27/04/2026
Dziś podczas moich zajęć panie były zaskoczone, kiedy powiedziałam, że ważę 67 kg. Zaskoczone, bo myślały, że mniej.
I to mnie na chwilę zatrzymało. Pamiętam siebie sprzed lat, kiedy już zdarzało mi się ważyć i 68, może 69kg. Dwa lata temu też 67 kg, akurat wtedy celowo. Później raczej nie dobijałam do tej wagi. Miałam różne momenty – raz chciałam być szczuplejsza, raz krąglejsza, raz bardziej umięśniona. Trochę się tym wyglądem bawiłam, testowałam sama siebie. Bywało, że ważyłam i 53kg.
A teraz? Teraz nie robię chyba żadnej z tych rzeczy. Czyli nie odchudzam się, nie robię na siłę masy.
Po prostu żyję.
Staram się jeść zdrowo, nie opychać się, ale też nie chodzić głodna. Chcę mieć siłę, energię. Nie dopuszczać do sytuacji, że skręca mnie z głodu, a ja i tak „wytrzymam, bo schudnę”. Wolę zjeść mądrze, a lekkie odstępstwa, jak lody podczas spaceru, zawsze nadrobić ruchem – fajnymi zajęciami, dodatkową aktywnością, spacerem, mocniejszą rozgrzewką.
Najważniejsze dla mnie jest to, żeby sport i aktywność sprawiały mi przyjemność i satysfakcję. Bo wtedy nie ma „muszę”. Jest „chcę”. I z tego jest fan.
A wszystko, co dzieje się obok – to bonus. I paradoksalnie ten bonus okazuje się najważniejszy, bo jestem coraz sprawniejsza, silniejsza, coraz lepiej czuję się w swoim ciele. I jednocześnie w moich oczach wyglądam coraz lepiej – bez głodzenia się, budując zdrową masę mięśniową, nieprzerysowaną, nie na pokaz. Dla siebie.
Pewnie, że czasem pokażę coś w internecie. Jednym się spodoba, innym nie. Podoba się mi – dlatego się tym dzielę. Jestem dumna z tego, co robię, ile wysiłku w to wkładam. Ale ten wysiłek nadal jest przyjemnością, nie karą.
I każdy z Was może tak mieć. Naprawdę.
Trzeba tylko przestać podchodzić do siebie w trybie „muszę”, a zacząć w trybie „chcę, spróbuję, będzie fajnie, może być tylko lepiej”.
Wracając do początku – nie wierzyły dziewczyny, że ważę 67 kg.
Mogłabym nawet wyciągnąć zdjęcia z okresu studiów, kiedy ważyłam 68 kg. Byłam wtedy naprawdę bardziej „okrąglutka”. Miałam przerwę od siłowni, od aktywności, wolałam imprezy. Krótki okres – może pół roku – ale wystarczył, żeby ciało się zmieniło.
I teraz, mając to wszystko na uwadze, wygląda to zupełnie inaczej.
I tu jest sedno: kilogramy nie są najważniejsze.
Obwody, lustro, ubrania – to pokazuje, co się dzieje z ciałem.
Osoba ważąca 67 kg może wyglądać zupełnie inaczej niż dwie inne osoby o tej samej wadze. Dlaczego? Bo liczy się stosunek tkanki mięśniowej do tkanki tłuszczowej.
Jeśli dominuje tkanka tłuszczowa – ciało będzie bardziej miękkie, krągłe. Jeśli mięśniowa – bardziej zwarte, „zarysowane”. A jeśli gdzieś pośrodku – jak u mnie – to mieszanka jednego i drugiego.
Mięśnie są cięższe niż tkanka tłuszczowa, dlatego ta sama waga nie oznacza tego samego wyglądu.
Dlatego ciągle powtarzam – przestańcie tak obsesyjnie patrzeć na wagę.
Na początku może być wyznacznikiem, ale potem ważniejsze są obwody, zdjęcia, lustro i to, jak się czujecie.
Waga potrafi się zmieniać z dnia na dzień – woda, jedzenie, trening. Możecie po treningu ważyć więcej i to jest normalne. Nic się „nie cofa”.
I jeszcze jedno – nie okłamujcie siebie.
Nie próbujcie się usprawiedliwiać, że „jem bardzo mało”, „jem jak wróbelek, a i tak nie chudnę”. Bo często to nie jest kwestia ilości jedzenia, tylko tego, co naprawdę jecie. Tyje się od ilości kalorii w spożywanych posiłkach, a nie od ich objętości. Podjadanie, przypadkowe kalorie, rzeczy które udają „fit”, a nie mają z fit nic wspólnego.
Ja i tak patrząc na Was widzę prawdę. Mnie nie oszukacie. Ale najważniejsze – nie oszukujcie sami siebie. Bo z tego nic nie wynika.
Dlatego róbcie wszystko dla zdrowia – żeby być silniejszymi, sprawniejszymi, mieć więcej energii.
Bądźcie ze sobą szczerzy, bądźcie mądrzy.
Kochani, jeśli nie potraficie sobie sami poradzić, to zapraszam Was na zajęcia grupowe, ale też treningi personalne. Bo tylko na treningu 1:1 mamy możliwość stworzyć indywidualny plan, uwzględniający konkretnie Twoje potrzeby i możliwości, obgadać z czym się mierzysz. Reszta to dodatek.
Trening nie musi odbywać się w siłowni. Jeśli takie miejsce Ci nie odpowiada, to zapraszam do mojego studio.
A przede wszystkim, zapraszam Cię do szczerej rozmowy z samym sobą.
Da się z tego zrobić coś naprawdę fajnego, mieć przyjemność ze swojego działania i odcinać kupony.