Kana JACHT

Kana JACHT Klub żeglarski KANA Jacht w Tarnowie

„Dzień ósmy – Do zobaczenia Mazury!”Ostatni poranek naszego rejsu rozpoczął się nieco wcześniej niż zwykle. Bez ponaglan...
28/07/2025

„Dzień ósmy – Do zobaczenia Mazury!”

Ostatni poranek naszego rejsu rozpoczął się nieco wcześniej niż zwykle. Bez ponaglania i marudzenia zebraliśmy się do działania – czas było posprzątać jachty, spakować rzeczy i przygotować się do powrotu do lądowej rzeczywistości. Każdy jeszcze raz spojrzał na swoją koje, maszt, pokład – znajome już elementy, które przez ostatni tydzień stały się drugim domem.

Zanim opuściliśmy port, przyszedł czas na pożegnanie z Mazurami – pełne wzruszeń, śmiechu i zdjęć „na pamiątkę”. Wracamy do domów bogatsi o nowe przyjaźnie, doświadczenia, żeglarskie umiejętności i wspomnienia, które trudno będzie przebić.

Nie może zabraknąć też podziękowań – dla organizatorów, którzy wszystko zaplanowali co do węzła, dla sterników, którzy czuwali nad naszym bezpieczeństwem i uczyli nas, jak łapać wiatr, i oczywiście dla rodziców, dzięki którym mogliśmy tę przygodę w ogóle przeżyć. Każdy miał swój udział w tym, że ten rejs był tak wyjątkowy.

Chociaż to koniec tej wyprawy, myślami już jesteśmy przy kolejnym sezonie. Bo jak raz poczuje się smak wolności pod żaglami, dźwięk fali uderzającej o burtę i wieczorne ogniska z szantami – to wiadomo jedno: za rok wracamy!

Siódmy dzień przywitał nas spokojnym porankiem. Po pobudce i śniadaniu zebraliśmy się na tradycyjny apel – tym razem w c...
27/07/2025

Siódmy dzień przywitał nas spokojnym porankiem. Po pobudce i śniadaniu zebraliśmy się na tradycyjny apel – tym razem w cieplejszej, słonecznej atmosferze. Niebo się w końcu rozpogodziło, a z nim i nasze nastroje. Niestety przyszedł czas na pożegnanie z portem Mila w Kamieniu: trochę z żalem, ale i z gotowością na dalszą drogę. Co prawda było nam tu dobrze – ciepło, gościnnie i aktywnie, lecz żeglarze nie zostają w jednym miejscu zbyt długo. Czas płynąć dalej. ️

Odbiliśmy od kei i rozpoczęliśmy powrót do portu, z którego wszystko się zaczęło – Bocianiego Gniazda. Płynęliśmy przez znajome już akweny – Bełdany, jezioro Mikołajskie, Tałty i Ryńskie. Rejs upływał nam w świetnych warunkach – wiatr sprzyjał, a słońce radośnie świeciło przeganiając wspomnienia o niedawnych ulewach.

W połowie drogi zrobiliśmy postój na wodzie, by wspólnie przygotować obiad. Gotowanie na środku jeziora ma w sobie coś wyjątkowego. Jak zwykle wyszło pysznie i sycąco.

Wieczorem czekało nas whirlpool bath i zasłużony relaks, a potem – niestety już ostatnie obozowe ognisko. Przyszedł czas na podsumowanie obozu – wspomnienia, śmiech i trochę wzruszeń. Wspólnie spojrzeliśmy wstecz na to, co za nami – burze, halsy, kotwice, ogniska, mecze, wachty – i mogliśmy śmiało powiedzieć: to był naprawdę udany rejs.

Zasypialiśmy z uśmiechem, wiedząc, że nasza przygoda dobiegła końca, ale wspomnienia zostaną z nami na długo.

„Plan B – aquapark zamiast żagli”- dzień szósty.Całą noc deszcz nie dawał za wygraną.🌧️Ulewa bębniła o pokłady jak nakrę...
25/07/2025

„Plan B – aquapark zamiast żagli”- dzień szósty.

