26/04/2026
Ten miesiąc zdecydowanie upłynął pod kątem serwisu sprzętu nurkowego 🔧🪛 Widać przygotowania do sezonu idą pełną parą. Jak zwykle mieliśmy okazję napatrzeć się na ciekawe przykłady "fantazji serwisowej". Niestety dosyć niebezpiecznej. Poniżej jeden z kwiatków - serdecznie nie pozdrawiam osoby, która była tu przede mną... 🤮
Pacjent to automat Tecline R2. Podczas demontażu okazało się, że brakuje podkładki ślizgowej na powierzchni membrany (to najmniejszy problem). Sama membrana też dziwnie wygląda. Jest zrobiona z innego materiału, który zaczął się kruszyć na brzegach. Membrana jest też częściowo sparciała, ma o połowę mniejszą grubość i nieznacznie mniejszy rozmiar. Aby zniwelować tą różnicę pod membraną! została założona gruba plastikowa podkładka. Czyli gdzieś dzwoni... że coś ma tu być, tylko nie wiadomo dokładnie gdzie 🤦♂️ Taki ulep mógł w każdej chwili doprowadzić do awarii i wypadku. Rozerwana membrana sterująca to koniec pracy automatu pod wodą, dosyć gwałtowny. O nieprzyjemnym huku nawet nie wspomnę. Wiemy jak to wygląda, bo przeżyliśmy kiedyś pod wodą taką awarię.
O tym, że różne elementy automatu wymagają używania różnych momentów siły, nawet nie wspomnę. Klucza dynamometrycznego pacjent na pewno nie widział. Niektóre części dało się odkręcić ręką, a część była wręcz dobita młotkiem. Oringi to też coś więcej niż rozmiar. Są jeszcze różne materiały i twardości. Każdy ma swoje odpowiednie miejsce w automacie, o czym poprzedni "lekarz" chyba nie wiedział.
Pacjent ma się dobrze, dostał spa i właściwe części. Będzie więc dalej służył właścicielowi.
Tak się zastanawiam, co skłania do takiego druciarstwa❓🤯