Blog na Muchy

Blog na Muchy Właśnie jestem w drodze na Kaukaz i do Iranu. Chcesz być na bieżąco? Łapka w górę i obserwuj Odpoczywamy i zbieramy siły na kolejny etap!

TWARZ IRANUZwykle wyjeżdżając z jakiegoś kraju gdzieś w tyłu głowy zostaje mi jakiś charakterystyczny obrazek, twarz któ...
15/10/2018

TWARZ IRANU

Zwykle wyjeżdżając z jakiegoś kraju gdzieś w tyłu głowy zostaje mi jakiś charakterystyczny obrazek, twarz którą utożsamiam z tym miejscem. Więc jaką twarz ma dla mnie Iran ?

W pierwszej sekundzie bardzo uśmiechniętą i przeszczęśliwą, ale już chwilę później smutną, zniszczoną i bez nadziei.

Iran ma dla mnie twarz: młodej pięknej dziewczyny, która płacze mówiąc o tym, że nie dostała wizy na studia do Polski, a nienawidzi tego miejsca i chciałaby w końcu zacząć żyć.
Iran ma dla mnie twarz dziecka, które prawdopodobnie pierwszy raz widząc obcokrajowca biegnie i krzyczy "Hello mister, welcome, selfie !!!"
Iran ma dla mnie srogą twarz Chomeiniego wiszącego w każdej publicznej i prywatnej instytucji, a przez miejscowych nierzadko nazywanego Hitlerem.
Iran ma dla mnie twarz nastoletniego chłopca, który podczas wakacji siedzi w kawiarni na przeciwko muzeum i niemalże perfekcyjnym angielskim zagaduje wszystkich turystów, szlifując język i marząc o zostanie lekarzem w Europie.
Iran ma dla mnie twarz taksówkarza, który upiera się, że pieniędzy od turysty nie weźmie, ale prosi tylko żeby pamiętać, iż Irańczycy są dobrzy tylko władza taka, a nie inna.
Iran ma dla mnie twarz zabawnego faceta, który parę godzin na szlaku ciągle się śmieje, a jego twarz robi się sroga i i kipiąca nienawiścią, gdy przekazuje kolegą, że gdzieś wybuchły strajki.
Iran ma dla mnie twarz studenta, który śpi w koszulce z dużą flagą Stanów Zjednoczonych.
Iran ma dla mnie twarz chłopaka który mijając tradycyjnie ubranego duchownego wskazuje palcem i cedzi przez zęby "fu***rs".
Iran ma dla mnie twarz czterdziestoletniego mężczyzny, który w chwili rozczulenia opowiada, mi że zanim poślubił swoją żonę, nigdy nie dotknął żadnej kobiety, nawet za rękę, ani nie rozmawiał z żadną bez obecności jej opiekuna.
Iran ma dla mnie twarze całej rodziny, która robi posiadówkę, grając na instrumentach i mając w szerokim poważaniu co jest nielegalne.
Iran ma też dla mnie twarze setek ludzi, którzy choćby na chwilę przewinęli się w mojej podróży i chcieli bezinteresownie pomóc, coś wytłumaczyć.
Iran ma wiele twarzy zwykle przez pierwszych parę minut bardzo uśmiechniętych, natomiast później gdy zaczynają być szczerzy pojawia się wiele nienawiści wobec systemu oraz ludzi, którzy zgotowali im ten los.

Mimo, że podobnie jak większość podróżnych postrzegam Irańczyków bardzo pozytywnie i otrzymałem tam sporo ciepła i dobra to jednocześnie był to chyba najsmutniejszy kraj, w którym przyszło mi podróżować.

Iran to trochę takie zoo, do którego fajnie wpaść na chwilę w odwiedziny, przespacerować się i pooglądać "okazy", ale jednoczenie ciężko żyć będąc tym zwierzakiem w klatce.

Na zdjęciu przesympatyczny uliczny szewc, który w parę minut za trzy złote poszył mi buty trekkingowe gdy ją w jego klapkach poszedłem kupić sok.