Całą noc deszcz nie dawał za wygraną.🌧️Ulewa bębniła o pokłady jak nakręcony perkusista szantowej kapeli. Nad ranem nadszedł czas pobudki i sprawdzenie prognozy, która niestety nie pozostawiała złudzeń – żeglowanie w takim deszczu nie wchodziło w grę. Ku naszej uciesze korekta planów: zamiast moknąć na środku jeziora, zostaliśmy w porcie i mogliśmy legalnie pospać 💤 jeszcze trochę. Śniadanie na luzie, bez pośpiechu, bez przechyłów i dodatkowy bonus zmiany planów: z suchymi skarpetkami. Po późniejszym apelu i krótkiej naradzie, padł genialny pomysł – basen! Ale nie byle jaki – Aquapark Tropikana Gołębiewski. W jednej chwili zamieniliśmy sztormiaki na klapki i wskoczyliśmy w zupełnie inny klimat. Palmy, zjeżdżalnie, gorące whirlpool bath i sztuczna rzeka. Było chlapanie, ślizgi, śmiech i błogi relaks – czyli dokładnie to, czego potrzebowaliśmy po kilku dniach na wodzie.🏊‍♂️💦

Po powrocie, lekko rozleniwieni i wygrzani, zasiedliśmy na jachtach do gier: planszówki i karty. Wygrywając kolejne rozdania przez zamoknięte bulaje obserwujemy niebo powoli tracąc nadzieje na lepszą pogodę. Port wciąż szarawy i wilgotny lecz nagle... przejaśnienie! Na niebie pojawiło się słońce a nad masztami rozciągnęła się piękna tęcza 🌈.Jest dobrze, teraz jeszcze żeby ten garniec złota jakoś wykopać! Z uwagi na brak łopat odpuszczamy. Czasami mały drobiazg niweczy misterny i dalekosiężny plan. Wieczorem emocje znów sięgnęły zenitu – mecz siatkówki!🏐Kibicowali wszyscy, nawet ci, którzy twierdzili, że „wolą tylko patrzeć”.

Śmiechu było więcej niż punktów, a rywalizacja zakończyła się przybijaniem piątek.

Po tylu wrażeniach zasnęliśmy szybko i głęboko, z nadzieją, że jutro znów powieje i przyświeci nam słonko.

„O-ho, ho! Przechyły i przechyły, za falą fala mknie!”- dzień piąty obozu. Dzień rozpoczął się spokojnie – pobudka, śnia...
24/07/2025

„O-ho, ho! Przechyły i przechyły, za falą fala mknie!”- dzień piąty obozu.

Dzień rozpoczął się spokojnie – pobudka, śniadanie i tradycyjny apel żeglarski przy kei. Słońce wyglądało zza masztów, a lekki wiatr zapowiadał dobre warunki na wodzie. Zanim jednak odbiliśmy od brzegu, trzeba było trochę popracować – sprzątanie pokładu, porządkowanie rzeczy i szorowanie kociołka. Zorganizowani i gotowi, wypłynęliśmy zostawiając za sobą spokojny port i ruszając w stronę kolejnej przygody. Wiatr jak zamówiony, a słońce jak z folderu reklamowego. Żagle pełne, jachty lekko pochylone, hals w lewo, hals w prawo, przechył, śmiech, trochę adrenaliny i pełna radość z żeglowania.

Przecieliśmy Śniardwy i ruszyliśmy dalej – na Jezioro Bełdany. I wszystko szło pięknie... aż do pół godziny przed portem. Wtedy Matka Natura postanowiła pokazać, że nie zapomniała o nas całkiem. Dzień wcześniej udało się uciec przed deszczem, ale tym razem złapał nas z rozmachem.

Po dzielnej walce z żywiołem dotarliśmy do portu Mila w Kamieniu – przemoczeni, ale w doskonałych humorach. Zacumowaliśmy sprawnie i szybko przeszliśmy do rzeczy ważnych: suszenia rzeczy, przebierania się w suche ciuchy i... eksploracji portu. A było co odkrywać – boiska, stoły do gier, przestrzeń do odpoczynku i masa okazji do wspólnej zabawy. A wieczorem... wisienka na torcie, czyli piana party! Muzyka, śmiech, tańce wśród piany. Wszyscy byli cali w pianie – niektórych trudno było rozpoznać. Zmęczeni, wypłukani i z pianą, już tylko we wspomnieniach, wróciliśmy na jachty. A kiedy leżeliśmy już w śpiworach, zasypiając przy dźwiękach spokojnego deszczu stukającego o pokład, uśmiechy nie schodziły nam z twarzy. Radosna noc przed nami!

