10/03/2026
Kopę lat.
Zmotywowani przez podbudowane ego i niespotykaną frekwencję w ostatni weekend, postanowiliśmy odświeżyć fanpage. Owym motorem napędowym był występ na Operacji ZIMA.
Jak zwykle, połączyliśmy siły ze Zbieraniną Squad, tworząc 15-osobowy zespół mieszczący się w zakładanym limicie liczebności drużyny. Jak się później okazało, najmniej liczny (ale wiadomo, jakość ponad ilość 😎 ).
⌚ 8:15
Wyruszyliśmy w teren, wylosował nam się punkt startowy najbliżej parkingu, więc szybko do niego dotarliśmy i rozpoczęliśmy rozkminianie "co dalej". Z lekkim powątpiewaniem zerwaliśmy z drzewa kopertę, która na szczęście (zgodnie z przewidywaniami) okazała się być naszym pakietem startowym. Otrzymaliśmy kryptonim "Niedźwiedź", a naszymi celami były punkty 1-6 oraz kontakt z "Rosomakiem".
⌚ 8:45
Rozpoczęliśmy eksplorację od północnej części terenu. Dotarliśmy w okolice punktu nr 2, na który właśnie wchodziła od tej samej strony inna ekipa związana ogniem z kimś jeszcze. Bez wahania zdecydowaliśmy, że lepszej okazji na wejście "na trzeciego" nie będzie i rozpoczęliśmy szeroko rozciągnięte podejście.
Drużynę, której weszliśmy na plecy, pokonaliśmy kończąc z jednym rannym. Druga prawdopodobnie zdążyła wcześniej wykonać zadanie i z nieokreślonymi stratami się wycofała. Odczytaliśmy fragment szyfru i ruszyliśmy dalej.
⌚ 10:00
Czekał nas długi przemarsz na punkt Bravo. Przerwaliśmy go 3 razy, przebierając się z cieplejszych ubrań porannych, wpadając kawałek dalej w zasadzkę, z której znów wyszliśmy zwycięsko z kilkoma rannymi oraz spotykając Hordę ASG. Przy okazji z żalem zrelacjonowali nam, że to ich pokonaliśmy na poprzednim punkcie. Ups. 🤭
⌚ 11:30
Rozpoczęliśmy podejście na punkt Bravo. Zajęliśmy obie strony drogi, napędzeni poprzednimi zwycięstwami prowadziliśmy agresywne natarcie. Udało nam się, nie bez strat, przepchnąć linię frontu za punkt i odbić kartę w urządzeniu. Przez 15 min probowaliśmy wymyślić, do czego są 4 kolorowe przyciski i skąd wziąć 4 ukryte znaki w adresie URL. W tym czasie, osłabieni i na oparach amunicji, zostaliśmy rozbici przez kolejną drużynę chętną do wykonania zadania. Z zapisanym fragmentem adresu z zadania udaliśmy się na resp.
Tutaj należy wspomnieć, że przez cały ten czas próbowaliśmy spotkać się z Rosomakiem, z godnie z założeniami fabularnymi, jednak do tej pory bez skutku. Dopiero pod koniec gry przez przypadek wpadliśmy na siebie na respie i wtedy dowiedzieliśmy się, że adres url był podzielony na część naszą i ich. Razem mieliśmy wszystko.
⌚ 13:00
Propozycji na dalszą trasę przemarszu było kilka, obraliśmy cel na punkt na uboczu, jednak kluczowy dla naszej głównej misji, czyli rozszyfrowania wiadomości. Podejście musieliśmy powtórzyć dwukrotnie, ponieważ za pierwszym razem pechowo daliśmy sie złapać w sidła obozującej nieopodal drużyny. Przewaga terenu i zaskoczenie zdecydowały o sromotnej porażce. Za drugim razem "na szybko" zgarnęliśmy szyfr.
⌚ 14:00
Kolejnym celem było Charlie, w którym można było wrzucić karteczki na losowanie zaplanowane po grze. Niczym stado saren, prostopadle do nas przemknęła drużyna, pośpiesznie wrzucając swoje losy. Podeszliśmy po nich, dorzuciliśmy swoje ksywy do puli i skierowaliśmy się na pobliski punkt 1 z kolejnym elementem kodu.
I tutaj było grubo.
⌚ 14:30
We wspomnieniach tej akcji nie brakowało porównań do jednostek specjalnych, wielkich operacji wojskowych, opisów heroicznych, taktycznych i nieprawdopodobnych wyczynów wszystkich nas.
Byliśmy zmuszeni przeprowadzić atak wąskim gardłem, teren był obsadzony przez wrogą drużynę, a za nami goniła już kolejna. Zakleszczeni postanowiliśmy przeć dalej, mimo zdecydowanie gorszej pozycji. Wyszliśmy na wał na skraju jeziora i rozpoczęliśmy dynamiczne podejście na punkt, w głowach czując się co najmniej jak operatorzy Navy Seals. Wróg wyraźnie poczuł się przytłoczony naszymi działaniami, opór szybko malał. Bez strat własnych dotarliśmy na punkt, szybko odczytaliśmy kod i... zostaliśmy bez opcji. Droga powrotna już była obsadzona przez depczącą nam po piętach drużynę, pagórek przed nami zajmowała kolejna. Panował już lekki choas, nie do końca znaliśmy pełną sytuację taktyczną i logistyczną, zdecydowaliśmy się zająć wzgórze i bronić się tak długo, jak zdołamy.
⌚ 15:00
Obronę wzgórza zakończyliśmy decyzją dowódcy, który spojrzał na zegarek, liczbę trupów, lokalizację i słusznie uznał, że nie mamy o co walczyć w tym miejscu. Ruszyliśmy na resp.
⌚ 15:30
Czasu do końca gry było co raz mniej, zadania z wysadzeniem serwerowni nie mieliśmy szans doprowadzić do końca, toteż postanowiliśmy zagrać w Pokera w punkcie Delta i na koniec odczytać dane z punktu 3. Na Pokera dotarliśmy bez kontaktów, jednak już podczas interakcji z NPC ostrzelała i przygwoździła nas wroga drużyna. Rozpoczęlismy kolejny zacięty bój, niestety kompletnie bez inicjatywy, zepchnięci do rowów przy drodze. Wróg zadał nam ogromne straty. Ostatkiem sił, perfekcyjnie analizując sytuację wokół, wymknęło się 4 ocaleńców, żeby spróbować zaliczyć ostatni cel. Misja szła dobrze, dopóki nie wpadli na całą ekipę z naprzeciwka, która 4-krotną przewagą liczebną wysłała ich do pozostałych trupów z naszego zespołu.
⌚ 16:45
Do końca zostało ledwo kilkanaście minut, więc rozgoryczeni minęliśmy nasz punkt 3 jako trupy i udaliśmy się na parking. Mimo, że nie udało się zrealizować celów misji, to starcia jakie przeprowadziliśmy wspominamy do dziś, napawając się naszymi zdolnościami bojowymi i sprawnością w polu.
Imprezę zaliczamy do wybitnie udanych, nie jesteśmy przekonani co do jako takiej fabuły kryjącej sie w naszych rozkazach, niemniej skuteczność w boju, pogoda i ogólne nastroje zadecydowały o tym, że będziemy ją wspominać bardzo długo i bardzo pozytywnie.
Dziękujemy Zbieranina Squad i Horda ASG za towarzystwo w polu i nie tylko 😉
Hammer ASG team - Śląsk za organizację
I wszystkim spotkanym w terenie za fajną, uczciwą grę.