O TRANSPORCIE I RUCHU ULICZNYM W IRANIEZasadniczo podróżuje na stopa. Tak było też tym razem. Jednak z kilku powodów im ...
01/10/2018

O TRANSPORCIE I RUCHU ULICZNYM W IRANIE

Zasadniczo podróżuje na stopa. Tak było też tym razem. Jednak z kilku powodów im bliżej końca podróży tym bardziej odchodziłem od stopa. Dalszego? Ponieważ jest to środek transportu powszechnie nieznany w Iranie. Owszem, ludzie są bardzo pomocni, ale zwykle chcą Cię zawieźć na dworzec autobusowy, są taksówkarzami lub totalnie nie kumają o co temu "misterowi" chodzi. Świetną robotę odegrała kartka, na której po persku miałem wytłumaczone czym jest autostop i co ja w ogóle na tym odludziu robię. Jednak ze względu na obecny kryzys często dostanie się na wylotówkę kosztowało niemal tyle samo pieniędzy i wysiłku co bilet do kolejnego punktu. Dlatego z kolejnymi regionami, gdy temperatury w każdym kilometrem bardziej zaczynały dawać w kość, a mnie powoli gonił termin powrotu co raz częściej decydowałem się na nocne autokary, które są wręcz śmiesznie tanie. Np. 1000 km, za 14 zł
300 km za 4 zl. (w cenie zimna woda i poczęstunek)

Co warto zaznaczyć autokary klasy "VIP" to trochę taka klasa biznes niespotykana w tej branży w Europie. Zamiast czterech siedzień w rzędzie trzy, zamiast kilkunastu rzędów jest dziesięć. Skórzane rozkładane, niemal do poziomu fotele z podstawką na nogi. Nic tylko jeździć i spać ;)

Jak wygląda ruch uliczny w Iranie ? Typowo azjatycko. Średnio raz dziennie widziałem jakaś stłuczkę lub wypadek. Raz na moich oczach auto wjechało w parkę jadąca na motorze. Oczywiście zanim ściągnęliśmy poszkodowaną kobietę z jezdni już auta za nami prawie nas rozjechały, bo nikt przecież nie będzie czekał. Tutaj zdrowie ludzkie ma inną cenę, zupełnie inne podejście, wartości. Kaski dla motocyklistów ? Rzecz nieznana. Kierunkowskazy? Nie istnieją. Przepuścić ambulans na sygnale ? W życiu, bo ktoś mi się wepchnie. Jakiekolwiek przepisy ruchu drogowego? Brak. Wpychanie się, wymuszanie pierwszeństwa, awantury, bijatyki. Jak najbardziej, norma. Nie ukrywam ja taki misz masz lubię (na chwilę), ale gdybym tam miał być kierowcą to szybko zostałabym seryjnym mordercą. Brak jakikolwiek przepisów nie szczególnie mi przeszkadza, ale brak używania rozumu już tak. Ci ludzie na prawdę bardzo często nie rozumieją, że jak wjadą na pas pod prąd i zablokują drogę w drugim kierunku, a osoby z naprzeciwka zrobią to samo to wszyscy będą stali. Podobnie gdy z czterech pasów drogi zrobi się trzy pasy parkingu. "Przecież włączyłem awaryjne. O co im chodzi?".

Dobrze, że nauczyłem się zamawiać motor i zwykle obserwowałem to z perspektywy osoby trzeciej ... gdy mój kierowca przeganiał pieszych z chodników.

ZATOKA PERSKA I WYSPA HORMOZNa sam koniec mojej Irańskiej włóczęgi dotarłem nad Zatokę Perską. Decyzja, żeby jak najbard...
30/09/2018

ZATOKA PERSKA I WYSPA HORMOZ

Na sam koniec mojej Irańskiej włóczęgi dotarłem nad Zatokę Perską. Decyzja, żeby jak najbardziej odsunąć w czasie ten moment była rzeczywiście dobra. Skoro w ostatnie dni września wyjścia z klimatyzowanego pomieszczenia przypominało bardziej otwarcie piekarnika niż opuszczenie budynku wolę nie wiedzieć jakie temperatury panują tam w środku lat. Pływanie w Zatoce Perskiej przypomina trochę kąpiel w zupie pomidorowej. Dlaczego w zupie ? Gdyż temperatura pozwala wytrzymać w wodzie maksymalnie kilka minut, ale dlaczego w pomidorowej ? Wyspa Hormoz, na której na chwilę zakotwiczyłem znana jest z palety żywych kolorów, którymi czarują okoliczne skały, jednocześnie "farbując" wodę. Jedną z najbardziej znanych jest właśnie czerwona plaża widoczna na zdjęciach poniżej.