Dzień czwarty -"Operacja: Nie dać się burzy (i nakarmić pół portu)"Czwarty dzień obozu rozpoczął się... znacznie wcześni...
24/07/2025

Dzień czwarty -"Operacja: Nie dać się burzy (i nakarmić pół portu)"

Czwarty dzień obozu rozpoczął się... znacznie wcześniej niż zwykle. Prognozy pogody nie pozostawiły złudzeń – burze miały nas dopaść na trasie. Trzeba było podjąć męską, żeglarską decyzję – albo jeszcze zakopujemy się w śpiwory i śpimy, a później płyniemy w deszczu albo ruszamy skoro świt i ratujemy suchą skórę. Wybór był prosty i jednogłośny: bladym świtem ‘’weźniem go” ! Decyzja może i kosztowała nas parę ziewnięć więcej, ale nagrodą był widok, który na długo zostanie w naszej pamięci – urzekający wschód słońca nad jeziorem, cichy, spokojny, jakby świat na chwilę wstrzymał oddech.

Płynąc przez rozległe Śniardwy, zorientowaliśmy się, że jesteśmy niemal jedyni na wodzie – prawdziwa rzadkość w szczycie sezonu! Żadnych motorówek, żadnych obcych jachtów, żadnych tłumów – tylko my, żagle i tafla jeziora odbijająca poranne promienie słońca. Tym razem wiatr stanął na wysokości zadania – w przeciwieństwie do dnia poprzedniego. Powiało nam! Wobec czego sprawnie i z uśmiechem pokonaliśmy całą trasę, docierając do uroczego portu w Okartowie. Przed nami popołudnie relaksu. A co z ulewą? Z wielkiej burzy wyszły co najwyżej dwa rozbryzgi drobnego deszczu, które można było pomylić z… odświeżającym prysznicem. Oddajcie nam nasze 3 godziny snu!!! Pogoda idealna do odpoczynku, spacerów i integracji. Wieczorem udaliśmy się do zabytkowego, XVI-wiecznego kościoła, który nie tylko zachwycał architekturą, ale też atmosferą. Uczestniczyliśmy we mszy, po której czekała nas niespodzianka – mini recital lokalnych artystów. Zwieńczeniem była fascynująca opowieść księdza o historii świątyni – z humorem, pasją i ciekawostkami. ️

Po mszy kto głodny kroi warzywa na kociołek, a kto nie głodny też kroi - to już nasza tradycja. Kociołek jak zwykle zrobił furorę – nie tylko u nas, ale też u sąsiednich grup. Zniknął szybciej niż się zagotował, wszyscy zajadali aż się uszy trzęsły.

Dzień zakończyliśmy wspólnym śpiewaniem szant przy ognisku. Gitary, śmiech, echa głosów nad wodą. A kiedy powieki zaczęły robić się ciężkie, a ognisko przygasało, zasypialiśmy z widokiem na spokojne jezioro i księżyc zawieszony nisko nad horyzontem.

„Dzień trzeci - żagle śpią, my nie”Trzeci dzień naszego żeglarskiego rejsu przywitał nas w Mikołajkach gęstą mgłą, co ni...
23/07/2025

„Dzień trzeci - żagle śpią, my nie”

