11/05/2025
BRAK POSTĘPÓW
Jest coraz więcej metod, szkół i systemów szkoleniowych. Co krok, to wpadam na nowe odkrycia. Niektóre zwyczajne, a inne robiące duże wrażenie.
Wszystkie mają za sobą osobę, która jest w nich ekspertem i poniekąd je firmuje swoim spektakularnym sukcesem. Większość, to niestety głównie dobry, a czasem genialny piar. :(
Ale zanim zagłębimy się w tą dżunglę możliwości, zastanówmy się czemu w ogóle tak jest?
Czy to możliwe, że rodzi się teraz więcej geniuszy jeździeckich?
Czemu wcześniej wystarczyła jedna solidna, konkretna szkoła, a teraz jest ich multum?
Czy faktycznie aż tyle ich potrzebujemy?
Co mamy?
• Klasykę
• naturals
• behawiorystykę
• west
• straightness training i TRT (oba łączą NH , klasykę i wiele innych)
• i wszystko co pośrodku ale wygląda efektownie
Wybór jest duży i cały czas się powiększa. Dlaczego?
Otóż dlatego, że popyt rodzi podaż, a wszystko jest dla ludzi. To my – ludzie jesteśmy odpowiedzialni za coraz gorszy poziom szkoleń i szkół.
Dlaczego?
Bo nie potrafimy się skupić na jednej rzeczy. I nie chodzi mi tutaj o skupienie uwagi wystarczająco długo. Niestety, ludzie są istotami słabymi. Coraz słabszymi psychicznie. Mamy coraz większe marzenia, w myśl zasady : „sky is the limit”. Boziu droga jak ja nienawidzę tego zdania.
Wystarczy to komuś powiedzieć by osiągnął sukces? Otóż nie ku·wa! Właśnie, że jest limit. Każdy z nam ten limit ma i powinien go poznać, by móc z nim pracować a nie bić głową w ścianę!
To cholerstwo jest pierwszym powodem nieszczęścia ludzi. Są niewystarczający i do bani, bo im nie wychodzi.
A przecież wystarczy tylko chcieć!
Nie ku·wa! Nie wystarczy!
Żeby coś osiągnąć, trzeba zakasać rękawy i próbować tak długo, aż się wygra. Trzeba zacisnąć zęby tysiąc razy, gdy nie wychodzi i wierzyć w sukces dalej. Trzeba się podnosić po porażkach i zgłębiać temat i ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć!!!
Trzeba wyciągać lekce z tych porażek, modyfikować podejście i ćwiczyć dalej.
Aż się zrozumie, aż się nauczy, aż wyjdzie wreszcie.
A co my robimy?
Eeeeee to nie dla mnie, poszukam innej drogi/ innego sposobu.
Nigdy się tak nic nie uda.
Nigdy.
Jeśli chodzi o trening koni, jeśli chodzi o pracę, jeśli chodzi o małżeństwo, jeśli chodzi o cokolwiek… nie uda się, bo nie spędzamy nad tym wystarczająco dużo czasu i nie wierzymy wystarczająco w sukces. Nie dajemy za ten sukces wszystkiego. Chcemy żeby sam sobie do nas przyszedł, najlepiej najkrótszą drogą i bez wysiłku.
Wiecie jaka jest różnica między dorosłym, a dzieckiem robiącym nową czynność?
Dzieci się nie wstydzą (dopóki my ich tego nie nauczymy).
Pamiętam jak grałam po raz pierwszy z dzieciakami w nową planszówkę zręcznościówkę. Coś tam trzeba gdzieś trafić czymś. Dziewczynki strzelały tak długo, aż trafiły i się nauczyły. Ja po pierwszej nieudanej próbie odruchowo rozejrzałam się po domu, czy nikt dorosły nie zauważył! Bo jeszcze ktoś zobaczy i będzie wstyd! Ale kto i czemu? Nieważne. Dorośli jeśli im nie wychodzi, to się poddają, bo nie chcą się wstydzić…
Jakie to jest smutne.
Tak bardzo nie umiemy unieść tej porażki (jaka by nie była), że natychmiast obwiniamy metodę/grę/cokolwiek i szukamy innej. Nie wiemy czy łatwiejszej, ale innej. Jest wtedy szansa na sukces znowu.
To nie metoda jest zła w jeździectwie. To my nie poświęciliśmy jej wystarczająco dużo czasu.
Umówmy się, żeby pracować prawidłowo z koniem, trzeba się tym zajmować profesjonalnie. Trzeba poświęcać na to całe dnie i lata. Trzeba zrobić z tego swój zawód i misję życiową. Trzeba podporządkować temu całe swoje życie przez wiele, wiele lat.
Swoją dietę, trening ogólny ciała, czas, rodzinę, wszystkie wybory… żeby się doskonalić i być na bardzo dobrym poziomie. To jest wtedy coś, za co mogę odpowiadać.
A co ja mogę, jeśli 8 godzin dziennie pracuję w biurze, w domu mam dwa koty, psa, chomika, dziecko i męża (który nie rozumie, czemu akurat koń wymaga tyle czasu) i Bóg wie co jeszcze. Czasem będę miała tylko 15 minut by spędzić ten czas z koniem. A czasem nie będę miała go w ogóle.
To jak bardzo ja się tej metodzie poświęciłam? Ile jak z siebie dałam. Jakich efektów mogę się spodziewać?
Oczywiście, jeśli jestem odpowiedzialną i zdrową osobą, to przyznaję, że „wina” leży po mojej stronie i muszę, albo zmniejszyć swoje oczekiwania, albo znaleźć sobie więcej czasu i motywacji do pracy.
Jeśli jestem mniej odpowiedzialna i zdrowa, to szukam innego szkolenia/trenera/ rozwiązania. Bo przecież problem nie może leżeć we mnie! Nie?
I dlatego różne mniej kompetentne osoby mogą „tworzyć” cuda na kiju szkolenia i oferty, bo ludzie ich potrzebują. By nie brać się do porządnej roboty nad sobą.
To dlatego nowy trener na początku zawsze „działa”. W piłce nożnej jest taka nazwa „efekt nowej miotły”. Przychodzi nowy trener i wszyscy się starają i przez chwile jest lepiej.
Zawsze jesteśmy zachwyceni nowym trenerem. To jest niemal objawienie. I czasem to jest fajna zmiana, ale najczęściej to prostu ulga, że mamy coś innego niż to, co nam się nie udało wcześniej.
Ulga, że nie musimy się mierzyć ze sobą .
Ulga, że mamy znowu marzenia na wyciągnięcie ręki.
Do czasu…. Aż sytuacja się powtórzy. I będzie się powtarzać, póki nie dojdziemy do ładu sami ze sobą. Nie ustalimy czego chcemy i jak bardzo tego chcemy. Ile damy za spełnienie tego chcenia!
Cokolwiek wam powiedzą nowe metody, to to już było.
Jeśli trenujecie już z trenerem, ale wam coś nie idzie, to uczciwiej i sensowniej jest zapytać go otwarcie dlaczego tak może być? I co może ten wasz trener na to poradzić. A nie zmieniać trenera. Bo wasz trener może mieć dobre pomysły i cała potrzebną do tego wiedzę, a trawa jest zawsze bardziej zielona u sąsiada… :P
Szukajmy rozwoju, ale mądrze….