Hormoz to dawna baza Portugalska zlokalizowana u wejścia do zatoki. Znajduje się jakieś 20 kilometrów od wybrzeża Iranu i około 150 kilometrów od Dubaju. Po Portugalczykach uchował się tylko fort, choć właściwie to jego ruiny. Standardowo wejście dla mnie 10 razy droższe niż miejscowych, plus zamiast normalnego biletu dostałem zużyty bilet do Persepolis, który chyba krąży w kółko już dobrych kilka miesięcy, gdyż od razu po przejściu przez bramę został mi zabrany i zaniesiony spowortem do kasy.

Wyspę zamieszkuje około 7000 osób i oprócz rybołówstwa jedyną rozrywką miejscowych jest wieczorna przejażdżka motocyklem do około wioski (łącznie jakieś dwa kilometry). To jedno z tych miejsc gdzie czas się zatrzymał i lepiej pokazać je na zdjęciach niż opisywać.

POLICJA, UCIECZKA, RIALE, DOLLARY, KRAJ GDZIE KAŻDY JEST MILIONEREM.Wielokrotnie w relacjach wspominałem, że Iran boryka...
29/09/2018

POLICJA, UCIECZKA, RIALE, DOLLARY, KRAJ GDZIE KAŻDY JEST MILIONEREM.

Wielokrotnie w relacjach wspominałem, że Iran boryka się właśnie z ogromnym kryzysem finansowym, spowodowanym wieloma aspektami, ale jednym który mocno pogłębił zapaść waluty były najnowsze sankcje wprowadzone przez USA. Nie mnie oceniać czy walka z reżimem jest skuteczna poprzez powodowanie biedy u ogóły społeczeństwa, które w zdecydowanej większości jest przeciwne obecnej religijnej dyktaturze.

Jeszcze niedawno 1 euro wymienialne było na około 30-40 tys. riali. Obecnie kurs jest sztucznie przez państwo zablokowany na kwocie 50 tys. riali. Natomiast, gdy miesiąc temu wjeżdżałem do Iranu cena na czarnym rynku wynosiła już 120 tysięcy. Parę dni później skoczyła do 160 tysięcy i przez kolejne kilka tygodni oscylowała w tej okolicy, ale gdy już właściwie wyjeżdżałem przyszło kolejne załamanie połączone z dymisją Ministra Handlu. Cena poszybowała do 230 tysięcy. Obecnie przyszła korekta i ponownie cena waha się na poziomie 200-220 tysięcy. Pytanie jakie ma to skutki dla przeciętnego Irańczyka i dla mnie?

Dla mnie bardzo dobre. Usługi i lokalne produkty, które parę lat temu były w porównywalnych cenach jak w Polsce obecnie są około 5-7 razy tańsze niż w Polsce. Jakie to ma przełożenie dla Irańczyka? Ich wypłaty w ciągu roku spadły np. z 500 euro do 70 euro. Owszem ceny, żywności i rzeczy produkowanych na miejscu w przeliczeniu na euro spadły w miarę proporcjonalnie, ale rzeczy z importu oraz wszelka elektronika, samochody itp. są obecnie towarami luksusowymi, które z dnia na dzień stają się co raz bardziej nieosiągalne.

Przed powrotem wykorzystując okazyjne ceny wybrałem się na zakupy w Isfahanie. Np. 8 par spodni za 100 złotych. Mówię bardzo proszę. Brakło mi lokalnej waluty więc udałem się na dobrze już mi znaną uliczkę gdzie zbierali się cinkciarze wymianiający pieniądze na czarnym rynku. Zwykle było ich tam około dziesięciu, tego dnia na oko dwustu. Chwilę zajęło zanim znalazłem kogoś kto chciał wymienić od obcokrajowca pieniądze po aktualnym kursie. Gdy w końcu deal został przybity, akurat nadjechała policja na motorach i zaczęła bez pardonu rozganiać tłum. Scena trochę jak w filmie. Tłum ucieka, policja ich goni. W biegu ostanie transakcje. Pliki banknotów z milionami riali za jeden lub dwa banknoty dolarowe. W tym momencie podjeżdża autem dziewczyna znajomego, który towarzyszył mi na zakupach. Wskazujemy. Uciekamy. Chwilę później muzyka już gra na maksa i przyswajam lokalne tańce. Ja się świetnie bawię, jestem bezpieczny, mam pieniądze, ale Ci ludzie spowrotem wrócą na tę ulice za pół godziny i znowu będą handlowali próbując uratować choć część oszczędności przed inflacją. I tak się powoli żyje w tym kraju.