Trzeci dzień naszego żeglarskiego rejsu przywitał nas w Mikołajkach gęstą mgłą, co nie sprzyjało wczesnemu wstawianiu; zwłaszcza, że widoczność w najlepszym wypadku można by określić jako taką sobie. A humory w trybie "poranna kawa jeszcze nie zadziałała". 🥴☕️ Na szczęście około godziny 11:00 mgła opadła, słońce rozwinęło pełne skrzydła, a my zaczęliśmy się smażyć jak grzanki na patelni. 🍳Niestety, odwrotnie do słońca zachował się wiatr: znikł! Totalna flauta. Przepraszamy się z silnikiem i „pyrkamy” gdzieś do przodu ile nam starczy sił. A sił ubywa z każdym kablem pokonanej odległości. I co można zrobić najlepszego na Mikołajskim przy braku sił? Skrócić trasę i odbić na obiad do restauracji „Gruba Ryba”.🍴🐟 Pyszna rybka zjedzona a i o deserze też nie zapomnieliśmy: beza z lodami - mistrzostwo świata. Lub co najmniej mistrzostwo jeziora Mikołajskiego w kategorii „beza na poprawę humoru” 😋 W drodze do bindugi Mazuralia Przeczka „Chopin” znów nas dorwał – kto by się spodziewał? Ten statek chyba ma nas na radarze. To już kolejne spotkanie i coraz bardziej podejrzewamy, że nas śledzi. Po zacumowaniu niespodzianka: zaproszenie na wieczorne Fluor Party. Zaproszenie oczywiście przyjęte i tylko czekamy aż słońce schowa się gdzieś pewnie w toni Tałt. I co dalej? Farby fluorescencyjne, światła UV i muzyka sprawiły, że zamieniliśmy się w żywe neony. Twarze świeciły, koszulki błyszczały, a parkiet (czy raczej portowy plac) rozbrzmiewał muzyką i śmiechem. Cisza nocna, co prawda, trochę się opóźniła ale w końcu wszystko ucichło. A na niebie, zamiast reflektorów, pojawił się księżyc w kształcie rogalika, który jakby mrugnął do nas na dobranoc.🌙

Koniec dnia trzeciego: mało wiatru, dużo śmiechu – bilans zdecydowanie na plus.

"Słońce, woda, żagle – dzień drugi na fali"Drugi dzień naszego rejsu rozpoczęliśmy pełni żeglarskiego zapału. Pobudka, a...
21/07/2025

"Słońce, woda, żagle – dzień drugi na fali"

Drugi dzień naszego rejsu rozpoczęliśmy pełni żeglarskiego zapału. Pobudka, apel, szybkie śniadanie i ruszyliśmy do kościoła na Mszę, by z nową energią wejść w dalszą część dnia. Pogoda dopisuje więc nie mogliśmy odmówić sobie w drodze powrotnej do mariny porcji lodów dla ochłody i smacznych gofrów.🍦🧇Nasyceni kulinarnie oraz duchowo zabieramy się za klarowanie jachtów. I wszystko szło znakomicie... dopóki jeden z telefonów nie postanowił sprawdzić temperatury jeziora samodzielnie. 📱💦 Na szczęście załoga wykazała się błyskawicznym refleksem – zanim ryby zdążyły zrobić sobie selfie, sprzęt został wyłowiony i uratowany! 😄

Wreszcie upragniona komenda „cumy oddaj”. Odbijamy od kei, kierunek Mikołajki. Na wodzie czekała nas kolejna porcja żeglarskiej wiedzy – tym razem już w praktyce. Sznurki, żagle, burty, halsy, zwroty… dużo tego, krawat? Po co komu krawat na żaglach? STOP! Pora na uzupełnienie nadwątlonych nauką sił: wspólne naleśniki na środku jeziora! 🥞⛵ pomysł wielce zacny! Zatrzymaliśmy się w zatoczce przy Cyplu św. Huberta i rozpoczęliśmy kulinarną ucztę. Posileni żeglujemy dalej, Tałty i Mikołajskie – widoki jak z pocztówki, wiaterek przyjemny, a humory jeszcze lepsze.

Do Mikołajek dotarliśmy tuż przed zachodem słońca – i trudno o lepsze zakończenie dnia. 🌅Niebo zapłonęło kolorami, a wieczorne rozmowy przerodziły się w karty uno i pokerowe emocje – stawka? Cheeriosowe żetony! 😎🃏 Napięcie rosło, strategie się zacieśniały, a chrupki znikały szybciej niż żagle przy ostrzeżeniach o nadchodzącym silnym szkwale.

Taki dzień zapamiętamy na długo. Całkiem dobry dzień: pełen śmiechu, przygód i pokerowych zagrywek! Tylko jednego trochę szkoda… że już jest za nami.

