10/07/2025
Pożeglować już nie pożeglujemy (przynajmniej nie dzisiaj), żaden hals, żaden jacht w pochyle albo choćby malutki zwrocik przez sztag, więc pozostało nam tylko nacieszyć się tym, co nam pozostało. No ale czym? Apelem? Sprzątaniem jachtu? Pakowaniem? Gdy wszystko przypomina nam, że było lepiej, choćby wczoraj! Znam to powiedzenie, że wszystko się kończy i że choć o tym wiemy, to zawsze jest to zaskoczeniem. Sprawdziło się – po raz kolejny. Ok. godz. 10 po naszych porannych obowiązkach pozostało nam tylko czekać na bosmana, który kolejno odbierał nasze jachty. Wszystko bez problemu, strat własnych brak, protokoły do podpisu i jednostki zdane. Bosmanowi zajęło to tak do 11.30. oczywiście z naszą wydatną pomocą. Teraz można pakować się do autokaru i niestety po raz ostatni spojrzeć na port, łódki które przez cały tydzień zastępowały nam dom i pomost, który tydzień temu radośnie, choć jednocześnie chłodno nas powitał, a dziś żegna. Dobrze choć, że domownicy z naszego jachtu ruszają z nami, zawsze to jeszcze kilka chwil razem. Nie wszyscy, bo część żegnamy już w Węgorzewie. A pozostała reszta naszych żeglarzy o 12 w autokarze i ruszamy. Cóż ten etap rejsu najmniej ciekawy, kilometry autostrady umykają jeden za drugim, a Artur mimo próśb nie potrafi pochylić autokaru na jedną z burt, jak przy choćby niewielkim szkwaliku. Kolejny przystanek w Warszawie, by pożegnać kolejnych załogantów, a następnie prosto do Tarnowa. No i o 22 jesteśmy. W zasadzie można by się przepakować i z powrotem… ok. to za 2 tygodnie z drugim obozem, zawsze jakieś pocieszenie dla co niektórych. A na teraz to już niestety KONIEC naszej wyprawy.
Dobry rejs! Mimo zmiennej aury, wiatrów czasami zbyt mocnych, upałów zbyt żarliwych i korekt planów na żeglugę. Bo jak zawsze okazuje się, że najważniejszą częścią wyprawy jesteśmy my sami. Czasami mam wrażenie po takim rejsie jak ten, że obojętnie gdzie byśmy popłynęli to zawsze będzie wspaniale. Oczywiście Szlak Wielkich Jezior Mazurskich to niespotykany gdzie indziej akwen ale… kiedyś spróbuję czy rejs na Bobrownikach z takimi załogami jak nasze, też by się udał. Dziękuję wszystkim za ten wspólny tydzień pod żaglami, wspólne szanty, ogniska, poranną kawę podaną podczas apelu, kociołek i nawet zabawy na motorówce, za którą nie przepadam. Będzie za czym zatęsknić. Jak za pierogami Andrzeja!
Dobrze, że z naszymi sternikami widzę się częściej. Oczywiście Wam też dziękuję: Rafałowi, Karolowi i nawet kapitanowi Szuwarkowi mimo, że bagno prawie mnie zżarło. Dziękuję Oli, Hani i Bogdanowi za wspólne żeglowanie oraz (tu prawie będzie jak na gali Oskarowej z listą podziękowań) również Eulali, Uli, Weronice i Dzikiemu za niezapomniane Mazurskie miejscówki.
No dobra… byłoby na tyle. Ahoj żeglarze! Do następnego razu!