28/04/2026
👉 Relacje z piłkarskich boisk. Grali w weekend i środę. Wikliniarz przegrał dwa mecze w stosunku 2:4. Dąb gładko ograł Relaks Wysoka (3:0). W klasie B Orzeł niespodziewanie męczył się z Zaskawianką (4:2). Jutro (tj, środa, 29.04, godzina 17.00) zagra u siebie z Orłem Wieprz, a będzie to jeden z meczów o "sześć punktów" w kontekście awansu do klasy A. W imieniu piłkarzy i klubu Orzeł Radocza zapraszamy kibiców 👋
👉 Klasa A
Znicz Sułkowice-Bolęcina - Wikliniarz Woźniki 4:2 (1:1)
- Graliśmy nieźle jak zawsze, przegraliśmy jak zwykle – komentuje mecz trener Wikliniarza Michał Gaudyn. – Męczące są te ciągłe rotacje w składzie, to przeszkadza w grze. Zawsze kogoś z którejś formacji brakuje, za każdym razem jest inna „jedenastka”. Nie miałem jeszcze tak trudnej sytuacji. Przykładowo w ataku musiał wystąpić Damian Gacek, który w ogóle nie grał w piłkę przez pół roku. Nie mam też wyjścia i stawiam na zawodników, którzy mają trzy jednostki treningowe w rundzie… Nie można potem zagrać dobrze. Sam już, „łatając dziury”, wystąpiłem w tej rundzie chyba wszędzie. Mimo wszystko prowadziliśmy równorzędną grę. Do przerwy był remis. Później gospodarze przypadkowo wbili sobie gola i prowadziliśmy 2:1. Do 82 minuty. Potem piłka po strzale gospodarzy odbiła się od poprzeczki, trafiła do napastnika, „zahaczyłem” go i był rzut karny, który został wykorzystany. Myśleliśmy o remisie, ale dobrą robotę robił u rywal Kierczak, który nadal jest w świetnej formie, a także Pachler i inni. W końcówce Znicz trafił nas jeszcze dwa razy.
Wikliniarz Woźniki – Sosnowianka 2:4 (0:1)
- Do 60 minuty przegrywaliśmy 0:2 – mówi trener Wikliniarza Michał Gaudyn. – Goście grali jednak przeciętnie, na co zwracałem uwagę już w przerwie meczu. Zostawiali nam dużo miejsca, przestrzeni i utwierdzałem chłopaków w tym, że możemy zdobywać gole. Kontaktowego zapisał po moim przekątnym podaniu Miłosz Stańczyk, a wyrównał Piotrek Gaudyn strzałem z 40 metra. Niestety powtórzył się scenariusz z Sułkowic. Dwa ostatnie gole w meczu zdobył przeciwnik. W 85 minucie jeden z piłkarzy gości przebił piłkę głową do napastnika i ten dał im prowadzenie. Gdy się otwarliśmy, zostaliśmy pokarani czwartym golem. W trzech ostatnich meczach, mimo wszystkich naszych problemów, powinniśmy zdobyć 4 punkty. Nie mamy jednak nic. Teraz czeka nas trudny rywal – Astra Spytkowice.
Dąb Tomice – Relaks Wysoka 3:0 (1:0)
- Dobry mecz w naszym wykonaniu, dyktowaliśmy warunki – relacjonuje trener Dębu Marcin Folga. – Stworzyliśmy sporo sytuacji bramkowych. Goście nie mieli argumentów, nawet przy naszym chwilowym zastoju w pierwszej połowie. Oddali jeden groźny strzał. Prowadziliśmy po strzale Konrada Góralczyka, który z „szesnastki” uderzył w „długi róg”. Po przerwie na 2:0 podwyższył Grzesiek Ludwikowski. Skorzystał z podania Szymka Wiktora i będąc przy „krótkim” słupku zamknął akcję. Później Wiktor sam wpisał się na listę – skiksował bramkarz, a on trafił do pustej bramki. Cieszy to, że w końcu zagraliśmy „na zero” w tyłach. Piłka „chodziła” od nogi do nogi, nawet pod presją przeciwnika. Są jeszcze mankamenty, ale widzę, że fizycznie wyglądamy już nieco lepiej niż na początku rundy. Daleka jeszcze droga do tego, żebyśmy prezentowali pełnię umiejętności.
👉 Klasa B
Orzeł Radocza – Zaskawianka 4:2 (1:2)
- Jestem zaskoczony naszą postawą w tym meczu, zagraliśmy słabo i chaotycznie – nie owija w bawełnę trener Orła Zbigniew Pytlowski. – W pierwszej połowie stawialiśmy na indywidualne akcje, rywale do nas doskakiwali, podwajali, a nawet potrajali i w naszych szeregach pojawiła się niepewność i nerwowość. Na boisku w ogóle nie podejmowaliśmy żadnej współpracy. Dawno nie widziałem swojej drużyny tak słabo grającej. Uczulałem przed meczem, że robotę w drużynie gości będzie robił długimi wrzutkami za obronę Andrzej Baklarz, który ma świetnie „ułożoną” stopę. Co z tego, że o tym drużyna wiedziała, jak zostawiała za dużo przestrzeni pomiędzy obroną a bramkarzem i tak właśnie padł pierwszy gol. Po wrzutce Baklarza w ten sektor. W pierwszej połowie mogliśmy przegrywać nawet 0:3, bo goście dwa razy trafiali w poprzeczkę. Na szczęście po praktycznie pierwszym porządnym strzale przed przerwą zdołaliśmy wyrównać. Krzysiek Adamik ładnie uderzył z rzutu wolnego. Długo się nie cieszyliśmy, bo w doliczonym czasie po stracie w środkowej strefie i długim podaniu, goście mieli na koncie drugiego gola. Nie ukrywam, że w szatni padły bardzo mocne słowa. Zwróciłem zawodnikom uwagę na pewne kwestie i dałem im czas dla siebie. W drugiej połowie zaczęliśmy grać bardziej zespołowo, choć cały czas było trochę nerwowo, gdyż wynik był na styku. Już w 47 minucie gola zdobył Kruczek, a było to poprzedzone sześcioma podaniami od naszej bramki. W 54 minucie prowadzenie 3:2 dał nam Adamik po akcji oskrzydlającej Gzeli. Taki wynik utrzymywał się do 89 minuty, gdy Dyrcz podał piłkę Krzyśkowi Adamikowi, który strzałem z półwoleja zamknął mecz, zdobywając hat-tricka. Z tego co wiem drużyna Zaskawianki jest groźna, jeśli ma wynik stykowy, gdy czuje szansę na punkty. I tak było w meczu z nami. Jutro gramy u siebie z Orłem Wieprz. Będę miał do dyspozycji trzech podstawowych piłkarzy, których zabrakło w meczu z Zaskawianką.
/PK/