I znowu mnie zostawili… no może nie tak bardzo znowu, bo na przestrzeni 20 kilku lat dopiero drugi raz, ale żal… Oni pod...
20/07/2025

I znowu mnie zostawili… no może nie tak bardzo znowu, bo na przestrzeni 20 kilku lat dopiero drugi raz, ale żal… Oni pod rozpostartym żaglem, a ja? … co prawda dwa tygodnie temu też tam byłem, ehhh jeszcze większy żal! Na zarażenie się mazurską przygodą nie ma lekarstwa, trzeba po prostu dawkować z odpowiednią częstotliwością. Dobrze, że mam wgląd w to co się dzieje na naszym obozie dzięki relacji Natalii, wspólnie opiszemy Wam naszą kolejną mazurską przygodę:

XXIII rejs Kana JACHT Mazury 2025 – zaczynamy! ⚓️

Witajcie z Rynu! Nasza żeglarska przygoda właśnie się rozpoczęła – i to z Przytupem! 🚤
Podróż minęła bez najmniejszych problemów, wszystkich naszych załogantów zgarnęliśmy po drodze do naszego busika i chyba jesteśmy lepsi od Ryanaira, bo żadnych biletów nie odwołaliśmy. Mało tego, jesteśmy tak dobrzy, że za rok to nawet nie tylko lotnisko w Warszawie i Olsztynie ogarniemy za jednym razem, ale nawet Radom nam będzie nie straszny! A teraz już nasz port: Ryn. Widok jeziora i kołyszących się na nim jachtów po raz kolejny wynagrodził nam trudy podróży. Zapomnieliśmy o prawie że niemożliwym do zapakowania plecaku – zwłaszcza wtedy jak już miejsca brak, a obok jeszcze stos ubrań do zabrania, wczesnym wstawaniu i czasie, który się dłużył wielce, czy to w samolocie, czy to w busie. Cieszymy się, że ponownie możemy być na ukochanych Mazurach.😊

Ale nie ma lekko, chwila podziwu i do zajęć: zaraz po przyjeździe podział załóg i mustrowanie się na jachtach. Każdy znalazł swoje miejsce na pokładzie (choćby takie tyci tyci ale własne!) i rozpoczęliśmy szkolenie. Trochę teorii, trochę zasad bezpieczeństwa, organizacja obozu i plany na następny dzień. Miało być nudno, a było ciekawie i już nie możemy się doczekać pierwszych chwil na wodzie. 💨

Wieczorem przyszedł czas na integrację przy ognisku – pieczone kiełbaski, gitara i szanty. 🎸

Mimo burzowych prognoz Mazury przywitały nas łaskawą pogodą i niesamowitą atmosferą, a przed nami dni pełne niezapomnianych chwil.
Ahoj przygodo! ⛵🔥

Ps. Gdzie jest Przytup? Znalazcę czeka nagroda!

Pożeglować już nie pożeglujemy (przynajmniej nie dzisiaj), żaden hals, żaden jacht w pochyle albo choćby malutki zwrocik...
10/07/2025

Pożeglować już nie pożeglujemy (przynajmniej nie dzisiaj), żaden hals, żaden jacht w pochyle albo choćby malutki zwrocik przez sztag, więc pozostało nam tylko nacieszyć się tym, co nam pozostało. No ale czym? Apelem? Sprzątaniem jachtu? Pakowaniem? Gdy wszystko przypomina nam, że było lepiej, choćby wczoraj! Znam to powiedzenie, że wszystko się kończy i że choć o tym wiemy, to zawsze jest to zaskoczeniem. Sprawdziło się – po raz kolejny. Ok. godz. 10 po naszych porannych obowiązkach pozostało nam tylko czekać na bosmana, który kolejno odbierał nasze jachty. Wszystko bez problemu, strat własnych brak, protokoły do podpisu i jednostki zdane. Bosmanowi zajęło to tak do 11.30. oczywiście z naszą wydatną pomocą. Teraz można pakować się do autokaru i niestety po raz ostatni spojrzeć na port, łódki które przez cały tydzień zastępowały nam dom i pomost, który tydzień temu radośnie, choć jednocześnie chłodno nas powitał, a dziś żegna. Dobrze choć, że domownicy z naszego jachtu ruszają z nami, zawsze to jeszcze kilka chwil razem. Nie wszyscy, bo część żegnamy już w Węgorzewie. A pozostała reszta naszych żeglarzy o 12 w autokarze i ruszamy. Cóż ten etap rejsu najmniej ciekawy, kilometry autostrady umykają jeden za drugim, a Artur mimo próśb nie potrafi pochylić autokaru na jedną z burt, jak przy choćby niewielkim szkwaliku. Kolejny przystanek w Warszawie, by pożegnać kolejnych załogantów, a następnie prosto do Tarnowa. No i o 22 jesteśmy. W zasadzie można by się przepakować i z powrotem… ok. to za 2 tygodnie z drugim obozem, zawsze jakieś pocieszenie dla co niektórych. A na teraz to już niestety KONIEC naszej wyprawy.

