27/04/2026
West Poland SUP Chill 2.0 — Niesłysz, edycja druga.
Rok temu pojechaliśmy po cichu. Bez ogłoszeń, bez listy zapisów, w kilka osób, które pływają razem od dawna. Napisaliśmy po fakcie: *mamy nadzieję, że będzie cyklicznie, że w przyszłym roku będzie można wbić się na legalu.* Słowo się rzekło.
W tym roku — cztery zachodnie województwa, jedno jezioro, czterdzieści osób i troje organizatorów, którzy robią to z pasji, nie z zawodu. Agnes, Michał i Marek — bez budżetu, bez sponsorów, za to z deskami i pełną głową pomysłów.
O integracji mówi się dużo, robi — rzadziej. Prawdziwy test nie polega na tym, czy umiemy razem popłynąć przy słońcu i bezwietrze. Polega na tym, co robimy, kiedy wiatr osiąga poziom ekstremalny. Część z Was tego dnia nie wsiadła na deskę, bo kiedy umysł mówi *te warunki nie są dla mnie*, najlepszą decyzją jest go posłuchać. Las obok był równie prawdziwym miejscem na reset co woda — lasoterapia zrobiła swoje. Ci, którzy popłynęli, dostali w nagrodę cichą zatoczkę: ciszę po wysiłku, oazę piękna.
Planowanie wspólnego wyjazdu uczy słuchania. Nie każdy jedzie z tym samym celem, nie każdy ma ten sam poziom, nie każdy chce wyzwania i to jest w porządku. Żeby impreza miała sens, trzeba to usłyszeć zawczasu i uwzględnić. Uczymy się tego przy każdej edycji.
Szczecin, Wrocław, Poznań — dzieli nas nie tak wiele kilometrów, a jednak każde miasto przyjechało ze swoim klimatem i swoim repertuarem przy ognisku. I dobrze. To nie jest słabość imprezy integracyjnej — to jest jej największa wartość. Uczymy się od siebie nawzajem właśnie wtedy, kiedy ktoś robi coś inaczej niż my.
Szczecin stawił się liczebnie — szacunek za mobilizację. Wrocław zajął piedestał ogniska drugiego dnia i było to widoczne i piękne. Poznań przywiózł coś równie cennego — wiedzę i umiejętności na desce , którymi potraficie zarażać innych. To widać słychać i czuć :)
Bardzo dziękuję Andrzej Bąk, Ma Ciej, Michał Garstka za wykonanie tych fenomenalnych ujęć. Dzięki nim widać, że nasz weekend się udał na 300% :)