28/05/2026
Oldboje znów w akcji. Ponownie najlepszy Dąb Tomice, ale Halniak Maków Podhalański depcze mu po korzeniach…
Relacja: Paweł Kręcioch
Liga oldbojów to coś znacznie więcej niż tabela i zdobyte punkty. Zwycięstwa i sportowa rywalizacja budzą emocje, bez nich rozgrywki by nie zaistniały, ale prawdziwa ich wartość kryje się w historiach ludzi, którzy od lat spotykają się na boisku. Wspomnienia meczów, piłkarskich przyjaźni budują atmosferę i stają się fundamentem działania drużyn. W tej relacji chcemy skupić się przede wszystkim na emocjach, „wycieczkach” do przeszłości i piłkarskiej pasji, która mimo upływu lat wciąż pozostaje żywa.
Drugi z czterech turniejów został rozegrany w Bystrej. Tak samo jak pierwszy – „tomicki – stał na dobrym poziomie organizacyjnym i sportowym. Najbardziej wyrównane pojedynki toczyli: Dąb Tomice z Halniakiem Maków Podhalański (1:1) i KS Bystra ze Skawą Wadowice (3:2). Tym samym Dąb stracił pierwsze punkty, a KS Bystra zaliczył premierową „trójkę” w lidze.
Wyniki drugiego turnieju:
KS Bystra – Halniak Maków Podhalański 1:4
Bramki: Grzegorz Siepak – Jacek Stróżak 2, Józef Kurdas, Karol Głuc.
Dąb Tomice – Skawa Wadowice 6:1
Bramki: Daniel Pawlik 2, Krzysztof Dyrcz 2, Sebastian Zybek, Sebastian Handzlik – Marek Łopata.
Dąb Tomice – Halniak Maków Podhalański 1:1
Bramki: Grzegorz Jurecki – Karol Głuc.
KS Bystra – Skawa Wadowice 3:2
Bartłomiej Mikołajczyk 2, Józef Trzop – Łukasz Koczot, Bartosz Warchał.
Halniak Maków Podhalański – Skawa Wadowice 6:2
Bramki: Paweł Krzeszowiak 2, Jacek Stróżak 2, Krzysztof Sarnicki, Józef Kurdas – Bartosz Warchał, Marek Łopata.
KS Bystra – Dąb Tomice 2:4
Bramki: Marcin Błachut, Ryszard Reif – Krzysztof Dyrcz 2, Sebastian Zybek, Daniel Pawlik.
Zawody sędziowali Józef Nieciąg i Jerzy Pająk.
Klasyfikacja po dwóch turniejach:
1.Dąb Tomice - 6 meczów, 16 pkt, bramki: 22:7
2.Halniak Maków Podh. – 6 meczów, 13 pkt, bramki 18:7
3.KS Bystra – 6 meczów, 3 pkt, bramki: 7:18
4.Skawa Wadowice – 6 meczów, 3 pkt, bramki: 7:22
Po turnieju swoimi przemyśleniami i piłkarskimi historiami podzielili się zawodnicy z wszystkich klubów.
Sebastian Zybek, Dąb Tomice
- Świetnie, że ta liga ruszyła, bo w innych okręgach istnieją od dawna – mówi Sebastian Zybek. - W naszym podokręgu jest bardzo dużo klubów. Chłopaki kończą grę i nie mają gdzie później się spotkać. Sądziłem, że będzie w oldbojach „w ogonie”, ale gdy zebrała się kadra, pomyślałem, że może uda mam się coś wygrać. Na razie sobie radzimy. Bardzo pozytywnie zaskakuje mnie Halniak Maków Podhalański. To starsza drużyna, ale jej zawodnicy wytrzymują kondycyjnie, mimo niezbyt szerokiej kadry. Widać u nich doświadczenie z wyższych lig, mądre poruszanie się po boisku.
Piłkarz odniósł się do swoich kilku trafień w dwóch rundach ligi:
- Oczywiście satysfakcjonuje to, że mogę pomóc drużynie i że człowiek po kilku latach nie zapomniał czucia piłki.
