mając z tyłu głowy ważne zagadnienie „kumulacji sił” na ten wyjątkowy jedyny, morderczy dzień.
To niebywałe, jak umie uparcie trzymać się swoich założeń i nie dać się ponieść emocjom. Może to jest właśnie kluczem do jego sukcesu…
Było kilka wybiegań po 25 km i jakieś trzy tygodnie przed Bisonem zrobiliśmy wspólnie 30 km… Dziwiło mnie trochę, że przygotowując się do przebiegnięcia 100 km – biega praktycznie mniej ode mnie, której założenie to tylko maraton. Bruno nigdy nie przesadzał z tempem. Raczej powstrzymywał nas przed „zawirowaniami”, przed zbytnią frywolnością podczas treningów. Najpierw zakładał 5:30 min/km podczas długich wybiegań, aby na Bisonie osiągnąć średnie tempo 6:00/km. Niestety, bardzo mokra pogoda i trudności terenu pokazały, że się przeliczył.
Pewnie niewielu wie, że Bruno prowadzi też bardzo wyczerpujący tryb życia, pracuje po 12 godzin, często także nocami. Taka nieregularność snu i nikły odpoczynek powodują częste stany ogólnego osłabienia, zarówno fizycznego, jak i psychicznego. Przy tym wszystkim, pokonuje w tygodniu setki kilometrów rowerem i jeszcze znajduje czas na długie wybiegania. Ostrożność, jeśli chodzi o udział w zawodach oraz unikanie treningów na najwyższych obrotach – z rozsądku wpisał sobie jako główne założenia swoich przygotowań.

Wśród wszystkich „ultra”, ten Bison był najtrudniejszy

- W tamtym roku przebiegłem w Radkowie 85 km oraz na Bisonie 70 km. W Radkowie było bardzo trudno, ale przez deszcz, tegoroczny Bison dał mi się bardziej we znaki. Najgorsze podbiegi po takim grząskim gruncie, pod niektóre trzeba było podchodzić, poza tym sporo mniejszych górek. Bardzo dużo błota i kałuż, więc słaba przyczepność, ślisko. Przez całe 60 km nieustannie padało, byłem cały przemoczony, woda w butach. Myślałem wtedy tylko o tym, żeby dobiec do przepaku i się przebrać. Dodatkowo ruchy utrudniały liczne otarcia. Wielką radość sprawiła mi chwila, gdy na zegarku pojawiło się 100 km i to z czasem poniżej 12 godzin! Do mety zostały jeszcze 4 km, ale po płaskim terenie, więc nie były trudne.
Gdyby nie tak ciężkie warunki pogodowe, poszłoby o wiele lepiej. Myślę, że na tych pierwszych 60 km zużyłem przez deszcz tyle energii, ile normalnie wystarczyłoby mi na cały bieg. Już wtedy czułem ból z powodu otarć, ale adrenalina pchała mnie do przodu.

A gdzie kryzysy na 100 km? To jest szok!!!

Gdy natarczywie pytałam kilka razy Bruna o kryzysy, te najgorsze chwile, gdy ma się wszystkiego dość, a w głowie pojawia się jedyna myśl – przerwać tę farsę…, Robert nieustępliwie odpowiadał:
– Biegłem wolno, nie było ich, tylko pogoda przeszkadzała, bóle jakby reumatyczne z przemoknięcia…
I to jest cały Bruno. Słabość nie wynika z jego własnej bezsiły, ale z otoczenia, które funduje nam niemiłe niespodzianki, ale i tych nie dość, bo przecież co postanowione, tak ma być…
Niebywale twardy od wewnątrz, choć posturą raczej bardzo delikatny. Zawsze dużo opowiada o sobie, z czego można ulec pokusie nieopatrznego posądzenia go o egocentryzm… Ale to jest złudzenie.
Gdy tydzień wcześniej przebiegłam Maraton Warszawski, zaraz po przeskoczeniu linii mety, gdy nogi kurczowo odmówiły mi na chwilę posłuszeństwa – słyszę telefon. Patrzę, Bruno dzwoni. Odebrać czy dać sobie chwilę na dojście do siebie? Skąd wiedział, że trzeba zadzwonić właśnie w takim momencie ? Czy widział, jak przekraczam metę? W pozycji „klęczek”, gdzieś na betonie obok śmietnika, gdzie wokół mnie mnóstwo „ciał dogorywających” z grymasem bólu na twarzy – wyciągnęłam telefon.
- Cześć Agnieszka….
Bruno myśli, kalkuluje, przewiduje, wylicza… Ale robi to nie swoim genialnym umysłem, lecz ogromnym, ciepłym, oddanym sercem.
Jest ostrożny, racjonalny, przewidujący, odpowiedzialny. Ale u Niego – to są zalety serca.
Dlatego kryzys pojawi się może kiedyś na Jego biegowej drodze… Nie na 60., nie na 40. kilometrze Maratonu lub Ultra… Może pojawić się nawet na 2. kilometrze – tylko wtedy, gdy na jego drodze zabraknie ludzi, o których mógłby się martwić.