Dobry rejs! Mimo zmiennej aury, wiatrów czasami zbyt mocnych, upałów zbyt żarliwych i korekt planów na żeglugę. Bo jak zawsze okazuje się, że najważniejszą częścią wyprawy jesteśmy my sami. Czasami mam wrażenie po takim rejsie jak ten, że obojętnie gdzie byśmy popłynęli to zawsze będzie wspaniale. Oczywiście Szlak Wielkich Jezior Mazurskich to niespotykany gdzie indziej akwen ale… kiedyś spróbuję czy rejs na Bobrownikach z takimi załogami jak nasze, też by się udał. Dziękuję wszystkim za ten wspólny tydzień pod żaglami, wspólne szanty, ogniska, poranną kawę podaną podczas apelu, kociołek i nawet zabawy na motorówce, za którą nie przepadam. Będzie za czym zatęsknić. Jak za pierogami Andrzeja!

Dobrze, że z naszymi sternikami widzę się częściej. Oczywiście Wam też dziękuję: Rafałowi, Karolowi i nawet kapitanowi Szuwarkowi mimo, że bagno prawie mnie zżarło. Dziękuję Oli, Hani i Bogdanowi za wspólne żeglowanie oraz (tu prawie będzie jak na gali Oskarowej z listą podziękowań) również Eulali, Uli, Weronice i Dzikiemu za niezapomniane Mazurskie miejscówki.

No dobra… byłoby na tyle. Ahoj żeglarze! Do następnego razu!

Piątkowy poranek dosyć słoneczny i ciepły, chmury przegnane, a Neptun chyba zamierza godnie nas pożegnać solidnym wiatre...
09/07/2025

Piątkowy poranek dosyć słoneczny i ciepły, chmury przegnane, a Neptun chyba zamierza godnie nas pożegnać solidnym wiatrem podczas naszego ostatniego obozowego odcinka żeglugi. Wieje! Póki co, po apelu i śniadaniu idziemy na boisko tradycyjnie zmierzyć siły kadra – uczestnicy w siatkarskim pojedynku. Po wyrównanej walce… no dobra… nie będę koloryzował i lepiej na ten mecz spuśćmy zasłonę milczenia, po prostu poszliśmy poodbijać sobie piłkę, a uczestnicy, pewnie zamartwiając się, że to już prawie koniec obozu oraz będąc bez sił, codzienną walką z żywiołem, wyczerpani (lub wciąż objedzeni wczorajszymi kiełbaskami), nie udźwignęli presji rywalizacji. Szybki prysznic po meczu i na wodę, kierujemy się na zachód w kierunku mostu w Harszu, ostatnie składanie masztu, Kirsajty na silniku i wychodzimy na Mamry. Neptun wiatru nie poskąpił, prawie że jednym halsem docieramy do Węgorapy i kanału Węgorzewskiego. Smutno, szybko minął ten tydzień żeglugi, jeszcze ostatnie spojrzenie na rozpostarte żagle, które wcale nie pocieszyło naszych żeglarskich serc i płyniemy w kierunku portu. Ostatnie cumowanie, ostatnie „tak stoimy” i ostatni klar portowy. Na wieczorną obiadokolacje wybieramy się do nieodległej pizzerii na podobno najlepszą pizzę w okolicy. Na 18 mamy zarezerwowane stoliki. Była niezła, ale czy taka najlepsza? Okazało się, że co prawda lokal ten sam, ale od kwietnia tego roku zmiana kucharzy i całej obsługi. Nieśmiało postuluje: chcemy powrotu poprzedniej ekipy! Po posiłku powrót do portu i czas wolny. Można powoli zacząć się pakować i przygotowywać łódki do jutrzejszego sprawnego ich opuszczenia oraz zdania jednostek bosmanowi. Przed nami ostatnia noc na jachtach, zapobiegawczo przesuwamy apel o pół godziny później, tak na wszelki wypadek, gdyby znowu cisza nocna gdzieś się zagubiła. Port cichy, w zasadzie tylko nasza 8 jachtowa ekipa robi za cały mazurski gwar, z godziny na godzinę szum rozmów ucicha, a port powoli zasypia wraz z nami.

