08/10/2025
Relacja z Silesia Marathon
Do tego biegu przygotowywałem się naprawdę solidnie praktycznie przez całe lato 🌞Nie chodziło tylko o przebiegnięcie kolejnego maratonu czy uzyskanie konkretnego czasu ale przede wszystkim chęć odkucia się po nieudanym wiosennym starcie w maratonie w Wiedniu (3:01:13). Tamten rezultat, dużo poniżej oczekiwań, był jednak głównie konsekwencją alarmująco niskich wyników hemoglobiny, ferrytyny i żelaza o czym przekonałem się jednak dopiero kilka tygodni po tamtym biegu wykonując badania krwi. Wniosek z tego taki aby badać się częściej i na bieżąco monitorować kluczowe wskaźniki zdrowia organizmu👨⚕️
Stwierdziłem że najlepszym miejscem do tego aby wyrównać rachunki z "królewskim dystansem" będzie start niejako "u siebie", na Śląsku, w Silesia Marathon. Ponad 250 metrów przewyższenia, wymagająca trasa i opinia natrudniejszego maratonu w Polsce nie miały znaczenia. Liczyła się tylko wewnętrzna chęć rywalizacji i udowodnienia sobie samemu że wciąż jestem w stanie pokonać maraton w szybkim tempie i zmusić się do maksymalnego/submasksymalnego wysiłku przez około 160 minut biegu🏃♂️
Zmotywowany jak nigdy, stanąłem więc na starcie maratonu wraz z rekordową w historii Silesii liczbą prawie 2,2 tyś biegaczy. Tuż po rozpoczęciu uformowała się krótka czołówka około 5-6 zawodników, wraz z którymi pokonywaliśmy pierwsze kilometry (Kenijczyk, który ostatecznie zwyciężył bijąc przy okazji rekord trasy był zdecydowanie poza zasięgiem). Tempo było szarpane i nierówne (od 3:29/km po 3:53/km) więc stosunkowo szybko postanowiłem biec własnym rytmem. Taka taktyka zaczęła przynosić rezultaty po 30km kiedy udało mi się wyprzedzić kilku zawodników, którzy mocno zwolnili w drugiej połowie dystansu. Wydolnościowo czułem się cały czas znakomicie, biegłem bez większych kryzysów ale mięśniowo ten maraton poprzez liczne zbiegi i podbiegi dał mi zdecydowanie w kość. Po w większości samotnym biegu przekraczam metę w czasie 2:39:11 jako jako 4 zawodnik w klasyfikacji generalnej dzięki czemu mam okazję stanąć do dekoracji na rozszerzonym, międzynarodowym (Kenijczyk i 2 Norwegów) podium🏅
To 4 miejsce oczywiście absolutnie nic nie zmienia w moim bieganiu. Wciąż jestem zdania że na mecie zwycięzca jest tylko jeden a w sporcie zdecydowanie częściej się przegrywa niż wygrywa. Sport nauczył mnie jednak 2 rzeczy. Po pierwsze tego, że ciężka, sumienna i systematyczna praca zawsze ale to zawsze, prędzej czy później, przynosi rezultaty. Po drugie tego że w drodze do realizacji celu nie ma drogi na skróty. Tyle ile uda Ci się wypracować na treningu jesteś potem w stanie przełożyć na wynik na zawodach. Dwa proste, wręcz banalne stwierdzenia, w których kryje się piękno biegania 🙂
Tradycyjnie podziękowania dla wszystkich dopingujących i do zobaczenia na biegowych ścieżkach!