SHIRAZ I PERSEPOLISMoim zdaniem najładniejsze miasto, z odwiedzanych przez mnie w Iranie. Pierwsze, w którym czułem, że ...
28/09/2018

SHIRAZ I PERSEPOLIS

Moim zdaniem najładniejsze miasto, z odwiedzanych przez mnie w Iranie. Pierwsze, w którym czułem, że na prawdę można spędzić kilka dni na włóczędze po ciasnych uliczkach starówki. Zrelaksować się w małych kafejkach, racząc się świeżo wyciskanym sokiem z granatu lub owocowym koktajlem. Miasto pełne meczetów gdzie w spokoju można schronić się przed upałem, odpocząć w kącie lub nawet drzemnąć. Oprócz klimatycznego bazaru najbardziej warte polecenie moim zdaniem są Różowy Meczet (obowiązkowo odwiedziny o poranku gdy słońce maluje najładniejsze mozaiki promieni przebijających się przez witraże) oraz Mazoleum Shah-e-Cheragh (zaprojektowane przez tego samego architekta co hinduskie Tadż Mahal). Niestety podobnie jak w innych najważniejszych dla Szyitów miejscach nie można wejść do środka z aparatami większymi niż telefon komórkowy. Nie bardzo przemawia do mnie ten zakaz, w końcu w aparacie i tak nie przemycę bomby, a od kilku turystów robiących gdzieś w spokoju zdjęcia bardziej irytujący są miejscowi, którzy bez krempacji muszą robić przy świętych miejscach setki selfie i prowadzić na żywo relacje na Instagramie.

W celu zaczerpnięcia informacji pod kątem zwiedzania ponownie odsyłam do setek wpisów na różnych blogach, a ze swojej strony przedstawiam kilka ujęć poniżej.

Oczywiście będąc w Shirazie nie można też ominąć słynnego Persepolis w pobliżu. Standardowo zamiast wynajmować taksówkę za 10 euro można dojechać Snapem za jedną dziesiąta tej kwoty i wrócić transportem dla lokalsów za 30 centów. Szczerze mówiąc trochę się zawiodłem licząc po wszystkich relacjach na coś minimalnie bardziej spektakularnego. Mimo wszystko nawet ta zachowana część budzi podziw i skłania do refleksji na temat ogromu i potęgi uwczesnej cywilizacji.

Warta jeszcze odnotowania jest ulewa, która przeszła nad miastem. Deszcz przeganiający ludzi z ulicy nie jest tym czego się spodziewasz włączać się po terenach półpustynnych.

Ja już powoli toczę się w kierunku lotniska i powrót do ojczyzny zbliża się nieubłaganie, ale na łamach bloga jeszcze przed nami wizyta w Zatoce Perskiej i kilka tematycznych wpisów.

ASZURA - CZYLI OPŁAKIWANIE IMAMA HUSSAINAWczoraj wspomniałem, że trafiłem do Isfahanu akurat gdy dobiegał końca dziesięc...
26/09/2018

ASZURA - CZYLI OPŁAKIWANIE IMAMA HUSSAINA

Wczoraj wspomniałem, że trafiłem do Isfahanu akurat gdy dobiegał końca dziesięciodniowy okres żałobny po zamordowanym kilkanaście wieków temu Imamie Hussainie (trzeci następca Mahometa, jeśli ktoś jest ciekawy historii jego śmierci / zabójstwa odsyłam do Wikipedii). Oprócz codziennych modłów, lamentów i inscenizacji, ostatniego dnia tj. w Aszurę odbyła się parada podczas, której przeszedł przez główny plac wielotysięczny tłum biczujących się mężczyzn. Abstrachując od kontekstu to tłum kilku tysięcy, ubranych na czarno mężczyznach, krzyczących "Allahu akbar" robi wrażenie. Jeszcze gdy do tego dodać wiszący nad nimi baner o treści "Down with USA" to wrażenie staje się niekoniecznie pozytywne. Oczywiście już niemal standardowo powiedziałem, że jestem dziennikarzem i bez problemu przeszedłem na drugą stronę barierek, co tym razem było wyjątkowo łatwe.