Gdyby ktoś szukał intratnej posady to myślę, że nurek w popularnym mazurskim porcie to jest to! Narobić to się może i ni...
08/07/2025

Gdyby ktoś szukał intratnej posady to myślę, że nurek w popularnym mazurskim porcie to jest to! Narobić to się może i nie narobisz, ale za każde wejście do wody spływa szacowna kwota na konto, zwłaszcza za może niezbyt romantyczną jak mogła by wydawać się z opisu: „kąpiel po północy w blasku księżyca”. To tak nawiązując do plusku wpadającego telefonu do wody. A co do mniej romantycznych z opisu spraw? Poranny apel, toaleta, śniadanie i wnikliwe analizowanie prognoz pogodowych. Czyli nasza żeglarska poranna codzienność. Jest jeszcze nasza stała „Wilkasowa” opcja, czyli wyjście do parku wodnego. Lecz okazało się, że większość torów wodnych zajęta, a niecki z whirlpool bath nieczynne. Hmmm entuzjazm na wyjście na basen osłabł, a do tego znowu czas nas goni z uwagi na popołudniowe prognozy pogody. Już teraz solidnie wieje, a na 16 przewidywane jest załamanie pogody. Opady i mocno tężejący wiatr. Nasz port docelowy wobec powyższego należało by osiągnąć przed zmianą aury. Nowy Harsz jest wielce urokliwą i przyjazną przystanią, ale płytko. Cumujemy tam z podniesioną płetwą sterową i mieczem, a do tego nie osłonięty od wiatrów zachodnich. A tak ma wiać. Zawsze jest opcja na Sztynort gdyby załamanie pogody przyszło wcześniej, lecz tam trochę gorzej z ew. organizacją ogniska, dostępnymi boiskami lub piaszczystą plażą. To tak na jutrzejszy poranek. Wypływamy, kanałem Niegocińskim na Kisajno i baksztagiem żeglujemy na południe. Wiatr zgodnie z przewidywaniami rośnie w siłę, choć na Darginie lekko lżej, decydujemy, że nie zmieniamy planu i kierujemy się na wschód w kierunku Nowego Harszu. O 16 wszyscy zacumowani. Powoli doganiają nas ciemne chmury, a rozbujane na cumach jachty coraz intensywniej próbują zerwać się z uwięzi. Wyciągamy spod pokładów i bakist wszystkie cumy oraz korzystamy z dodatkowych kotwic z jachtów, które stoją zacumowane dziobem na bojach i dodatkowo zabezpieczamy pozostałe jachty, tak żeby nie rozbiły się o pomost. Część wręcz asekurujemy siłą własnych ramion przeczekując krótką, choć intensywną nawałnicę. Osłabło. Za to zaczęło padać, choć raczej taki kapuśniaczek – z dużej chmury mały deszcz, lecz psuje nasz plan na wieczorne ognisko. Jednak po 20 deszczyk ustał, ociepliło się, a wiatr osuszył zmoknięty port. Plan na ognisko powrócił! Więc do lodówek jachtowych po kiełbaski by je upiec i siłę mieć na wieczorną szantę przy ognisku. Ognisko zapalone po harcersku: jedną zapałką, kiełbaski nabite na kije, a bijący żar od paleniska zachęca by zamienić je w smakowity gorący przysmak. Cóż… kiełbaski wieczoru nie przeżyły, a my za to tak, poza tym nawet jakby przeżyły, to nie zaśpiewałyby i nie zagrały szant tak jak my. A nam się udało i zagrać, i zaśpiewać. Tak do północy, bo przecież cisza nocna gdzieś w regulaminie była… Chyba trzeba zmienić ten punkt na ciszę północną, bardziej przystoi do realiów. To jak? Północna? Wczesnoporanna? Wschodosłoneczna? Coś wybierzemy… dziś rano.