Co dalej?

Robert podjął się już największego wyzwania na Bisonie. Pokonał trasę 104 km w 12 godzin i 22 minuty. Większość drogi przebiegł w nocy (start o 3 godzinie nad ranem) i w rzęsistym deszczu. Udowodnił, że jest twardy i konsekwentny. Co teraz zaplanuje?
- Na razie chcę poprawić wyniki na krótszych dystansach. W kwietniu być może pobiegnę Cracovia Maraton. Przede mną jednak już za kilka dni Bieg Pułaskiego w Warce. Trzeba trenować, żeby nie dobiec ostatnim – śmieje się.
Znając go, nie będzie oszalały gnał do przodu. Przebiegnie jak na Bruna przystało, przyzwoicie, ale bez nerwów, bez ścigania. W międzyczasie rozejrzy się za bliskimi… Czy aby nie mają kryzysów.
A na mecie powie jak zwykle – Agnieszka, bez przesady… Czego tu oczekiwać. Tydzień po Bisonie…To była tylko regeneracja.
Trzymaj się, Bruno, i ciągle – regeneruj- po nieznośnych nawałnicach tego świata! Bo właśnie w ten sposób – wygrywasz sam ze sobą …

Kiedy On biega???Robert Jastrzębski – Bison Ultra Trail, dystans 100 km (104 km)          „Pierwszy był z Agnieszką, a p...
03/10/2022

Kiedy On biega???
Robert Jastrzębski – Bison Ultra Trail, dystans 100 km (104 km)

„Pierwszy był z Agnieszką, a potem jakoś poszło…”
Tak skwitował swój udział w trzech kolejnych i jedynych jak na razie edycjach Bison Ultra Trail w Supraślu. Miło mi się zrobiło, bo rzeczywiście powróciły te jedne z piękniejszych wspomnień w moim życiu, gdy dwa lata temu zdecydowaliśmy się z Robertem na moje pierwsze ultra, czyli 50 km po Puszczy Knyszyńskiej. Wtedy miałam nadzieję, że skoro wzięliśmy wspólnie udział w pierwszej edycji, nie odpuścimy także kolejnych – razem, a dystans będziemy sukcesywnie zwiększać. Jednak mi ten pierwszy poważny bieg ultra po trudnych terenach puszczy bardzo dał się we znaki… I jakoś tak wyszło, że przez niedogodny zbieg wypadków nie mogłam wybrać się na kolejny w przyszłym roku. Potem przeszkodził Maraton Warszawski, który odbywa się pod koniec września i jest moim kultowym założeniem co roku. Bison zawsze organizowany na początku października, gdy pogoda już „podupada” i raczej szansa na suche podłoże i wysoką temperaturę - jest nikła… Nie dawało się pogodzić terminowo z Warszawskim.
Robert Bruno Jastrzębski nie odpuścił. Od trzech lat ( z przerwą covidową) wiernie bierze w tej eskapadzie udział, sukcesywnie podnosząc sobie poprzeczkę, aż stanęło na tej najwyższej – 100 kilometrów! I to był dla Niego tego roku priorytet.