Tak jak wspominałem przez cały dziesięciodniowy okres żałobny codziennie w meczetach odbywały się modły, żale i przemowy. Prawdę mówiąc nic spektakularnego, ale dla mnie najbardziej dostrzegalnym wydarzeniem było wieczorne rozdawania herbaty wszystkim kierowcom i pasażerom przejeżdżającym pod meczetem. Efekt był taki, że jak gdzieś jechałem wieczorem to średnio co pół godziny dostawałem cieplutką herbatę i jakiś słodycz do tego.

ISFAHANIsfahan czyli kolejne spore miasto gdzie wpadłem na dzień lub dwa zobaczyć główne atrakcje, a zostałem na pięć. W...
25/09/2018

ISFAHAN

Isfahan czyli kolejne spore miasto gdzie wpadłem na dzień lub dwa zobaczyć główne atrakcje, a zostałem na pięć.

Wczoraj pisałem o nieuczciwym gospodarzu, ale zanim to nastąpiło spędziłem kilka dni w Isfahanie gdzie trafiłem na świetnego hosta. Nie bardzo chce mi się opisywać kolejne zabytki Isfahanu ponieważ jest to jeden z głównych punktów wycieczek do Iranu i jest już wystarczająco dobrze w internecie opisany. Wspomnę tylko, że trafiłem do miasta akurat gdy dobiegał końca dziesięciodniowy okres żałobny po zamordowanym kilkanaście wieków temu Imamie Husseinie, ale o tym napiszę jutro, bo byłoby zbyt dużo fotek.

Jedynym z głównych powodów dlaczego się zasiedziałem był fakt, że szybko zawarłem parę lojalnych znajomości.

Jak poznaje się dziewczyny w Iranie szczególnie podczas uroczystości religijnych gdy wszyscy są od stóp po głowę zasłonięcie czarnym materiałem ?
Nic nadzwyczajnego, jako obcokrajowiec rzucam się w oczy z kilometra i rozmowa ze mną jest trochę inaczej postrzegana niż z miejscowymi "obcymi mężczyznami". Przypadkowo poznałem cztery dziewczyny. Jedna z nich obiecała pokazać mi miasto. Umówiliśmy się następnego dnia. Tylko w pewnym momencie dotarło do mnie, że spod tego czarnego hidjabu prawie nic nie wystaje i ja jej jutro nie poznam, więc szybko zrobiono mi przegląd fotek na telefonie zrobionych w ukryciu czterech ścian bez zbędnych chust, hidjabów, czadorów czy innych okryć i już wiedziałem czego się spodziewać. Jeszcze tylko znak rozpoznawczy w postaci żółtego koloru i sprawa załatwiona. ;)

O COUCHSURFING-OWYM OSZUŚCIETak jak wspominałem Couchsurfing w Iranie działa świetnie co niestety przyciąga też oszustów...
24/09/2018

O COUCHSURFING-OWYM OSZUŚCIE

Tak jak wspominałem Couchsurfing w Iranie działa świetnie co niestety przyciąga też oszustów i złodziei. Dzisiaj będzie krótka opowieść w ramach przestrogi.

‌W Isfahanie miałem świetnego gospodarza, który zgarnął do domu chyba połowę turystów będących wtedy w okolicy m.in. parkę z Dortmundu oraz innego Nimeca podróżującego samotnie - Bena. Trochę się zasiedziałem w Isfahanie, ale gdy po paru dniach dotarłem do Shirazu pierwszymi osobami, które przypadkowo spotkałem była właśnie wyżej wspomniana para. Opowiedzieli, że Ben parę dni temu został okradziony. Co gorsza złodziejem okazał się jego "host" z Couchsurfingu z miasteczka z okolic Persepolis. Niestety ciężko udowodnić, że z plecaka, który zostawił w domu u kogoś, komu zaufał zniknęły pieniądze. Do tego ze względu na blokadę systemu bankowego Iranu przez miłościwie nam panujących, nie jesteśmy w stanie korzystać z europejskich kart więc całą gotówkę trzeba mieć przy sobie.

