Premium skiing, easy on your legs and no special shoes needed.
🛞 Trikke Electric 🛞
The new dimension of electric mobility
www.skki-trikke.eu Każdy miłośnik sportu, relaksu, rekraacji i sportowych wyzwań w naszych produktach odnajdzie wszystko co potrzebuje nowoczesny, żyjący pełnią życia człowiek. Trikke sportowe napędzane ludzkimi mięśniami, Trikke elektryczny to zupełnie inny wymiar hulajnogi to
szybki, bezpieczny hybrydowy osobisty transport i zimowa wersja Skki Trikke tworzą doskonały trójkąt produktów na cały rok dla każdego. Dlatego zapraszamy do spróbowania jazdy naszymi produktami a odkryjecie wiele nowych pokładów energii w swoim ciele. Opis nauki jazdy i zabawy na sportowym Trikke ( opisuje Andrzej, fan i użytkownik Trikke ):
Ten trzykołowy pojazd o nazwie TRIKKE ma bardzo wiele zalet. Na trajku można jeździć blisko domu, praktycznie o każdej porze i to przez większość dni w roku. Zawsze znajdziemy bowiem w pobliżu boczną uliczkę o małym ruchu, mało uczęszczany chodnik, ścieżkę rowerową, parking, wyasfaltowane boisko czy placyk. Jeśli jest tam sztuczne oświetlenie - można to robić i po zapadnięciu zmroku. Dobrze do tego nadają się parkingi przy instytucjach puste zazwyczaj po zakończeniu godzin pracy. Podczas deszczu czy w okresie gdy leży śnieg można ujeżdżać trikka w podziemnym garażu, obszerniejszych korytarzach, czy na gimnastycznej sali. Można to robić i zimą bo mróz nie jest przeszkodą, albowiem wystarczy się cieplej ubrać - tylko nieco, albowiem generowane są podczas takiego wysiłku spore ilości ciepła. Nie może być tylko śniegu, albowiem jazda po śliskim podłożu jest praktycznie niemożliwa. Wystarczy jednak znaleźć zadaszone miejsce o twardej nawierzchni. Gdy leżał śnieg - robiłem to kilkakrotnie na parkingu miejscowej galerii handlowej przed jej porannym otwarciem. Jakkolwiek są tacy, którzy uważają, że jest to pojazd uniwersalny. Moim jednak zdaniem - wyjąwszy wersje z silnikiem elektrycznym – trajk niezbyt nadaje się do poruszania po mieście z uwagi na wężowy tor jazdy, za to sprawdza się idealnie jako mobilna siłownia na placach, parkingach i uliczkach o niewielkim ruchu. Nauka jazdy jest bardzo prosta i szybka a bezpieczeństwo z uwagi na trzy punkty podparcia na narożach trójkąta - bardzo duże. O ile ktoś nie zaczyna uprawiać "freestyle" czy "downhill" to upadek jest praktycznie niemożliwy. Zaleca się jednak używanie kasku i rękawiczek, bo zawsze mogą pojawić się jakieś zaskakujące i nieprzewidywalne okoliczności. Ruch do przodu wywoływany jest przez kontrolowany, dynamiczny skręt kierownicy specyficznym ruchem polegającym na czymś co określić można słowem „zabranie”, połączony z obciążeniem nogi zewnętrznej i przeniesieniem środka ciężkości w kierunku skrętu. Noga wewnętrzna jest odciążona a tułów pochyla się w kierunku środka wykonywanego łuku. Naprzemienne wykonywanie tych czynności powoduje jazdę wężowatym torem. Bardzo przypomina to jazdę śmigiem lub techniką karvingową na nartach. Jadący wykonuje przy tym kołyszące ruchy, które najprawdopodobniej są źródłem dodatkowych przyjemnych doznań. Per analogiam: chcąc uspokoić dziecko kołyszemy je, podobnie oddziałuje huśtawka, bujany fotel, jazda śmigiem na nartach itp. Spotkałem się ze zdaniem, iż uwalnia się wówczas serotonina i inne substancje bioaktywne zwane „hormonami szczęścia”. Osoby o w miarę przyzwoitych umiejętnościach narciarskich w mig zaczynają „czuć” trajka i nauka jazdy trwa kilka minut. Inni muszą poświęcić na to tych minut kilkadziesiąt. Wystarczy pół godziny by "spalić" 500 - 600 kcal. i uruchomić nie tylko mięśnie kończyn dolnych ale i brzucha, kręgosłupa a przede wszystkim obręczy barkowej - ponad 90% naszych mięśni. Pod względem wszechstronności obciążeń można porównać to tylko z narciarstwem biegowym lub pływaniem. Co bardzo ważne - jest to wysiłek w zakresie aerobowym. Nie ma przy tym udarowych obciążeń jakie np. występują podczas biegania czy jazdy na nartach zjazdowych. Jakkolwiek na pierwszy rzut oka cena zakupu trajki nie wydaje się niska, to porównując ją z rocznym karnetem na siłownię, uczęszczaniem na aerobic czy pływalnię - inwestycja jest w gruncie rzeczy niewielka, albowiem jest to wydatek jednorazowy. Natomiast porównując z wydatkami ponoszonymi przez osoby uprawiające bardzo popularne u nas narciarstwo zjazdowe - jest to koszt wręcz banalny (sprzęt narciarski + wydatki na dojazd, karnet czy skipas i wiele innych) a do tego, o ile ktoś jeździ w sumie przez 14 dni w ciągu roku, to bardzo dużo. Jeszcze jeden aspekt: chodzić można "spacerkiem" co dotyczy też nart biegowych, na rowerze - wyjąwszy podjazdy pod gorę - można zakręcić pedałami 2 - 3 razy i toczyć się potem kilkanaście metrów, płynąc wpław lub kajakiem czy wiosłową łodzią można to robić nawet z minimalnym wysiłkiem. Natomiast trajk wymusza pewne i to wcale nie tak małe minimum wysiłku jakkolwiek mieszczące się granicach aerobowych. Jeśli nie przekroczymy tego minimum, po prostu przestaniemy się poruszać do przodu i zatrzymamy się. Spotkałem się też doniesieniami, iż niektórzy trenerzy zaczęli włączać jazdę na trajku jako element treningu ogólnorozwojowego w cykl szkoleniowy sportowców wyczynowych (narciarstwo, tenis, pływanie itp.). Na koniec kilka czysto osobistych obserwacji związanych z trajką. Od czasu gdy zacząłem na niej jeździć zauważyłem u siebie:
1. Wzmocnienie mięśni kończyn górnych i obręczy barkowej procentujące np. lepszą tolerancją wykonywania „pompek”.
2. Brak epizodów dolegliwości korzeniowych jakie czasami mnie wcześniej nawiedzały.
3. „Ujeżdżanie” trajka pozytywnie zaprocentowało w uprawianiu narciarstwa alpejskiego. Bardzo więc polecam ten rodzaj sportu i to nie tylko jako pomoc w odchudzaniu.