04/08/2026
Robert to kolejna osoba, które po prostu wpisała się w historię naszej szkoły. Dziś trudno wyobrazić sobie naszą jogę bez Roberta i jego regularnej obecności czy to na macie w szkole czy to na warsztatach.
Na pierwszy rzut oka trudno uwierzyć, że joga mogła znaleźć miejsce w grafiku Roberta. Góry wysokie, wspinaczka, skitouring, nurkowanie, dalekie podróże i aparat fotograficzny niemal zawsze pod ręką – brzmi raczej jak przepis na kolejną przygodę niż spokojną praktykę na macie. Sam zresztą przyznaje, że kiedyś uważał jogę za „jakieś pitu pitu”. Dziś regularnie pojawia się na zajęciach i nie wyobraża sobie bez nich swojej aktywności. Co sprawiło, że zmienił zdanie? O tym porozmawialiśmy.
Robert, jak to się stało, że znalazłeś się na zajęciach jogi?
- Robert: Chyba mnie coś poj…ło 🤣
Zawsze najbardziej szanowałam w Tobie szczerość.
Ale przyznaj - miała coś wspólnego z tym Twoja żona (którą z resztą serdecznie pozdrawiam).
- R.: Zawsze mówiłem swojej żonie, że nie uprawia żadnego sportu, a ona na to odpowiadała, że przecież chodzi na jogę. Na co ja odpowiadałem, że joga to nie sport, że to jakieś pitu pitu, aż w końcu zdecydowałem się pójść na zajęcia razem z nią. Na pierwszych zajęciach byłem właśnie u Ciebie i muszę przyznać, że wyszedłem z nich prawie na czworakach. Tak więc częściowo rzeczywiście, zostałem sprowokowany, ale z drugiej strony szukałem zajęcia, którym mógłbym wypełnić dni restowe, między innymi treningami.
Robert, jeśli góry, to raczej wysokie, wiem, że bywałeś w tych najwyższych - możesz coś o tym opowiedzieć?
- R.: to było bardzo dawno temu.
Ale raczej nie spacerujesz po osiedlowych pagórkach?
- R.: Trochę po górach chodziłem, tak, tych trochę wyższych w rozumieniu Andy czy Himalaje też.
Rzadko spotyka się osoby, które z równą pasją przemierzają najwyższe szczyty, wspinają się, jeżdżą na skiturach, a jednocześnie kilka razy w tygodniu rozkładają matę do jogi. To połączenie jest chyba dość wymagające?
- R.: Byłem kiedyś w takim rejonie wspinaczkowym w Hiszpanii, który nazywa się Margalef i sporo czasu spędziliśmy ze wspinaczem Ikerem Pou, który wspina się na naprawdę wysokim poziomie. I Iker po każdym dniu wspinaczkowym wyciągał matę i najnormalniej w świecie ćwiczył jogę. Ja wtedy o jodze nie miałem bladego pojęcia, myślałem, że to zwykły stretching, a on wykonywał dokładne jogiczne asany. Myślę, że wśród wspinaczy skałkowych joga w tej chwili już nie jest tak rzadka.
Wspinaczka jest sportem, który mocno napina mięśnie powodując stałe przykurcza, czego doskonałym przykładem byłem ja, kiedy pierwszy raz przyszedłem na jogę. Mój skłon w przód kończył się na dotknięciu swoich kolan, a siad prosty był ekstremalnym wyzwaniem. Więc tak, jest to dla mnie bardzo wymagające.
Czy po tylu latach ćwiczenia jogi (to już chyba ok 10 lat) widzisz różnicę w treningach wspinaczkowych?
- R.: Na zdrowy rozsądek ta różnica na pewno jest, natomiast ciężko ją zauważyć, ponieważ proces rozciągania tych mięśni i poszerzania swoich zakresów jest stosunkowo wolny, więc po 2-3 latach człowiek nie pamięta o ile mniejszy miał zakres wcześniej. Natomiast mogę powiedzieć na pewno, że zawsze po zajęciach jogi czuję się lepiej, śpi mi się lepiej, mam lepszą regenerację, na pewno lepszą niż kiedy mam dzień restu bez jogi. Zawsze, kiedy poćwiczę jogę, mój organizm to docenia. Fajnie by było na pół godziny mieć ciało sprzed czasu kiedy zacząłem ćwiczyć jogę, wtedy mógłbym powiedzieć na pewno ile ona mi dała.
Czyli nawet, jeśli treningów siłowych jest dużo więcej niż samej jogi, nawet, kiedy jest ona obecna jeden raz w tygodniu, powoduje istotną zmianę. Bardzo mnie to cieszy.
- R.: Mój progres jeśli chodzi o rozciąganie był największy podczas pierwszych 2-3 lat praktykowania jogi. Wtedy najbardziej odczuwałem otwieranie tyłów nóg, bioder czy barków. Czułem, że w psie z głową w dół jest mi coraz lepiej. Teraz to bardziej praca nad tym, żeby tego nie stracić, żeby utrzymać pewien poziom rozciągnięcia w ciele.
Właśnie, czasami mam wrażenie, że jesteś na zajęciach bardziej z obowiązku niż dla przyjemności.
- R.: Niestety dla osób z tak przykurczonymi mięśniami, spowodowanymi zarówno określonym rodzajem uprawianego sportu, ale też siedzącą pracą i stresem nie jest to łatwe. Dla mnie joga jest naprawdę wyzwaniem, wiąże się z dużym wysiłkiem i przede wszystkim bólem.
Tym bardziej szanuję to, że od tylu lat regularnie uczęszczasz na nasze zajęcia.
- R.: Jak tylko mam jakąś dłuższą przerwę od jogi, mój organizm od razu to odczuwa, czy to w lędźwiach czy w barkach, więc tak, staram się regularnie być na zajęciach, tym bardziej, że relaksuje przy tym również głowę i pozbywam się choć trochę stresu.
Czy w trakcie dłuższych podróży ćwiczysz jogę sam?
- R.: Nie. Jest to dla mnie na tyle trudne, że muszę mieć obok siebie kogoś kto mnie przypilnuje i pokieruje. Nawet podczas Twoich zajęć online, które prowadziłaś podczas pandemii, próbowałem, ale oszukiwałem.
Robert. Bardzo Ci dziękuję za tę rozmowę i bardzo się cieszę, że kontynuujesz praktykę w naszej szkole, mam nadzieję, że będziemy ćwiczyć razem jeszcze długie lata.
- R.: Oczywiście, że będziemy.