26/08/2022
Wyjście #3 Kalenica - 964 m n.p.m.
Nadszedł czas na nasze 3 wspólne wyjście, jakim jest szczyt Kalenica i tym razem nie sami a w towarzystwie naszej koleżanki Oli. W porównaniu do poprzednich ten marsz był w pełni zaplanowany, a nie tak jak poprzednie po zakrapianym wcześniej wieczorze.
Pogoda nam dopisała, był ładny słoneczny dzień, a temperatura jak dla nas idealna do wędrówki górskiej. Auto zostawiliśmy przy drodze na mecie naszej zaplanowanej trasy i ruszyliśmy zdobywać kolejny szczyt. Początek był spokojny, musieliśmy podejść parę metrów drogą asfaltową by nagle rozpocząć dość strome podejście. No ale oczywiście dla nas to nie problem mała przerwa zaraz po stracie :D 3 głębokie wdechy i lecimy pod górę 😊. Po około 1 godzinie "wspinaczki" nie byłbym sobą, jak bym nie marudził do Wojtka, że można było zostawić auto na parkingu, który był zlokalizowany na szczycie naszego pierwszego stromego podejścia i pominąć tą wspinaczkę. Wojtek powiedział, że wie, co robi, a ja pod koniec wędrówki doceniłem to, że jednak auto zostało niżej 😊.
Pierwszym naszym przystankiem na szlaku było schronisko PTTK Zygmuntówka. Położone w pięk-nej malowniczej okolicy z zapierającymi dech widokami. Na miejscu oczywiście piwko, pajda ze smalcem, 30 min przerwy na fotki, pogaduchy i hasło "idziemy dalej". W schronisku chciał do naszej wędrówki przyłączyć się piękny kot, który cały czas, jaki tam siedzieliśmy, próbował wejść Wojtkowi do plecaka.
Dalsza część szlaku przebiegała raz lepiej raz gorzej, szlaki były dość sporo oblodzone, więc musieliśmy uważać, żeby wrócić z tej wyprawy cali😁.
Po drodze podziwianie widoków oraz klasycznie robienie fotek itp. Im bliżej szczytu okazywało się, że śniegu jest coraz więcej. Tuż przed szczytem zawieszona była huśtawka, oczywiście Ola nie mogła się powstrzymać przed przetestowaniem jej 😊.
Dotarliśmy na szczyt! Ludzi było sporo, więc weszliśmy na wieżę widokową, szybkie zdjęcia i decyzja łamiąca naszą tradycję — nie będziemy robić kiełbasek pod wieżą, ze względu na dużą liczbę osób, tylko zejdziemy kawałek niżej, gdzie zrobimy ognisko.
I w tym miejscu chciałem wam powiedzieć, że poznałem w słowniku Wojtka kilka ciekawych pojęć, które już się na stałe wpisały w naszą wyprawę. Z racji tego, że Wojtek robi za naszego topografa / przewodnika, bo ma większe doświadczenie w trekkingu, to przekonałem się, że np. jego (wyżej wymieniony) „kawałek niżej” to 3 km :D albo jak się go pytałem, za ile będzie ta polana, na której mamy "zaraz być" według niego to jest jakieś 1.5 km 😊. Jeszcze jest jedno pojęcie "spacer", ale to wyjaśnimy Wam w kolejnym poście, gdzie pojęcie spacer w słowniku Wojtka może zadziwić 😊😊.
Po paru kilometrach schodzenia doszliśmy do Bielawskiej Polanki, gdzie było miejsce na ognisko, można było sobie usiąść i w końcu odebrać nagrodę. Przy ognisku była już grupka ludzi więc postanowiliśmy pozbierać trochę suchego drewna i przyłączyć się do nich. Był to bardzo dobry pomysł i świetna nagroda, spędziliśmy bardzo miło czas w pięknej scenerii z bardzo sympatycznymi nowo poznanymi ludźmi.
Po odpoczynku i nabraniu sił czas ruszać dalej. Piękny las, natura, cisza, spokój i tak sobie powolutku szliśmy do naszego celu, czyli auta 😊
Oczywiście, jak to my nie możemy zakończyć naszych wypraw bez jakiś choćby najmniejszych przygód, więc i tu jej nie zabrakło. W pewnym momencie zatrzymała nas starsza Pani ze stwierdzeniem, że nas nie przepuści, jeżeli jej nie pożyczymy "ognia". Jak się okazało, wyszli rodzinnie na wycieczkę, zabierając ze sobą pełno jedzenia na ognisko, rozpałkę, gazety i wszystko, co potrzebne oprócz najważniejszego… "ognia" 😊
Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie byli przygotowani prawie na wszystkie sytuacje, więc w ruch poszedł palnik i po 3 minutach ognisko rozpalone! Radość dzieci bezcenna. Janusz dostał miano "Boga ognia"
Oprócz widoków, jakie można zobaczyć, cudownej natury, tej ciszy i tego spokoju w górach kochamy jeszcze jedno. Mianowicie, że na szlaku zawsze, jeżeli ktoś może to Ci pomoże, czego nie zawsze można doświadczyć w normalnym życiu. Cóż rozpalenie ogniska było już końcówką naszej wędrówki tego dnia. Po przejściu około 14 km doszliśmy do samochodu i wtedy właśnie doceniłem to, że stało przed podejściem, które pokonaliśmy na samym początku.
W górach nie ma wyższych czy ważniejszych, jesteś w potrzebie — otrzymasz pomoc, a jeśli możesz — to ją podarujesz.
Na koniec, jeśli chcielibyście oznaczyć nas w swoich podróżach to pamiętajcie, aby dodać:
Na Facebooku: .mountain.team
Na instagramie wpisując:
oraz wpisując:
Pozdrawiajcie nas ze swoich wypraw i podróży z pięknymi widokami i super towarzystwem! :)
Pozdrawiamy!
Wataha Mountain Team