‌Parę dni po Benie, gdy Lars z dziewczyną zajechali do swego hosta, też natknęli się na dziwną sytuację. Najpierw kazano im czekać dwie godziny w palącym słońcu, później nie chciano ich wypuścić z domu gdy nie chcieli się zdecydować na okazyjną ofertę zaprzyjaźnionego z gospodarzem taksówkarza. (30 euro za podowózkę 5 km, gdzie rynkowa cena to około 25-40 centów) W końcu gdy skontaktowali się z Benem i porównanali wszystkie szczegóły okazało się, że są w tym samym domu u tej samej osoby. Tylko tym razem używał innego imienia i innego konta na CSie. Zdążyli szybko się ewakuować informując oszusta, że wiedzą co się kroi oraz że okradł ich przyjaciela i ma oddać pieniądze. Niestety tak jak wspominałem dowodów brak. W ich wypadku skończyło się tylko na zniknięciu ładowarki, która była na samym górze bagażu zostawionego ledwie na chwilę.

‌Pewnie nie zdziwi Was, że ja też znalazłem gospodarza w tym samym małym miasteczku. W moim wypadku "hostem" była kobieta, konto też było świeże, referencje z niezbyt zaufanych kont. Okazało, się że nasz gospodarz to ponownie ta sama osoba, która podając się za trzy różne osoby np. używa tego samego numeru telefonu. Oczywiście, ja przyjemność bycia wydymanym sobie darowałem i szybko znalazlem innego uczciwego gospodarza, ale wiedząc, że nie mamy nic do stracenia przy pomocy wiadomości z moim niedoszłym oszustem wdałem się w jakaś swego rodzaju gierkę. Najpierw próbował/a mi wmówić, że te drugie konto to konto "jej" męża. Później zapędziłem go w róg i troche zastraszyłem myśląc, że niestety skończy się tylko na sadysfakcji udowdnienia, że go rozgryźliśmy i wiemy o conajmniej jego czterech fake kontach. Jednak podczas pisania tego wpisu dostałem telefon, że podobno, facet się wystraszył gróźb Bena lub jakiejś formy mojej oraz Larsa presji. Chce się spotkać i oddać pieniądze. Zobaczymy co z tego wyjdzie.


‌W komentarzach znajdziecie linki do tych fake kont. Gdyby ktoś Was zapraszał do Marvadasht, przedstawiał się jako nauczyciel angielskiego (lub jego żona) mieszkający z rodzicami, przekonujący, że chętnie wam pokaże Persepolis oraz zapozna z lokalną kuchnią, bądźcie czujni. Pewnie te kilka kont za chwilę zniknie z portalu, ale zawsze mogą próbować ponownie. Już dostałem informację od kilku osób, że też w niedalekiej przeszłości dostali zaproszenie od tej samej osoby.

‌Dla przykucia uwagi dodaje zdjęcie manekina w sklepie w Shirazie.

AKTUALIZACJA:
Oszust umówił się na spotkanie z moimi znajomymi, ale odwagi brakło więc wysłał rodziców. Ukarać się go nie udało, ale skradzione pieniądze w całości wróciły do właściciela. :) Teraz pozostaje tylko zbanować jego konta i liczyć, że czegoś się nauczył.

HAMADAN I JASKINIA ALISADRPobyt w północnej części Iranu trochę mi się przedłożył, ale to głównie ze względu na ludzi, k...
23/09/2018

HAMADAN I JASKINIA ALISADR

Pobyt w północnej części Iranu trochę mi się przedłożył, ale to głównie ze względu na ludzi, których na swojej drodze spotkałem. Traktowali mnie jak rodzinę i nie chcieli pozwolić wyjechać. W międzyczasie szwędałem się po okolicy odpoczywając i nie robiąc nic szczególnego poza nauką angielskiego dzieciaczków w miejscowej szkole oraz pozowaniu do setek selfie.