Paradoksalny klucz do sukcesu

Trenował długie wybiegania, ale powoli, bez szaleństwa, raczej z dużą dozą ostrożności, mając z tyłu głowy ważne zagadnienie „kumulacji sił” na ten wyjątkowy jedyny, morderczy dzień.
To niebywałe, jak umie uparcie trzymać się swoich założeń i nie dać się ponieść emocjom. Może to jest właśnie kluczem do jego sukcesu…
Było kilka wybiegań po 25 km i jakieś trzy tygodnie przed Bisonem zrobiliśmy wspólnie 30 km… Dziwiło mnie trochę, że przygotowując się do przebiegnięcia 100 km – biega praktycznie mniej ode mnie, której założenie to tylko maraton. Bruno nigdy nie przesadzał z tempem. Raczej powstrzymywał nas przed „zawirowaniami”, przed zbytnią frywolnością podczas treningów. Najpierw zakładał 5:30 min/km podczas długich wybiegań, aby na Bisonie osiągnąć średnie tempo 6:00/km. Niestety, bardzo mokra pogoda i trudności terenu pokazały, że się przeliczył.
Pewnie niewielu wie, że Bruno prowadzi też bardzo wyczerpujący tryb życia, pracuje po 12 godzin, często także nocami. Taka nieregularność snu i nikły odpoczynek powodują częste stany ogólnego osłabienia, zarówno fizycznego, jak i psychicznego. Przy tym wszystkim, pokonuje w tygodniu setki kilometrów rowerem i jeszcze znajduje czas na długie wybiegania. Ostrożność, jeśli chodzi o udział w zawodach oraz unikanie treningów na najwyższych obrotach – z rozsądku, wpisał sobie jako główne założenia swoich przygotowań.

Wśród wszystkich „ultra”, ten Bison był najtrudniejszy

- W tamtym roku przebiegłem w Radkowie 85 km oraz na Bisonie 70 km. W Radkowie było bardzo trudno, ale przez deszcz, tegoroczny Bison dał mi się bardziej we znaki. Najgorsze podbiegi po takim grząskim gruncie, pod niektóre trzeba było podchodzić, poza tym sporo mniejszych górek. Bardzo dużo błota i kałuż, więc słaba przyczepność, ślisko. Przez całe 60 km nieustannie padało, byłem cały przemoczony, woda w butach. Myślałem wtedy tylko o tym, żeby dobie do przepaku i się przebrać. Dodatkowo ruchy utrudniały liczne otarcia. Wielką radość sprawiła mi chwila, gdy na zegarku pojawiło się 100 km i to z czasem poniżej 12 godzin! Do mety zostały jeszcze 4 km, ale po płaskim terenie, więc nie były trudne.
Gdyby nie tak ciężkie warunki pogodowe, poszłoby o wiele lepiej. Myślę, że na tych pierwszych 60 km zużyłem przez deszcz tyle energii, ile normalnie wystarczyłoby mi na cały bieg. Już wtedy czułem ból z powodu otarć, ale adrenalina pchała mnie do przodu.

A gdzie kryzysy na 100 km? To jest szok!!!

Gdy natarczywie pytałam kilka razy Bruna o kryzysy, te najgorsze chwile, gdy ma się wszystkiego dość, a w głowie pojawia się jedyna myśl – przerwać tę farsę…, Robert nieustępliwie odpowiadał:
– Biegłem wolno, nie było ich, tylko pogoda przeszkadzała, bóle jakby reumatyczne z przemoknięcia…
I to jest cały Bruno. Słabość nie wynika z jego własnej bezsiły, ale z otoczenia, które funduje nam niemiłe niespodzianki, ale i tych nie dość, bo przecież co postanowione, tak ma być…
Niebywale twardy od wewnątrz, choć posturą raczej bardzo delikatny. Zawsze dużo opowiada o sobie, z czego można ulec pokusie nieopatrznego posądzenia go o egocentryzm… Ale to jest złudzenie.
Gdy tydzień wcześniej przebiegłam Maraton Warszawski, zaraz po przeskoczeniu linii mety, gdy nogi kurczowo odmówiły mi na chwilę posłuszeństwa – słyszę telefon. Patrzę, Bruno dzwoni. Odebrać czy dać sobie chwilę na dojście do siebie? Skąd wiedział, że trzeba zadzwonić właśnie w tej chwili? Czy widział, jak przekraczam metę? W pozycji „klęczek”, gdzieś na betonie obok śmietnika, gdzie wokół mnie mnóstwo „ciał dogorywających” z grymasem bólu na twarzy – wyciągnęłam telefon.
- Cześć Agnieszka….
Bruno myśli, kalkuluje, przewiduje, wylicza… Ale to robi nie swoim genialnym umysłem, ale ogromnym, ciepłym, oddanym sercem.
Jest ostrożny, racjonalny, przewidujący, odpowiedzialny. Ale u Niego – to są zalety serca.
Dlatego kryzys pojawi się może kiedyś na Jego biegowej drodze… Nie na 60., nie na 40. kilometrze Maratonu lub Ultra… Może pojawić nawet na 2. kilometrze – tylko wtedy, gdy na jego drodze zabraknie ludzi, o których mógłby się martwić.