Sięgając do piłkarskich wspomnień mówi:
- Największym moim i drużyny Dębu Tomice sukcesem był awans do klasy A w 2018 roku. Osiągnęliśmy to wygrywając wyjazdowy derbowy mecz z Wikliniarzem Woźniki 2:0. Strzeliłem wtedy gola. Po awansie na inaugurację graliśmy z Orłem Wieprz na własnym boisku. Do 90 minuty remisowaliśmy 2:2. Byłem kapitanem zespołu, grałem w środku obrony i w ostatniej akcji, gdy egzekwowaliśmy rzut rożny, ruszyłem do przodu i po „umówionej” z moim kuzynem Mateuszem Mamcarczykiem centrze na „krótki” słupek, trafiłem do siatki głową. To była duża euforia. Wspomnienie tych meczów nadal jest mi bliskie. Gdy zaczynałem grać w piłkę, boiska nie były zbyt dobrze przygotowane, a przy złej pogodzie rzadko odwoływało się mecze. Kiedyś graliśmy w Lachowicach w wodzie po kostki, sędzia uznał, że boisko się nadaje. Z kolei w Sułkowicach w trakcie meczu przyszła taka śnieżyca, że w kilka minut nasypało dziesięć centymetrów śniegu. Ten mecz też dokończyliśmy.
Tomasz Mikołajczyk, Skawa Wadowice
- Meczem, który najbardziej utkwił mi w pamięci było derbowe starcie z Iskrą Klecza na stadionie Skawy – wspomina Tomasz Mikołajczyk, popularny „Koja”. – Pojawiło się na tym meczu ponad 1000 kibiców, byli wszędzie, na trybunach, a także wokół barierek okalających stadion. Wygraliśmy 2:0 a ja strzeliłem gola po asyście mojego kolegi z ataku Darka Kolbra. W tym samym sezonie zdobyłem swoją najładniejszą bramkę po uderzeniu „nożycami” z 16 metrów w meczu z Błyskawicą Marcówka na jej boisku. Wygraliśmy 3:0. Zresztą to była świetna runda w naszym wykonaniu, bo pod wodzą trenera Jacka Zarzyckiego nie przegraliśmy żadnego meczu, bodaj tylko trzy remisując. Największym osiągnięciem sportowym był awans do IV ligi, w której zdobyłem później tytuł „króla strzelców”. Pamiętam, że do końca była o to walka. Ostatecznie wyprzedziłem bardzo dobrego snajpera z Janiny Libiąż Damiana Lickiewicza.
Tomasz odniósł się do sytuacji jego drużyny w lidze oldbojów:
- Cieszymy się, że bierzemy w niej udział, ale jestem trochę zawiedziony, że w takim klubie, z taką historią jak Skawa, mnóstwa zawodników, którzy z niej wyszli, trudno zebrać liczną, stabilną kadrę, choćby 15 zawodników. W Bystrej było nas tylko 9.
Jacek Stróżak, Halniak Maków Podhalański
- Zabawa w tym turnieju jest przednia – zapewnia Jacek Stróżak. – W Bystrej niezbyt dobrze weszliśmy w zawody, ale później wróciliśmy na właściwe tory, choć mieliśmy kilka momentów przestoju. Nie możemy dać się „usypiać”. Szkoda, że w meczu z Dębem Tomice nie utrzymaliśmy wyniku 1:0 do ostatniego gwizdka. Skończyło się remisem po stracie gola w ostatniej minucie. Nie sposób nie wspomnieć o naszym koledze z drużyny Krzysztofie Zawile, bez którego nie byłoby u nas oldbojów. Jest głównym inicjatorem jego powstania.
Wracając do przeszłości, Jacek Stróżak, znaczący piłkarz w czasie swojej kariery, który w lidze oldbojów imponuje skutecznością, wspomina awans do IV ligi.