W końcu dotarłem do Hammadanu czyli sporego miasta, w którym zasadniczo nie ma nic nadzwyczajnego, ale kawałek za miastem jest największa jaskinia w Iranie. Kolejny raz mogłem się cieszyć, że mimo iż płacę za wejście do wszykich atrkacji minimum trzy razy tyle co miejscowi, to na wskutek kryzysu ceny są akceptowalne. Bilet wstępu z wycieczką łódką po jaskini - 5$ (jeszcze dwa lata temu 25$).

Jaskinia Alisadr jest przeogromnym systemem jaskiń o wysokości do nawet 40 metrów oraz głębokości krystalicznie czystej wody nawet do 14 metrów. Nie ma co tu dużo pisać, lepiej rzucić okiem na zdjęcia, które i tak nie oddają rzeczywistego wrażenia. Oczywiście nawet w jaskinii znajdziecie na ścianach i suficie cytaty z Koranu.

Warto dodać, że wszystkie łódki poruszają się w grupach napędzanych przez rowerki wodne. Dziwnym trafem to ja byłem tym z przodu, który ciągnął rowerkiem łodzie. ;)

HISTORIA MIŁOSNA JAKICH SETKI W IRANIE Siedzę na trawniku na okazałym Placu Chomeiniego w Isfahanie. Uroczystości religi...
21/09/2018

HISTORIA MIŁOSNA JAKICH SETKI W IRANIE

Siedzę na trawniku na okazałym Placu Chomeiniego w Isfahanie. Uroczystości religijne powoli się rozpoczynają. Zagaduje mężczyzna w średnim wieku. To jedna z tych rozmów gdy wiesz, że już więcej w życiu się nie spotkacie więc możesz być w stu procentach szczery. Jegomość ciekawy świata wypytuje o życie w Polsce i nie tylko. Jego kolega niemówiący po angielsku pyta czy może zobaczyć zdjęcia mojej rodziny i przyjaciół (standardowa prośba Irańczyków), a my kontynuujemy rozmowę. Oczywiście najbardziej interesują go relacje damsko-męskie. W pewnym momencie zaczyna opowiadać swoją życiową historię. "Wiesz co bo u nas jest trochę inaczej. Nie na wszystko masz wpływ. Kiedyś miałem dziewczynę, jak na tamte czasy byliśmy bardzo nowocześni. Byliśmy razem ponad trzy lata, trzymaliśmy się za ręce, nawet całowaliśmy. Bardzo chciałem ją poślubić niestety jej ojciec mnie nie zaakceptował. Po jakimś czasie ona wyszła za mąż, ja też znalazłem sobie inną. Przez wiele lat się nie widzieliśmy, ale obecnie znowu mieszkamy w tym samym mieście. Czasami jak się mijamy na mieście to rozmawiamy jak normalni ludzie (Co tam u Ciebie? Ile masz dzieci? Jakim autem jeździsz?). Tak się złożyło, że nawet nasi synowie chodzą do tej samej klasy w szkole. Od tych wydarzeń minęło już około dwudziestu lat, wciąż się kochamy, ale nauczyliśmy się już innego życia. Czasami się zdarzy, że na jakimś weselu lub innej uroczystości nasze rodzinny przypadkowo siedzą obok siebie i wtedy możemy spokojnie porozmawiać, bo ani jej mąż nie wie o mnie, ani moja żona o niej."

Z jednej strony historia dla mnie mega mocna, z drugiej pewnie wcale nie jakaś nadzwyczajna w tej kulturze, ale co zrobić skoro nawet jej bohaterzy już się pogodzili z losem.

W tym momencie spojrzałem co tam jego kolega przegląda na moim telefonie. Trochę się uśmiałem, jak zobaczyłem, że zoom już jest maksymalny, a Pan Farzad dalej próbuje jeszcze trochę przybliżyć na biust mojej koleżanki.

Dziś zdjęcie zupełnie nie związane, z przytoczoną historią. Od jutra ponownie trochę więcej będzie miejsc, a mniej życiowych historii.

Adres

Tychy
43-100

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Blog na Muchy umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Blog na Muchy:

Udostępnij