Co dalej?

Robert podjął się już największego wyzwania na Bisonie. Pokonał trasę 104 km w 12 godzin i 22 minuty. Większość drogi przebiegł w nocy (start o 3 godzinie nad ranem) i w rzęsistym deszczu. Udowodnił, że jest twardy i konsekwentny. Co teraz zaplanuje?
- Na razie chcę poprawić wyniki na krótszych dystansach. W kwietniu być może pobiegnę Cracovia Maraton. Przede mną jednak już za kilka dni Bieg Pułaskiego w Warce. Trzeba trenować, żeby nie dobiec ostatnim – śmieje się.
Znając go, nie będzie oszalały gnał do przodu. Przebiegnie jak na Bruna przystało, przyzwoicie, ale bez nerwów, bez ścigania. W międzyczasie rozejrzy się za bliskimi… Czy aby nie mają kryzysów.
A na mecie powie jak zwykle – Agnieszka, bez przesady… Czego tu oczekiwać. Tydzień po Bisonie…To była tylko regeneracja.
Trzymaj się, Bruno, i ciągle – regeneruj- po nieznośnych nawałnicach tego świata! Bo właśnie w ten sposób – wygrywasz sam ze sobą …

Chyba trzeba tam biegać! 😀💪 18 września 2022 roku odbył się jubileuszowy 40. Łowicki Półmaraton Jesieni. Z wareckich bie...
20/09/2022

Chyba trzeba tam biegać! 😀💪

18 września 2022 roku odbył się jubileuszowy 40. Łowicki Półmaraton Jesieni. Z wareckich biegaczy wzięły tam udział 4 osoby. Jedna z nich, 74 -letnia Marta Mikołajczyk, zajęła I miejsce w swojej kategorii wiekowej!
Relację barwnie zdał Maciej Rudnicki, który tym razem pobiegł treningowo i relaksacyjnie, jako wsparcie dla kolegi Darka Bobrowskiego, co odniosło pożądany skutek! 😆💪👊

"Zawody zorganizowane na bardzo wysokim poziomie, wszystko dopięte na ostatni guzik. Bardzo bogate pakiety startowe ( koszulka, dżemy i sałatki z przetwórni w Łowiczu itp.)
Z okazji 40. edycji biegu na koniec wszyscy zostali poczęstowani przepysznym tortem.
Start biegu umiejscowiony był na stadionie miejskim, biegło się cztery kółka po 5,3km każde, po mieście.
Pogoda idealna do biegania (13 stopni, pochmurno, ale bez deszczu). Na starcie stanęło 370 zawodników.
Zdecydowałem się startować w ostatniej chwili po namowie Darka, poprosił mnie, aby pobiec z nim i pomóc złamać dwie godziny. Zrobił to z nawiązką, bo nasze czasy to poniżej 1,55.
Biegłem cały czas z Darkiem.
W przyszłym roku chciałbym oczywiście pobiec ten bieg znowu, warto tam wrócić".

Z wyników i ilości zawodników można wywnioskować, że całkiem przyjemne to zawody, a i przeciętny biegacz miałby z kim porywalizować💪👍
Wyniki open
1. miejsce Bartłomiej Falkowski, czas 1:10:32
2. miejsce Seweryn Duda, czas 1:15:12
3. miejsce Artur Kamiński, czas 1:15:20
Kobiety open
1. miejsce Małgorzata Michalak-Matter, czas 1:30:25
2. miejsce Agnieszka Markiewicz, czas 1:33:53
3. miejsce Agata Tomaszczyk, czas 1:36:36

Wyniki biegaczy z Warki
Maciej Rudnicki, czas 1:54:27
Dariusz Borowski, czas 1:54:45
Marta Mikołajczyk, czas 1:58:45, 1.miejsce K70!

Z wareckich biegaczy startował również Cristo Wasiliew, ale niestety, kontuzja nie pozwoliła mu dokończyć biegu.
Jesteśmy pełni podziwu dla naszej najstarszej wareckiej biegaczki, Marty Mikołajczyk, która, jak relacjonuje Maciej Rudnicki, biegła profesjonalnie, miarowo, bez szarpania tempa. A trzeba dodać, że wystartowała w tym półmaratonie zaraz na drugi dzień po zawodach Energetyczna Dycha w Kozienicach! 😱😁💪💪💪
Ciągle się od Niej uczymy!