Kolejnego dnia wiatr trochę odpuścił lecz skwar nie. Mimo porannych godzin intensywnie szukamy cienia, by skryć się prze...
06/07/2025

Kolejnego dnia wiatr trochę odpuścił lecz skwar nie. Mimo porannych godzin intensywnie szukamy cienia, by skryć się przed promieniami słońca. Jak to któryś z doświadczonych żeglarzy powiedział: „Wolę pływać jak jest zimno, bo ubrać się w kolejną warstwę odzieży można zawsze, a jak jest gorąco to rozbierając się dochodzimy do granicy, że dalej już się nie da…”. Coś w tym jest… Jak zawsze poranny apel, śniadanie i chwila na rozdanie rejsowych koszulek. Cień zapewniła nam wielka altana obok tawerny. Ojjjj, jeszcze kociołek do wyszorowania… no dobra niech będzie, że to ja załapałem się na obozową wachtę klaru. Kociołek niestety pełnego klaru nie doczekał: odpadła cała umywalka w portowej zmywalni naczyń a kociołek pozbył się nóg, które połamały się podczas zderzenia z podłogą. Będzie na mnie! Nie dość, że niedomyty to jeszcze kulawy. A do tego mieliśmy go użyć na jeszcze jedną rejsową kolację. Porządkiem już zajęła się obsługa portu, bo przecież na godz. 10 umówiona niespodzianka. Po drugiej stronie zatoki już czeka motorówka. Solidny rib z 80 KM silnikiem i do tego pływająca 3 osobowa kanapa na holu. Czeka nas 2 godziny świetnej wodnej zabawy. I do tego można było się sprawdzić w dwóch rolach: zarówno pędząc na falach za naszą motorówką na kanapie jak i nią sterując. Niestety południe wyznaczało koniec zabawy. Trzeba przecież dopłynąć do kolejnego portu. Klar do wyjścia i żegnamy Górkło. Przyzwyczajeni do solidnego wiania z kwaśnymi minami przyjmujemy 2 bf na Jagodnym. Neptun to chyba zauważył, bo postanowił pokazać jak to jest, jak nie wieje wcale. Koniec Jagodnego i Boczne na silniku. Flauta. Krótki postój przy pomoście portu Lester Club Marina Lester Club w celu przebłagania władcy wód (jest druga wersja, że po prostu chodziło o toaletę i chwilę cienia pod drzewami na plaży) i chyba pomogło, choć nie wiem które. Na Niegocinie wieje, żagle staw i płyniemy do portu PTTK w Wilkasach. Trzeba się pośpieszać, bo na 18 umówiona kolacja w regionalnej restauracji Agromargot Agromargot. Nie moglibyśmy pominąć tego miejsca na naszym żeglarskim szlaku. Zresztą Elunia zawsze czeka na nas z otwartymi ramionami goszcząc nas nawet po oficjalnym zamknięciu restauracji. I ZAWSZE trzyma dla nas zapas pierogów ze szczupakiem. Mniam. Po szybkim cumowaniu, chwili na formalności portowe i portowym klarze na jednostkach ruszamy na kolację. Pyszne. I mniam po raz drugi, trzeci, czwarty itd., itd… Chyba nie znudzą się nam nigdy. Nasz Przyjaciel Andrzej, który niestety już tylko z góry, będąc na wiecznej wachcie może doglądać receptur, wciąż robi robotę! Objedzeni wracamy do portu, dziwnie cichego jak na tą porę. Choć może i dobrze, łatwiej będzie zasnąć. Tawerna „Dezeta” zamknięta, ale za to z nieco bardziej oddalonego „Rozbitka” kołyszą nas do snu dochodzące odgłosy koncertu szantowego i wiatr, i fale rozbijające się o pirs, i chlupot wpadających do wody telefonów też, choć może to już jakiś sen dziwny. Cóż… dowiem się o poranku 😊

Adres

Tarnów
33-100

Telefon

+48600500698

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Kana JACHT umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Kana JACHT:

Udostępnij

Kategoria