30/06/2024
"Nic co łatwe nie cieszy tak bardzo". Zapewne takie motto przyświecało każdemu kto stanął 25 czerwca wieczorem na linii startu Challenga w Szczyrku.
Beskidy Ultra Trail Challenge 2024 w pełnej wersji dla nikogo, czyli Potwór znów góra. Nieosiągalne było zrobić 3 pętle w limicie 100 godzin. Na starcie stanęło 18 śmiałków, w tym jedna kobieta. Jak się później okazało na na drugą pętle wyszło tylko 10 osób. Nikt jednak nie wyszedł na trzecią. Na starcie stanęli doświadczeni ultrasi, którzy nie takie dystanse i przewyższenia pokonywali wcześniej. Formuła self-supported i do tego Beskid Mały plus monsunowa pogoda, skwar i wilgotności to według mnie czynniki, które zadecydowały o takim przebiegu. Na drugiej pętli w Beskidzie Śląskim dodatkowo deszcz i burze.
Kuba Orłow dociera do Szczyrku jako pierwszy zaliczając dwie petle. Na zegarku ma około 60 godzin napierania, w zapasie 40 godzin. Ale to zbyt mało by zmierzyć się z Beskidem Żywieckim, czyli trzecią finałową pętlą. Kilka osób idzie w ślady Kuby, kończąc na Beskidzie Śląskim.
Niestety sprawdziły się moje wyliczenia z rekonesansu calej trasy. Żeby mieć marginalną szansę na ukończenie tego biegu trzeba mieć 45-50 godzin na ostatnią pętle.
Trzeba mieć nadzieję na przyszłość. Może za rok chociaż pogoda będzie łaskawsza...
Bieganie i góry to stan umysłu