Pierwszy Cross Campinos za nami! To było niezwykłe wydarzenie biegowe. Na pewno nie dla krótkodystansowców, na pewno nie...
17/09/2022

Pierwszy Cross Campinos za nami!

To było niezwykłe wydarzenie biegowe. Na pewno nie dla krótkodystansowców, na pewno nie dla sprintetów, gdyż trasa po Puszczy Kampinoskiej jest bardzo wymagająca.
Ale posłuchajmy relacji wprost spod ręki znawczyni i koneserki takiego ambitnego biegania, która już podczas pierwszej edycji tych zawodów, 3 września, stanęła na podium najdłuższego z organizowanych tam dystansów - 65 km!
Aga Wiśniewska z Białobrzegów zajęła tam 2. miejsce open kobiet! 💪👏👏👏

"Trasa piękna ,malownicza, byłam tam pierwszy raz ..Paweł Sadkowski mnie namówił na ten bieg, bo jechał ze znajomymi ..I pojechałam ... Start 6 rano ,pogoda super, rześko, więc pierwsze 30km baja ...Lecę w czołówce - na dystansie 65km, bo tyle miało być, ale wyszło 66.200 🤣🤣🤣Nogi niosą,teren leśny ,później dużo piachu ,korzeni ,bagna ,kładki, ale super pięknie ,bufety fajne ,mili i pomocni wolontariusze ,kilometry ubywają same ....Naprawdę ... Zaczynam czuć zmęczenie już koło 40km, zwalniam, choć cały czas biegnę ... Na 17 km pierwszy upadek, 🤣🤣🤣zaczepiam o konar ...Potem drugi na 57 km, ale tu już bardziej nogi zmęczone 🙈🙈🙈🙉🙉Ale lecę ...wiem już ,że długo za mną nikogo nie ma ,lecę sama... Wiem ,że jestem 2. kobieta i jak nie zwolnię, to te 8km już do mety i utrzymam miejsce . Pogoda daje się we znaki, ale podążam do celu ....Walczę. A co w głowie ? Super od samego początku, miałam dobry dzień, choć po ostatnich złych i niemiłych doświadczeniach w górach, bałam się o swoją głowę ...A ultra, to przecież głowa ....Wszystko zależy od niej .
Dobiegam w końcu do mety - szczęśliwa i zmęczona ...Jestem 2. open kobieta i 7 open w generalce....Mega zadowolona 💪💪, z motywacją na dalsze marzenia, na podnoszenie poprzeczki ...
Wrócę tam na pewno, to już wiem ....Było super ..."
Polecamy wszystkim Cross Campinos na każdy koniec lata. Cudne przeżycie biegowe i estetyczne. Na tak długich dystansach biegnie się praktycznie samemu kilka godzin w środku głuchej, dziewiczej puszczy.
Wybór dystansów jest tu bardzo duży : 12 km ,21 km, 42 km i 65km. Każdy może znaleźć coś dla siebie.
Aga dobiegła z kompletnym czasem 6:46:23 (!), ale trasa podarowała jej w prezencie jeszcze ponad kilometr...
Tylko km? O nie! My wiemy, co on znaczy podczas maratonu lub tym bardziej - ultra!
Aga, jesteś niesamowita! Motywuj nas dalej! Duuuużo zdrówka!

VII Półmaraton Praski, Warszawa 3.09.22, godzina 21:00Sprawdzian możliwości na doskonałej trasie!      Tym razem nie ma ...
04/09/2022

VII Półmaraton Praski, Warszawa 3.09.22, godzina 21:00
Sprawdzian możliwości na doskonałej trasie!

Tym razem nie ma chyba wymówek. Kto pracował rzetelnie w upalne lato, na takiej trasie, w taki właśnie dzień, a raczej noc – mógł zrobić w końcu życiówkę. Kto nie zrobił… Nic nie traci, a wyciąga tylko bardzo potrzebne do dalszych owocnych treningów wnioski. Bo bieganie to ciągła sinusoida. Nie może być monotonnie.
Chyba większość biegaczy biorących udział w tegorocznym Półmaratonie Praskim jest jednak podobnego zdania. To był ten właściwy moment, by wycisnąć z siebie wszystko, bo nie dało się zrzucić winy na pogodę – była idealna, ani na trudną trasę – tu wystąpił tylko jeden podbieg pod wiadukt. Dystans półmaratoński wyśmienicie sprawdza naszą wytrzymałość tempową. Jednocześnie jest czymś ambitniejszym niż klasyczna dyszka, którą jakimś fartem można dość szybko przebyć i się nie zamęczyć. Stopniowo przyzwyczaja organizm do naprawdę wysokich obrotów i długotrwałego wysiłku, jakim jest maraton.
Jak co roku – zawody na bardzo wysokim poziomie. Startowały 4073 osoby, w tym 1039 kobiet. Najlepsi to często elita biegowa w skali ogólnopolskiej. Ich wyniki powalają:

mężczyźni
1. miejsce Adam Nowicki, czas 1:04:14
2. miejsce Kamil Jastrzębski, czas 1:06:25
3. miejsce Mariusz Giżyński, czas 1:07:17
kobiety
1. miejsce Iwona Bernardelli, czas 1:14:01
2. miejsce Emilia Mazek, czas 1:14:55
3. miejsce Beata Popadiak, czas 1:18:12

Z ekipy wareckiej na największą uwagę zasługuje Piotr Basiak. Pobiegł on bezkonkurencyjnie wobec innych naszych zawodników i znacznie poprawił swój półmaratoński wynik. Osiągnął piękny czas 1:18:01!!! Jest to niezachwiany dowód na to, że rzetelne, cierpliwe, systematyczne treningi, nawet w upalne lato, muszą prędzej czy później zaowocować sukcesem. Najdogodniejszą na to porą jest właśnie schyłek lata i sezon jesienny.
Piotr Basiak jest bardzo zadowolony ze swego osiągnięcia i zechciał podzielić się z nami swoimi refleksjami:
- Blisko 4 minuty szybciej pokonałem ten dystans niż poprzednim razem, a przy tym naprawdę komfortowo się czułem podczas biegu, co oznacza, że jest jeszcze zapas na tę chwilę. To mój nowy rekord życiowy na dystansie półmaratonu. Taki dystans jest dla mnie nadal wypadkową przygotowań do krótszych biegów, ponieważ w okresie przygotowawczym biegam zazwyczaj sporo kilometrów, po czym dobrze jest sprawdzić swoje możliwości. Podczas treningów do dystansu 10km pracuję głównie nad wytrzymałością, a tą najlepiej sprawdzić na tzw. połówce. W założeniach mam, żeby biegać jeden półmaraton w roku.
Myślę, że jeżeli chodzi o biegi półmaratońskie, to trasa tego biegu jest zdecydowanie najbardziej sprzyjająca osiąganiu wartościowych rezultatów. Dosłownie jeden podbieg pod wiadukt, który odczułem w nogach, ale zaraz po tym był zbieg, więc szybko się to zrównoważyło. Poza tym, płasko i kilka delikatnych zbiegów. Przed biegiem dopadł mnie lekki stres, który spowodował dyskomfort w brzuchu i niestety utrzymywało się to w trakcie biegu, przez co bałem się rozwinąć w pełni skrzydła, aby przedwcześnie nie zakończyć zawodów. Teraz do końca jesieni zdecydowanym priorytetem jest dystans 10 km i poprawa rekordu życiowego z konkretnymi założeniami...
Chyba nic dodać na temat tego pięknie, sukcesywnie zapracowanego wyniku i klimatu Półmaratonu Praskiego. Piotr od dawna dla wielu z nas jest ekspertem, jeśli chodzi o teorię i praktykę solidnego, racjonalnego trenowania. Tu i teraz – chyba jednak w zupełności, choć jak zwykle „z głową”, rozwinął skrzydła!

Wyniki biegaczy z Warki bądź klubu KS Start Pułaski Warka:
Piotr Basiak, czas 1:18:01
Norbert Ścisłowski, czas 1:25:06
Radosław Regulski, czas 1:33:16
Maciej Rudnicki, czas 1:39:22
Diana Zielińska, czas 1:39:39
Paweł Regulski, czas 1:41:11
Justyna Wójtowicz, czas 1:47:06
Mariusz Szumpur, czas 1:47:06
Agnieszka Sułecka Chłopicka, czas 1:59:04
Rafał Zieliński, czas 1:59:33

Wielkie gratulacje! Pamiętajcie, że tylko trening – czyni Mistrza!

Adres

Warka
05-660

Telefon

+48535833667

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Bieg a My umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Kategoria