- To mój i Babiej Góry Sucha Beskidzka największy sukces – mówi. – Grały w tej lidze moce drużyny, jak choćby Garbarnia Kraków, Dalin Myślenice, Kalwarianka czy rezerwy Wisły Kraków. Od razu przypominają się dwie historie. Grając na boisku Wawelu Kraków z „dwójką” Wisły przegraliśmy z nimi 2:4, choć długo utrzymywał się wynik 2:2. A występowali tam tacy piłkarze jak choćby Dubicki czy Cantoro. Najlepszym jednak wspomnieniem jest rewanż na własnym boisku. Akurat pierwsza drużyna miała przełożony mecz i do Suchej przyjechał praktycznie najlepszy skład Wisły. Przegraliśmy 0:5, ale za przeciwników mieliśmy braci Brożków, Kuzerę, Frankowskiego, Moskala, Patera, Piekutowskiego, Kaliciaka (z tym ostatnim Wisła pożegnała się po meczu z Suchą ze względów dyscyplinarnych – przyp. redaktor Paweł Kręcioch, który relacjonował to spotkanie dla Gazety Krakowskiej). Dla nas ten mecz był olbrzymią frajdą i wspomnieniem na całe życie. Druga historia dotyczy spotkania z mocną Pogonią Miechów, z czasów pierwszego sezonu w IV lidze. Mecz był rozgrywany w środę. Mieliśmy ogromne braki kadrowe, nie mogło zagrać sześciu podstawowych piłkarzy. Gdybyśmy przegrali to spotkanie dwucyfrówką, nie czulibyśmy się pokrzywdzeni. Tymczasem… zremisowaliśmy 1:1, marnując w ostatniej akcji meczu „setkę”. Do dziś wspominamy ten mecz, zastanawiając się jak to było możliwe. Jeśli chodzi o mój najlepszy indywidulanie mecz, to stawiam na wygrany 3:1 z Górnikiem Libiąż. Wtedy byłem już zawodnikiem Halniaka Maków Podhalański.
Bartłomiej Mikołajczyk, KS Bystra
- Sportowo „wyglądaliśmy” lepiej niż w pierwszym turnieju – mówi Bartłomiej Mikołajczyk, strzelec dwóch bramek w meczu ze Skawą, które przyczyniły się do historycznej wygranej KS Bystra w lidze. – Musimy sprawnie dokonywać zmian na boisku, bo na razie jest bałagan. Czasem obrońca wchodzi za napastnika lub odwrotnie. Zabawa jest świetna, ale jak się wybiega na boisko, chce się wygrywać (śmiech). Z Dębem prowadziliśmy 2:0, ale zabrakło nam sił. Poza tym rywal grał w zorganizowany sposób. Wygraliśmy jednak ze Skawą Wadowice. Bardzo cieszy to pierwsze zwycięstwo. Oczywiście mam dużą satysfakcję z dwóch goli, ale sam nie biegam po boisku. Na pewno zapamiętam te bramki, bo są pierwszymi w oldbojach.
Piłkarz z Bystrej wrócił wspomnieniami do kilku ważnych dla siebie i klubu momentów.
- Mecz, który na zawsze zostanie zapamiętany w klubie graliśmy z Cedronem Brody o awans do klasy B – mówi. – Musieliśmy go wygrać i do 90 minuty prowadziliśmy 2:1. Sędzia jednak doliczył sporo czasu, rywal wyrównał, a w ostatniej akcji wychodziliśmy z kolegą na bramkarza „dwa na jeden”, ale arbiter przerwał naszą akcję gwizdkiem kończącym mecz. Zasługiwaliśmy na B-klasę i jesteśmy dumni z tego meczu do dziś. Na szczęście któraś z drużyn wycofała się z rozgrywek i razem z Cedronem awansowaliśmy, więc to spotkanie ma taki gorzko-słodki smak. Na pewno nigdy nie zapomnę swojego gola z rzutu wolnego na 2:1 w derbach z Dębem Sidzina i sześciu bramek w jednym meczu z Watrą Zawoja. Całe życie gram w napadzie, więc te gole cieszą.